Od autorek

Od autorek

Drodzy Czytelnicy! Zapraszamy na epilog Doriana. Dziękujemy wszystkim,
którzy komentarzami dawali nam znać, że nasza powieść nie znika bezowocnie
w głębinach Internetu. Zostańcie z nami i za tydzień, 3-4.06 wpadnijcie
na 7 rozdział Szczypty magii. Pozdrawiamy i czekamy na Wasze opinie;)

06.06.2015

Rozdział XI

***Sheila***
            Kolacja była wyśmienita. Cały wieczór był wspaniały, Wenecja, gondole, te piękne stare budynki. I on. Dorian przeszedł samego siebie. Zabrał mnie w miejsce, które sama wybrałam i zadbał, bym zobaczyła wszystko, co mogłoby mnie interesować. Słuchał mnie, przez cały czas słuchał tego, co mówiłam i wiedziałam, że był zainteresowany. I patrzył na mnie tym dziwnym wzrokiem, od którego dostawałam dreszczy. Nazywał to pragnieniem. W dodatku wyglądał jak marzenie. Elegancki, szykowny, seksowny. Do twarzy mu było w garniturze. Do tego stopnia, że nie mogłam oderwać od niego wzroku. Zastanawiałam się, jak to byłoby poczuć pod palcami to twarde, umięśnione ciało. Zarumieniłam się na samą myśl.
            Spojrzał na mnie pomiędzy kęsami, więc szybko wróciłam do jedzenia. Kiedy na niego zerknęłam, wciąż na mnie patrzył. I uśmiechał się w ten niezrozumiały dla mnie sposób.
            - No co?
            - Rumienisz się.
            - Gorąco tu – mruknęłam, pocierając policzki.
            Uśmiechnął się nieznacznie, upijając łyk wina zamówionego do kolacji. Wciąż mi się przyglądał.
            - Chcesz usiąść bliżej okna, Sheilo?
            Pokręciłam głową. Nasz stolik ustawiono w rogu sali, może nie mieliśmy widoków na ulicę, ale za to zapewniono nam najwięcej intymności. Z daleka od wścibskich spojrzeń. Przez to jeszcze silniej czułam bliskość Doriana.
            - Tu jest dobrze. Tylko odrobinę za gorąco.
            - Może chcesz zamówić lody na deser? - zaproponował, sięgając po kęs potrawy.
            Nie potrzebowałam lodów. Wystarczyło, by przestał patrzeć na mnie w ten sposób. Albo coś, co pozwoli mi oderwać myśli. Wytarłam usta serwetką.
            - Mogę cię na chwilę przeprosić? Pójdę do łazienki.
            - Oczywiście, moje pisklątko. - Uśmiechnął się, pochylił i pocałował mnie w usta.
            O mamusiu. Na boginkę, miał takie cudowne usta. I tak wspaniale pachniał. Zakochałaś się, głupia nimfo, skarciłam się w myślach, odpowiadając na pocałunek. Zapomniałam o łazience. Całował mnie przez chwilę, delikatnie przesuwając palcami po moim policzku. Mruknęłam cicho coś, czego sama nie mogłam zrozumieć. Kiedy przerwał pocałunek, nie pamiętałam, gdzie jestem. Patrzył przez chwilę w moje oczy.
            - Myślę, że powinniśmy częściej razem wychodzić – stwierdził.
            Zamrugałam.
            - Co?
            - Na kolację, spacery... zwiedzać świat... gdzie tylko zechcesz. - Ponownie mnie pocałował. Byłam skłonna się zgodzić. Mogliśmy wychodzić gdziekolwiek, byle nadal mnie tak całował.
            Odsunęłam się, zdając sobie sprawę z tej myśli. Tak nie myślą grzeczne nimfy. Dobra boginko, jak ja się stoczyłam.
            - Wracaj szybko z tej łazienki. - Uśmiechnął się i oparł na krześle, nie spuszczając ze mnie wzroku. Przytaknęłam i umknęłam czym prędzej.
            Gdy zamykałam za sobą drzwi łazienki, moje serce biło jak szalone. Podeszłam do umywalki i opłukałam twarz zimną wodą. Jak to możliwe, że tak na mnie działał? Przyjrzałam się swojemu odbiciu. Roziskrzone oczy, zarumienione policzki. Musiałby być ślepy, by nie widzieć, że to wszystko za jego sprawą.
            Niedorzeczność. Jak mogłam tak zgłupieć? Dla kogo? Dla mężczyzny, który mnie więził, groził śmiercią, odpowiadał za ból i pragnął zabić mojego ojca. Zmusił mnie do przyjęcia oświadczyn. Co mi się w nim podobało? Był zarozumiały. Złośliwy i uparty. Nie lubił mojej rodziny i nie przyjmował odmowy. Potrafił mnie rozbawić. Spełniał moje marzenia, nim zdawałam sobie z nich sprawę. Potrafił być ciepły, czuły i troskliwy. Odetchnęłam.
