Od autorek

Od autorek

Drodzy Czytelnicy! Zapraszamy na epilog Doriana. Dziękujemy wszystkim,
którzy komentarzami dawali nam znać, że nasza powieść nie znika bezowocnie
w głębinach Internetu. Zostańcie z nami i za tydzień, 3-4.06 wpadnijcie
na 7 rozdział Szczypty magii. Pozdrawiamy i czekamy na Wasze opinie;)

02.01.2016

Rozdział VI [+18]

***Dorian***

    Doszedłem do wniosku, że dobrze jest mieć zaufanego doradcę od... wszystkiego. Jak się okazało, nawet od romantycznych kolacji. Kiedy wspomniał, że zna ciekawe miejsce, które zachwyciłoby Sheilę, od razu zgodziłem się je obejrzeć. I słusznie. Restauracja z akwarium była wręcz idealna na romantyczną kolację z nimfą.
    Na tę okazję założyłem jasnoniebieską koszulę zapinaną na guziki – z którymi poradziłem sobie za pomocą magii, by nie tracić czasu i nerwów – oraz eleganckie ciemne spodnie. W salonie czekała już na mnie Sheila. Włosy spięte miała w kok, parę luźnych kosmyków opadało na jej ramiona. Ubrana była w granatową sukienkę, wiązaną na szyi, z przodu odsłaniającą zgrabne nogi od kolan w dół, z tyłu odrobinę dłuższą. Kiedy podeszła bliżej, dostrzegłem, że plecy ma odsłonięte. Objąłem ją lekko, dotykając delikatnej skóry i pocałowałem w ramię.
    - Ślicznie wyglądasz – powiedziałem, spoglądając na nią. Moja żona podziękowała z uroczym uśmiechem i przenieśliśmy się do uliczki tuż przed elegancką restauracją. Weszliśmy do środka, po czym skierowałem nas schodkami w dół, gdzie czekał na nas gotowy stolik. Kiedy zeszliśmy, przez chwilę z zadowoleniem przyglądałem się zachwyconej minie mojej żony.
    Restauracja była duża, a część z akwariami znajdowała się na dole. Stoliki, także i nasz, stały tuż obok szyby, za którą pływały całe ławice ryb, małych i dużych. Sam stolik przykryty był białym obrusem; stał na nim flakonik z bukiecikiem czerwonych róż. Krzesła, obite miękkimi futerałami, wyglądały na wygodne.
    Kelner ukłonił się, odsunął nam krzesła i podał menu. Sheila przez długą chwilę nie mogła oderwać wzroku od ryb, w końcu jednak zerknęła do karty. Oparłem się wygodniej na krześle, przeglądając menu. Uśmiechnąłem się na myśl, że czeka mnie przyjemny wieczór po dość wyczerpującym dniu.
    Najbardziej zdenerwował mnie Lucyfer. Nie dość, że kazał mi osobiście fatygować się do jego części Piekła – czemu akurat się nie dziwię, poza nim nie miałby szans przeżyć naszej rozmowy – to jeszcze wnosił żale i pretensje odnośnie bójki demonów, które spowodowały sporo zniszczeń.
    W zasadzie nie wiedziałem dokładnie, o co im poszło. Pewnie o jakieś bzdury. Varys miał przesłuchać demony i wymierzyć odpowiednią karę, ale to nie wystarczyło temu diabłu. O nie, najpierw wygłosił przemówienie, stanowczo przesadzając odnośnie ogromnych szkód materialnych, a potem się zaparł, że demonów nie odda.
    Musiałem się wykazać naprawdę dużą cierpliwością. Mimo nieustającej pokusy, by spróbować podpalić wkurzonego diabła, powstrzymałem się, gdyż wiedziałem, że w Piekle – swoim królestwie – Lucyfer był silniejszy niż gdziekolwiek indziej.
    Gdybym po prostu odpuścił i zostawił swoje demony Lucyferowi, pewnie zginęłyby powolną i bolesną śmiercią. I zapewne na to zasłużyły, skoro były na tyle głupie, żeby rozwalać diabłu jego Piekło. Ale były w moim kręgu. Jeśli ktoś miał je zabić, to tylko ja. Moim obowiązkiem, jako ich władcy, była ochrona przed innymi kręgami, przed diabłami i wszelkimi zagrożeniami z zewnątrz. Demony miały się nie tylko mnie bać, ale także i szanować, znać swoje miejsce i w razie potrzeby narażać życie dla mnie, swojego władcy. Skoro już trafiła mi się część Piekła, zamierzałem prawidłowo wypełniać swoje obowiązki. Dlatego stanowczo zażądałem zwrotu moich demonów, bym sam mógł wymierzyć im karę.