            Wtedy zobaczyłam odbicie w lustrze. Zajmowało całą ścianę, bez trudu pomieściło ich sylwetki. Stojącego pomiędzy dwoma demonami Samaela rozpoznałam natychmiast. Nie panikuj, powtarzałam sobie, powoli się odwracając. Nie wyglądali na skorych do przyjacielskiej pogawędki.
            - Męska drzwi obok – spróbowałam.
            Musiałam tylko koło nich przejść i dostać się do drzwi. Na sali był Dorian, gdy tylko znajdę się w zasięgu jego wzroku, będę bezpieczna. Chyba, że o to im chodzi. Czy Samael byłby zdolny zastawić na niego pułapkę? Plan pozbycia się mojego ojca spalił na panewce. Przełknęłam ślinę.
            - Pokrzyżowałaś mi plany, moja droga. - Diabeł ruszył w moją stronę, podczas gdy jego podwładni nie zrobili nawet kroku. - Bardzo tego nie lubię.
            - Cóż, każdy z nas ma wzloty i upadki. Trzeba z tym żyć. A teraz przepraszam, ale czeka na mnie... - Urwałam, gdy zastąpił mi drogę. Widziałam gniew w jego oczach. Cofnęłam się.
            - Obawiam się, że nie możesz wyjść – poinformował mnie. W tej samej chwili usłyszałam trzask zamków. Drzwi i okna były szczelnie zamknięte. Dobra boginko.
            - To nie jest konieczne, wiesz, że nie mogę ci zagrozić...
            - Wiem. Nie obawiam się tego, moja droga. Ale ktoś musi zapłacić za moje nerwy. - Uśmiechnął się paskudnie, wykrzywiając twarz w taki sposób, że nagle poczułam mdłości. - Padło na ciebie, moja śliczna.
            Niewidzialna siła pchnęła mnie z ogłuszającą siłą. Uderzyłam o lustro, czując, że rozbija się pod moim ciężarem na drobne kawałeczki. Krzyknęłam, kiedy szkło rozorało moje ramiona i plecy. Ból był nagły i silny, ostre krawędzie zagłębiły się w moje ciało, odbierając mi oddech. Czułam szkło w plecach, ramionach, nawet jeden w udzie. Świat zaczął wirować, jedyne czego byłam pewna, to ból. I krew sącząca się z ran.
            Wydałam z siebie cichy jęk, tylko na tyle było mnie stać, gdy czyjaś dłoń zacisnęła się na moim gardle i podniosła nad ziemię. Uniosłam ręce, próbując rozewrzeć duszące mnie palce. Nie chciałam umierać. Nie teraz, nie z jego ręki, nie bez walki. Brakowało mi tchu, chciałam kopnąć napastnika, ale nie byłam w stanie ruszyć nogą. Traciłam władzę nad ciałem...
            I wtedy puścił. Upadłam na zimną posadzkę, a szkło głębiej wbiło się w moje ciało. Słodka boginko, miej nade mną litość...
            Dwa demony stojące za Samaelem wydały okrzyk przerażenia. Kątem oka dostrzegłam, że został z nich szary popiół. A na samym środku łazienki stał Dorian. Dzięki ci, dobra boginko.
            Najpierw spojrzał na mnie. Jego oczy jakby lekko pociemniały.
            - Sheilo... jesteś ranna... - powiedział cicho. Spojrzał na Samaela, który właśnie podnosił się z podłogi. W jego wzroku zdążyłam dostrzec gniew, który tak dobrze znałam, który zawsze mnie przerażał. Nie był skierowany w moją stronę, a mimo to poczułam lęk. Instynktownie się skuliłam. - Naprawdę myślałeś, że możesz tutaj przyjść i skrzywdzić moją narzeczoną? - zapytał. Głos miał zimny, wzrok utkwiony w diable, którego nagle odrzuciło na ścianę tak mocno, że w płytkach powstało pęknięcie.
            Przeturlałam się na brzuch i spróbowałam podnieść. Chciałam, żeby Dorian zabrał mnie do domu. Chciałam znaleźć się jak najdalej od tego miejsca i chciałam, by ból minął.
            - Dorian... - udało mi się powiedzieć, ale kolejne słowa utknęły mi w gardle.
            - Nikt nie ma prawa podnieść na nią ręki. - W dłoni Doriana pojawił się miecz, którego ostrze wbił w brzuch Samaela, po czym zatrzymał. - I nikt po tobie już się nie odważy. - Nie wbił miecza głębiej, a mimo to diabeł jęknął przeraźliwie. Jego skóra zaczęła lekko czerwienieć, gdy wydał z siebie krzyk. Dopiero wtedy Dorian wbił miecz nieco głębiej, ale ponownie się zatrzymał. Z rany trysnęła krew. Zebrało mi się na mdłości. To nie miecz był główną bronią, zrozumiałam. To była magia, bardzo okrutna magia.
            - Dorian, proszę...
            Chyba mnie nie słyszał, nie zareagował. Zamiast tego poruszył mieczem w brzuchu Samaela, tnąc jeszcze wyżej, a skóra rannego pokryła się bąblami.
            - Jesteś niczym i zginiesz tu, jakbyś nic nie znaczył. Ani ty, ani twoja mała część Piekła - syknął Dorian, wpatrując się w krzyczącego diabła.
            - Dorian, przestań! - krzyknęłam. Nie poznawałam mężczyzny, który stał przede mną. Nie w takim się zakochałam. On znów stał się bestią. Wszystkim, co mnie przerażało. Niepewnie stanęłam na nogach. - Proszę, nie jesteś jak on, po prostu zabierz mnie stąd...
            Zamrugał, jakby w końcu dotarło do niego to, co mówię. A jednak się nie odwrócił.
            - Sheilo, nie pozwolę, by to się powtórzyło. - Jego głos brzmiał przerażająco, ale jeszcze gorsze było to, co stało się potem. Dorian przesunął miecz wyżej, prawie do samej piersi, a skóra Samaela zaczęła pękać i odrywać się od ciała całymi płatami. Przy tym nieustannie słyszałam jego krzyk. Ten dźwięk sprawił, że pociemniało mi przed oczami. Zatoczyłam się i przytknęłam dłoń do ust i nosa. Odór palącego się mięsa mimo to nie dawał mi spokoju. Zaczęłam się krztusić.
            Odwróciłam wzrok od diabła, jednak mój wybór nie należał do mądrych. Dorian przerażał mnie równie mocno. Widziałam... satysfakcję na jego twarzy. To co robił, sprawiało mu przyjemność. Bestia. Bezwzględny potwór. Jak mogłam się w nim zakochać? Zadrżałam i cofnęłam się o krok. Zachwiałam się, ale myślałam tylko o tym, że muszę się stamtąd wydostać. Uciec jak najdalej od niego. Od tej bestii. Poślizgnęłam się, być może na własnej krwi i prawie upadłam. Chwyciłam się klamki i tylko to ocaliło mnie przez zderzeniem z podłogą. Pociągnęłam, ale były zamknięte. Błagam, nie...
            Samael wydał ostatni krzyk, gdy spojrzałam w jego stronę, miecz dosięgnął już serca. Jego ciało rozpadało się, płonąc od środka, gdy jeszcze żył. Dorian cofnął się o krok, miecz zniknął, a martwe ciało diabła, czy raczej to, co z niego zostało, upadło na podłogę łazienki. Tego było dla mnie za wiele. Wszystko wokół nagle się rozmyło, zastąpione przez ciemne plamy, a ciało po raz kolejny odmówiło mi posłuszeństwa.
            Kiedy ponownie otworzyłam oczy, leżałam na dywanie w salonie, w zamku Doriana, a on sam siedział obok mnie i patrzył na moje plecy. Podparłam się ramionami i odsunęłam gwałtownie. Jego koszulę pokrywały krew i dziwna maź. Gdyby tego było mało, wciąż miałam go przed oczami, mordującego Samaela. Zadrżałam.
            - Masz szkło w plecach – poinformował mnie Dorian, jakbym sama tego nie czuła, a jego wzrok powędrował w ślad za moim, na koszulę. Mruknął coś niewyraźnie, zdjął ją i założył inną, czystą, która pojawiła się w jego dłoni. Następnie przysunął się w moją stronę. - Muszę je wyciągnąć...
            - Nie zbliżaj się – zaprotestowałam słabo. Nie miałam siły znów się odsunąć. Bałam się go. Gniew z jego oczu całkiem nie zniknął.
            Zamrugał, wyraźnie zdziwiony.
            - Już dobrze, moje pisklątko, jesteś bezpieczna. Nikt cię nie skrzywdzi. Pozwól mi cię opatrzyć. Wiem, że boli, ale inaczej się nie zagoi – mówił powoli, przesuwając się w stronę moich pleców.
            - Bezpieczna? Póki znów nie wyjdzie z ciebie bestia?
            Uniósł brwi.
            - Wtedy biada tym, którzy zechcą cię skrzywdzić. Naprawdę chcesz chodzić ze szkłem w plecach, Sheilo?
            - Nie chcę, byś się zbliżał. Przerażasz mnie.
            W odpowiedzi przewrócił oczami.
            - Myślałem, że czas, gdy się mnie bałaś, mamy już za sobą. Odwróć się.
            - Nie sądziłam, że jesteś tak okrutny... - Cofnęłam się, a wtedy pojedynczy odłamek szkła wbił się głębiej w moje udo. Pociągnęłam nogę, chcąc go wyrwać. Po policzku spłynęła mi łza bólu.
            - Nie ruszaj się, bo wszystko pogorszysz. Ja to wyciągnę, ale musisz odsłonić nogę. I owszem, jestem okrutny dla tych, którzy na to zasługują. - Sięgnął do mojej sukienki.
            To było więcej niż okrucieństwo. Zamknęłam oczy, nie chcąc patrzeć na gniew Doriana. Było gorzej, znów zobaczyłam go mordującego Samaela. Spojrzałam w te gniewie oczy i zrozumiałam, że walka z nim nie ma sensu. Nie wygram. Powoli podciągnęłam sukienkę, ciesząc się, że mam na sobie bieliznę. Jej dolną część.
            Wyjął odłamek jednym, sprawnym ruchem, obok nas zmaterializowała się apteczka. Otworzył ją i przemył ostrożnie ranę na udzie, podczas gdy ja starałam się za bardzo nie krzywić. I nie płakać. To zadziwiające, jak wiele spotkało mnie bólu od naszego poznania. Zerknęłam na Doriana, który owinął moje udo bandażem i przerwał go, nawet nie oglądając się za nożyczkami. Zawiązał zgrabny supełek i spojrzał na mnie.
            - Teraz plecy.
            Odwróciłam się niechętnie. Nawet to sprawiło mi ból.
            - Co ze mną zrobisz, gdy ci się znudzę?- zapytałam cicho. Gdy mówiłam, wciąż bolało mnie gardło. Samael miał silne palce.
            - Znudzisz? - Wyjął największy kawałek szkła z moich pleców. Zacisnęłam zęby z bólu. - Poważnie? Zachowujesz się teraz jak dziecko! Masz pretensje za to, że cię uratowałem! Miałem przyjść i grzecznie poprosić Samaela, żeby cię nie krzywdził? - Wyjął kolejny odłamek. - Masz pretensje nawet za to, kim jestem! Tak, jestem potworem, bestią, ale twoja bestią, Sheilo. Pogódź się z tym.
            Jęknęłam, gdy wyjął następny kawałek lustra. Dorian nie miał pojęcia, czym jest delikatność. Na boginkę, byłam nimfą! W dodatku powiedział moja bestia. A kiedy to ja składałam zamówienie na własną bestię?!
            - Nie mam wyboru, prawda?
            Westchnął i kolejny kawałek wyjął już ostrożniej.
            - Powiedzmy, że byłoby odwrotnie. Pozwoliłabyś, żeby mnie zabił, Sheilo? Stałabyś i się przyglądała, jak, powiedzmy, nefilim Samaela wbija mi anielski sztylet w serce? Wtedy byś była wolna, wróciłabyś do ojca i mogła wyjść za mąż z miłości – zakończył cicho. Brzmiał jak zbity pies i poczułam wyrzuty sumienia. Ale nie powinnam. Nie musiał zachowywać się jak bestia, by mi pomóc. To nie mną zajął się najpierw, lecz porachunkami z Samaelem. Bo nie zależało mu na mnie, ale na tym, że ktoś ośmielił się tknąć jego własność.
            - Dobrze wiesz, że zrobiłabym, co w mojej mocy, by ci pomóc. Nie idę do celu po trupach, Dorianie. Ale nie jestem sadystką. I nie oczekuj wdzięczności. Gdy ja ci pomogłam, w ramach podziękowania zmusiłeś mnie do przyjęcia oświadczyn.
            - Z tego wniosek, że nie opłaca się mi pomagać – mruknął Dorian, wyjmując ostatni kawałek szkła. - Przemyję ci plecy, na początku zapiecze, ale za chwilę zioło zawarte w tym płynie powinno znieczulić na jakiś czas – powiedział, ponosząc buteleczkę i wylewając zawartość na waciki.
            I znów poczułam się jak świnia. To bestia, Sheilo, nie żałuj go. Zabijanie to dla niego zabawa. Skuliłam się, przypominając sobie jego spojrzenie, gdy Samael umierał w katuszach. Mokry wacik dotknął moich pleców. Wydałam z siebie cichy okrzyk. Zapiecze? Paliło jakbym weszła w ognisko! W dodatku kręciło mi się w głowie od utraty krwi.
            - Spokojnie, pisklątko, zaraz będzie po wszystkim, to konieczne... - Przesuwał wacikiem po moich plecach, delikatnie, ale nie omijając żadnej rany. Do oczu znów napłynęły mi łzy, każde dotknięcie sprawiało ból, ale po chwili zaczął mijać. Oddychałam ciężko, mocno zaciskając dłonie. Każdy oddech przypominał mi o tym, jak Samael omal mnie nie udusił. - Nadal boli? - Spojrzał na moją twarz.
            - Słabo mi – odparłam zamiast tego. Zachwiałam się, siedząc, a to nie wróżyło niczego dobrego.
            - Położymy cię do łóżka.
            Zanim zdążyłam zaprotestować, ostrożnie wziął mnie na ręce i zaniósł do sypialni, nie robiąc sobie nic z mojego ciężaru. Tam położył mnie bokiem na łóżku, uważając, bym nie dotknęła plecami materaca. Teraz czułam w nich nieprzyjemny chłód, ale już nie bolały.
            - Połóż się na brzuchu, Sheilo.
            Same rozkazy. Mruknęłam, ale wykonałam polecenie, opierając policzek o miękką poduszkę.
            - Potrzebuję wody – poprosiłam. Straciłam sporo krwi, musiałam uzupełnić wodę w organizmie, jeśli chciałam pozostać przytomna.
            W jego dłoni zmaterializowała się szklanka z wodą, podał mi ją. Naprawdę dobry numer. Na szafce koło łóżka pojawił się wypełniony po brzegi dzbanek. Dorian zaś uniósł dłoń, w której pojawiło się pudełko, a w nim zaczęła tworzyć się jakaś ciemnozielona maść.
            - Po tym plecy zagoją się w dwie godziny, ale musisz leżeć – powiedział, nabierając maści na palce.
            - Co to? - zapytałam podejrzliwie. Nie ufałam maściom, które powstawały same z siebie. Kiedy się skaleczyłam, godzinami ucierałam odpowiednie zioła i glony.
            - Mieszanina ziół, które stosowaliśmy do gojenia ran i odrobina mocy, by przyspieszyć proces – wyjaśnił Dorian. - Genevieve pomogło, u ciebie potrwa trochę dłużej, około dwóch godzin.
            Uspokoiłam się nieco. Genevieve nie wyrosła druga głowa ani nic takiego. Przymknęłam oczy, dotykając palcami szyi. Będę miała okropne siniaki, cud, że nie zgniótł mi krtani.
            Dorian dokładnie posmarował mi plecy, czułam jego dotyk na chłodnej skórze, na szczęście ból nie powrócił.
            - Zrobione. Teraz leż, pisklątko, a jeśli będziesz czegoś potrzebowała, wystarczy, że powiesz głośno, ktoś natychmiast się pojawi.
            - Chcę do domu – wymamrotałam cicho, na wpół sennie.
            - Jesteś w domu. - Poczułam, jak bierze mnie za rękę. - Już nigdy nie pozwolę, by ktoś cię skrzywdził. Możesz się obrażać, wyzywać mnie od bestii, ale na myśl, że miałbym cię nagle stracić, zawsze dostanę furii i to się nie zmieni. Znajdę sposób, by nawet gdy mnie przy tobie nie ma, nikt nie mógł cię zranić.
            Otworzyłam oczy i napotkałam jego spojrzenie. Pełne troski, choć także gniewu. To spojrzenie sprawiło, że nie wyrwałam dłoni, jak miałam w zamiarze. A jeśli on naprawdę się o mnie martwił? Jeśli zależało mu? W jakiś chory, tylko jemu znany sposób, ale zależało? Niepokoił mnie jednak fakt, co mógłby zrobić, gdybym oświadczyła, że chcę odejść. Nie pozwoliły mi na to. Byłam na niego skazana. Odetchnęłam i skrzywiłam się, kiedy gardło dało mi znać, że jeszcze nie ma się dobrze.
            - Jestem wdzięczna za troskę, ale nie musisz dodatkowo wpadać w furię. Gdybyś po prostu zabrał mnie dziś stamtąd...
            - Samael spróbowałby ponownie, a jeśli nie on, to ktoś inny, nie mogłem do tego dopuścić – przerwał mi. - Sheilo, zabiję każdego, kto spróbuje mi cię odebrać. I dopilnuję, byś była bezpieczna.
            Zabiję każdego, kto spróbuje mi cię odebrać. Przełknęłam ślinę. Byłam na niego skazana. Na potwora, dla którego zabijanie to rodzaj sportu. Który czuje satysfakcję, gdy zadaje ból. Łzy napłynęły mi do oczu.
            - Dlaczego ty mi to robisz?
            Westchnął, patrząc na mnie przez chwilę.
            - Nie do końca rozumiem... Przecież mówiłem, że ciebie nie skrzywdzę, a ty płaczesz...
            - Więc myślisz, że zmuszając mnie do bycia tu, nie wyrządzasz mi krzywdy? Odebrałeś mi wszystko, całe moje dawne życie. Ciągle mam przed oczami ciebie ociekającego krwią i... i mam się z tym dobrze czuć?
            Czy on naprawdę niczego nie rozumiał?!
            Wstał nagle, marszcząc brwi.
            - Porozmawiamy, jak trochę ochłoniesz i się uspokoisz, teraz nie myślisz logicznie. Jak już mówiłem, zawołaj, gdybyś czegoś potrzebowała. - Otworzył drzwi.
            - I dobrze – fuknęłam, choć wcale nie chciałam być sama. Dorian mnie przerażał, ale samotność nie była lepsza. Wiedziałam, że nie zasnę, bo ilekroć zamykałam oczy, widziałam śmierć Samaela. I Doriana skąpanego we krwi. Skuliłam się. Wiedziałam, że moje słowa go zabolały. Mnie również, ale strach okazał się silniejszy niż to, co do niego czułam. Nie wiedziałam, jakim cudem uda mi się znieść wieczność u jego boku. Jako żona bestii. Spojrzałam na niego, gdy wychodził. Moja własna bestia. Nie zawołałam go. Zamiast tego tylko wpatrywałam się w drzwi, za którymi zniknął.
            Kiedy zobaczyłam go po raz pierwszy, pomyślałam, że jest potworem. Kiedy poznałam go lepiej – byłam tego pewna. Mimo to jakaś część mnie pokochała tego potwora. Przerażał mnie i nie wiedziałam, jak poradzę sobie z tym strachem, ale nadal go kochałam. I nie miałam zielonego pojęcia, co z tym uczuciem począć.
            Sądziłam, że tej nocy mi się to nie uda, ale zasnęłam. To był jeden z najgorszych snów, jakie miałam w całym moim życiu. A to dlatego, że śnił mi się on. Dorian. Szłam jednym z tych ciemnych korytarzy niemal pozbawionych okien. Światło nie działało, przez co ledwie widziałam, dokąd się kieruję. Słyszałam tylko kroki. Przyspieszały, kiedy zaczynałam biec, zwalniały, gdy się zatrzymywałam, by odpocząć lub gdy potykałam się o tę długą białą sukienkę. Początkowo myślałam, że mam na sobie strój, który wybrałam, by podobać się Dorianowi, jednak nie miałam racji. Suknia miała drugi tren, który ciągnął się za mną, gdy biegłam. Uszyto ją z prawdziwej, grubej koronki, która błyszczała małymi diamencikami, kiedy padał na nią blask księżyca. Ciężki naszyjnik sprawiał wrażenie starego i drogiego. Chwyciłam poły sukni, by nie potknąć się po raz kolejny i przyspieszyłam. Przede mną w końcu pojawiło się jakieś światełko. Wreszcie. Musiałam opuścić to miejsce i to jak najszybciej.
            Wtedy kroki ucichły i... wpadłam na niego. Dorian stał przede mną w ociekającej krwią koszuli i gniewem w oczach. W jednej dłoni trzymał zakrwawiony miecz, a w drugiej diadem z przypiętym do niego welonem. Spadł mi, gdy uciekałam. Przerażona spojrzałam w te gniewne oczy. Oczy bestii. Cofnęłam się, nie odrywając od niego spojrzenia. Ta furia...
            - Dorianie, proszę...
            Szedł w moją stronę, bez słowa. Wściekłość wyzierała z jego oczu, a palce zacisnęły się mocniej na klindze.
            - Zawiodłaś mnie, pisklątko.
            - Nie chciałam, przysięgam...
            Pamiętałam. Zabronił mi wchodzić do jednego z pokoi. Ale drzwi były uchylone i zajrzałam. Pomieszczenie było pełne trupów. Niektórzy jeszcze żyli, choć nie miałam szans im pomóc. Wszyscy w jakiś sposób go zdenerwowali. Trafiłam do jego pokoju zabaw, tak to nazwał. A potem powiedział, że będę musiała do nich dołączyć. Odepchnęłam go i zaczęłam uciekać. Godzinę po tym, jak złożyliśmy sobie przysięgę małżeńską. Teraz chciał mnie zabić.
            - Nie posłuchałaś mnie. Po raz kolejny, pisklątko.
            Uniósł miecz, a ja zaczęłam krzyczeć. Krzyczałam tak głośno, że dźwięk rozniósł się echem po ciemnych korytarzach zamku. Nawet, jeśli ktoś mnie usłyszał, nikt nie przyszedł. Nikt nie chciał przeciwstawić się Dorianowi, by pomóc jego żonie. Stal przebiła moje ciało, odbierając mi oddech. Mój krzyk się urwał. Czułam ból, strach i chłód. Gniewne oczy wciąż się we mnie wpatrywały.
            - Sheilo, obudź się. Masz zły sen – usłyszałam. Powoli otworzyłam oczy i ujrzałam... Doriana. Poderwałam się i odsunęłam gwałtownie, instynktownie dotykając brzucha. Nie poczułam krwi. - Wszystko w porządku? - spytał spokojnie. - Jak plecy?
            Odetchnęłam głęboko. To był sen. Tylko koszmarny sen. Dorian mnie nie zabił. Nie gonił mnie. Mimo to, gdy na niego patrzyłam, wciąż czułam ten strach. Podciągnęłam nogi pod brodę.
            - Sztywne – odparłam tylko.
            - Ale nie bolą? - upewnił się. - Powinny już się zagoić.
            - Nie, czuję tylko dziwną sztywność, ale nie ból. - Odetchnęłam głęboko. Nie mogłam powiedzieć tego samego o gardle.
            Jego wzrok powędrował w stronę mojej szyi. Zmarszczył brwi.
            - Masz siniaki na szyi, Sheilo.
            Skinęłam głową. Tak zwykle kończą się próby duszenia. Te nieskuteczne oczywiście. Potarłam szyję.
            - Czuję.
            Sięgnął po szklankę, która napełniła się szaroniebieskim płynem.
            - Wypij to, pisklątko, będzie ci lepiej oddychać. - Podał mi szklankę, wpatrując się w moją szyję. Do jego oczu powrócił gniew. - To był tamten demon, którego wyczułem. Szpieg Samaela. - Zacisnął dłonie.
            Spojrzałam podejrzliwie na szklankę. Wciąż pamiętałam o śnie, w którym mnie zabijał. Ale nie otrułby mnie, prawda? Nie lubił działać po cichu. Wzięłam szklankę drżącymi dłońmi i przytknęłam do ust. Nie pachniało, ani nie smakowało dobrze.
            - Więc to było zaplanowane.
            - Tak. Śledzili nas. Powinienem to zauważyć. - Znowu spojrzał na moją szyję. - Na te siniaki chyba nic nie poradzę...
            Przyglądałam mu się przez chwilę. Naprawdę zależało mu na tym, by mi pomóc?
            - W końcu same znikną. Jak to siniaki.
            - Nie tak szybko, są spore – mruknął Dorian i zerknął na szklankę. - Jeszcze nie wypiłaś?
            Nie tak łatwo pić coś, czego zapach wywołuje mdłości. Upiłam jeszcze łyk, napój istotnie przynosił mi ulgę. Zebrałam się w sobie i wypiłam do dna.
            - Zadowolony?
            Wzruszył ramionami.
            - Powinnaś jeszcze się przespać. Rano będzie lepiej.
            Jak mogłabym zasnąć po tym, co mi się śniło? Gdyby ten sen powrócił... Nie, nie zmrużę nawet oka. Nie zgaszę światła. Muszę wytrzymać tę noc. Koszmary nie mogą być wieczne.
            - Nie jestem senna, ale ty powinieneś pójść i się położyć.
            Może wtedy wreszcie odzyskam spokój.
            - To nie ja tu jestem ranny. Posiedzę i dopilnuję, żeby nie przyśnił ci się więcej żaden koszmar – oznajmił, po czym zsunął się z łóżka i usiadł przy nim. - I nie będę gasił światła. Pójdę, gdy zaśniesz.
            Tylko tego mi brakowało. No dobrze, czas zagrać w otwarte karty.
            - To ty mi się śniłeś, Dorianie.
            - A dokładniej? - Zerknął na mnie.
            Przygryzłam wargę. Nie chciałam pamiętać tego snu, nie chciałam o nim mówić. Wiedziałam jednak, że nie odpuści.
            - Ścigałeś mnie. I zabiłeś.
            Oparł się rękami o brzeg łóżka.
            - Nie chciałem, żebyś miała przeze mnie koszmary. - Spojrzał na mnie z niepokojem. - Nigdy więcej nie dopuszczę, byś widziała takie rzeczy. Jesteś delikatną nimfą, powinienem o tym pomyśleć... Wiesz, że cię nie skrzywdzę. Nigdy. Choćbyś nie wiem co zrobiła. - Patrzył mi prosto w oczy. - Masz moje słowo. A teraz spróbuj zasnąć, dobrze?
            Dał mi słowo. Ale czy mogłam mu wierzyć? Słyszałam opowieści o tym, że jego ród wywodzi się między innymi z kłamstwa. Z grzechów. Czy mogłam mu ufać? Po tym co widziałam? Nie. Nie ufałam mu. Nawet jeśli wciąż coś do niego czułam.
            - Nie chodzi o to, co widziałam. Chodzi o to, co zrobiłeś.
            Wzruszył ramionami.
            - Nigdy nie twierdziłem, że nie zabijam swoich wrogów. A gdybyś tego nie widziała, nie miałabyś koszmarów.
            Mógł mieć rację, ale świadomość, że był do tego zdolny, że mu to nie przeszkadzało... Spojrzałam na niego.
            - I zabiłbyś tak mojego ojca, prawda? Gdybym ci odmówiła.
            - Nie odmówiłabyś – powiedział, opierając się plecami o łóżko. - Późno już, pisklątko. Jutro będziesz niewyspana.
            Nie zaprzeczył. Nawet nie próbował.
            - Wyjdziesz?
            - Nie. Znowu będziesz krzyczała przez sen. Zostanę. Nie zwracaj na mnie uwagi.
            Niczego nie rozumiał. Gdy tu był, miałam ochotę krzyczeć nawet bez snu. Pragnęłam zostać sama. To tak wiele?
            - Nie zasnę, gdy tu jesteś.
            Westchnął i spojrzał na mnie.
            - A jeśli znów będziesz miała koszmary?
            - Sądzisz, że twój widok mnie uspokaja? - zapytałam wprost.
            Patrzył na mnie przez chwilę, z namysłem.
            - Przepraszam, Sheilo – odezwał się w końcu. - Za to, że nie wykryłem podstępu, że nie zjawiłem się w porę, że zabiłem go na twoich oczach, zamiast najpierw zaopiekować się tobą... Naprawdę nie możesz już na mnie patrzeć?
            Nie. Ale to niczego nie zmienia. Odwróciłam wzrok. Wiedziałam, że go ranię, mnie również to bolało, ale patrząc na niego, widziałam konającego Samaela. Krew. I gniew w oczach Doriana.
            - Po prostu chcę, żebyś wyszedł.
            Zmarszczył brwi, wstał i zniknął. Bez słowa. Po prostu. Czy mi ulżyło? Nie. Czy poczułam się bezpiecznej? Nie. Położyłam się na drugim boku i przeleżałam tak do rana. Światło, gdy zasnęłam. Godzinę później obudził mnie mój własny krzyk.

22 komentarze:

  1. I nastał wreszcie koniec sielanki, na dodatek jeszcze przed ślubem.xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wreszcie, powiadasz? xD Ale chyba lepiej, że przed ślubem, nie?;)

      Usuń
    2. Dla kogo lepiej, dla tego lepiej.xD

      Usuń
  2. Uwielbiam tę powieść.czekam na każdy rozdział "jak diabeł na duszę"..Świetnie napisane.Sam temat cudowny,taki nietypowy.Nie jestem na żadnym portalu społecznościowym,bo je bojkotuję i ciężko mi Was znaleźć i skomentować.Może dziś się uda wyrazić mój podziw.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niesamowicie nam miło czytać takie słowa. Miód na nasze serca.:)
      A znaleźć nas możesz właśnie tutaj, zaglądamy często i zawsze odpisujemy. Na portalach społecznościowych to chyba tylko Natalia, bo ja się tam nie udzielam.:)

      Usuń
    2. A ja mam tylko konto google i chomika, nie wiem, o jakich portalach mowa?:P

      Usuń
  3. Bardzo dziękuję za rozdział i info. Na razie widziała tylko jak zabija wrogów, którzy chcieli ją skrzywdzić, ciekawe co by zrobiła jakby się dowiedziała, że zabijał niewinnych, bez żadnego powodu (samolot).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Być może będziesz miała okazję się przekonać.:)

      Usuń
  4. dziekuje , czas szczęścia i nieswiadomosci sie skonczył zobaczyła jego prawdziwa naturę , na razie jest w szoku , lecz kocha go i jestem pewna ze pogodzi sie z tym , za bardzo zblizyła sie do niego a i on wie jak nia sterowac:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stawiasz na to, że Sheila mu wybaczy i wszystko będzie dobrze?:)

      Usuń
  5. Ha, w końcu się doczekałam końca idylli. Och, i Sheila jaka charakterna! Nareszcie postawiła się Dorianowi. Wszystkie zastanawiałyśmy się kiedy nimfa odkryje ciemne sprawki i prawdziwy charakter swojego narzeczonego. Okazuje się, że wszystko poszło za jednym zamachem. Czekam z niecierpliwością na rozdział z jego perspektywy, żeby zobaczyć jak odczuł odrzucenie. Czy sprawiło mu to przykrość, czy tylko jest wściekły, że jego pisklątko nie może na niego patrzeć. Myślę, że to im wyjdzie na zdrowie. Sheila została drastycznie uświadomiona, a Dorian będzie musiał pogodzić się z reperkusjami swego czynu. Może w końcu coś do niego dotrze. Dzięki, dziewczyny, za rozdział. Jak zwykle jestem pod dużym wrażeniem. Do przyszłego tygodnia. Pozdrawiam Agnieszka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak się zdenerwuje też może być charakterna, a w tej sytuacji była zła i przestraszona. Chyba mogę zdradzić, że nie jest to ostatni raz, kiedy nie zgadza się z Dorianem. ;)
      Dorian nie lubi, gdy mu się odmawia, a w jego mniemaniu zrobił, co należy. Co ma do powiedzenia na ten temat już za tydzień.:)

      Usuń
  6. P.S.
    Zapomniałam o tym, że przecież Sheila jeszcze nie wie o uśmiercaniu niewinnych. Może postanowi uciec jak najdalej od krwawej bestii i wykorzysta do pomocy demona strachu? Oj, myślę, że przed Dorianem ciężka przeprawa, aby ponownie zdobyć serce swego pisklątka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serce na pewno, ale jak myślisz, co zrobiłby Dorian, gdyby Sheila uciekła z Varysem?:P

      Usuń
  7. Bańka w której żyła Sheila, odizolowana od okrucieństwa Doriana, pękła 😢 A było tak cudownie... No ale może lepiej teraz niż po ślubie ( jeśli takowy w ogóle się odbędzie)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pytanie, czy Sheila ma w tej kwestii jakiś sensowny wybór:P

      Usuń
    2. To ślub pewnie się odbędzie, ale noc poślubna to już niekoniecznie.^^

      Usuń
    3. Tutaj faktycznie mógłby być problem^^

      Usuń
    4. To Dorian byłby wówczas bardzo zawiedziony i rozczarowany, w końcu tyle na to czekał.^^

      Usuń
  8. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  9. no i wyszło szydlo z worka i Sheila wkoncu zobaczyla jego prawdziwe oblicze... chociaz dla niej stral sie byc delikatny i wyrozumialy... dziekuje bardzo za kolejny rozdzial

    OdpowiedzUsuń
  10. Sen jak historia Sinobrodego ;)
    Mówiłam, że nie będzie łatwo i musi na "odważniej" zasłużyć? :P

    OdpowiedzUsuń