    Okazało się, że to nie takie proste. Po dwóch godzinach wysłuchiwania argumentów Lucyfera i gdy moja cierpliwość była już na wyczerpaniu, udało mi się w końcu dojść do porozumienia z tym wkurzającym diabłem. Niech no ja go tylko kiedyś zaskoczę poza Piekłem... odechce mu się stawiania żądań.
    Moje demony miały naprawić wszelkie szkody, jakich się dopuściły. Potem Lucyfer miał przekazać je Varysowi, który odpowiednio je ukarze za problemy, jakich mi dostarczyły. Diabeł przystał na propozycję, podkreślając przy tym swoją dobrą wolę.
    Wróciłem do domu zły i głodny, gdyż Lucyfer nie pomyślał, że jest już pora obiadu i mógłby się streszczać albo mnie poczęstować. Cóż, pewnie nie powinienem wymagać od takiego diabła dobrych manier.
    Oderwałem się od ponurych myśli, czując na sobie wzrok Sheili.
    - Wszystko w porządku, kochanie? Wydajesz się spięty.
    - Tak, w porządku, cieszę się, że wreszcie mamy wieczór dla siebie. - Uśmiechnąłem się do niej. - Podoba ci się to miejsce?
    - Jest bajeczne. Jak marzenie. - Uścisnęła moją dłoń. - Jak je znalazłeś?
    - Varys mi polecił – przyznałem. - Na co masz ochotę? - Zerknąłem w menu.
    - W takim razie oboje musimy mu podziękować – uznała, po czym jeszcze raz spojrzała w kartę dań. - Sałatka z egzotycznych owoców brzmi wspaniale. I grillowana jagnięcina. A ty?
    - Ja wezmę dziczyznę – zdecydowałem i gdy podszedł kelner, zamówiłem pieczeń z dzika w sosie borowikowym, do tego dwa rodzaje sałatek i czerwone wino.
    - Nie mogę wyjść z podziwu dla tego miejsca. Te ryby są takie piękne. O, spójrz na tę małą, zieloną, bawiłam się z taką jako dziecko. - Drgnęła, gdy kelner spytał ją o zamówienie. Posłała mu piękny uśmiech i poprosiła o dania, o których mi mówiła. Zdecydowała się też na to samo wino.
    - Idealne miejsce na miły wieczór, prawda? - Podniosłem jej dłoń do ust.
    - Tak, jest wspaniale. To miejsce, zapachy, muzyka w tle... i ty. Nawet włożyłeś koszulę zapinaną na guziki. Wiem, jak ich nie lubisz. Dziękuję. - Musnęła ustami mój policzek.
    - Zasługujesz na to wszystko i wiele więcej, moja śliczna żono – szepnąłem jej do ucha, przesuwając po nim ustami.
    - W takim razie jestem szczęśliwą kobietą.
    Niestety, ten właśnie moment wybrał kelner, by przynieść nam kolację i Sheila nieznacznie się odsunęła. Ścisnęła jeszcze moją dłoń i sięgnęła po sztućce.
    - Muszę przyznać, że wygląda i pachnie wspaniale.
    - Sprawdźmy, jak smakuje. - Odkroiłem kawałek mięsa i spróbowałem. Nie był to smak dziczyzny, jaki pamiętałem. Był dużo lepszy.
    Sheila nabrała kawałek mięsa i dwie kostki krojonych owoców. Mruknęła z aprobatą, smakując danie.
    - Idealne.
    - Owszem, bardzo smaczne. - Sięgnąłem po kolejny kawałek i upiłem łyk wina.
    Musiałem przyznać, że kolacja była wyśmienita. Po posiłku wybraliśmy się na spacer, który zakończyłem, przenosząc nas na wieżę Eiffla, skąd mieliśmy idealny widok na zachodzące słońce.
    Sheila oparła się o barierkę, spoglądając w dal. Wszechobecne światła dowodziły, że choć dzień ma się ku końcowi, Paryż wcale nie zasypia. Podszedłem i objąłem żonę w pasie, jednocześnie osłaniając ją przed chłodnym wiatrem.
    - Sekwana wygląda wspaniale w blasku zachodzącego słońca.
    - To prawda, ale wolę twój widok na tle zachodzącego słońca – odparłem, muskając ustami jej policzek. Poczułem, że jej usta wyginają się w uśmiechu.
    - Jeszcze jakieś życzenia? - Wciąż rumieniła się niemal na zawołanie, ale sprawiała wrażenie zadowolonej i zdecydowanej. I miała cudowne perfumy.
    - Twój widok bez sukienki na tle zachodzącego słońca? - zażartowałem.
    Zaśmiała się i szturchnęła mnie łokciem.
    - Poproszę inny zestaw życzeń.
    Uśmiechnąłem się i wokół nas rozbrzmiały dźwięki łagodnej muzyki. Wyciągnąłem rękę w stronę Sheili.
    - Zatańczymy?
    Podała mi dłoń, przyciągnąłem ją do siebie.
    - Spełniasz dziś moje marzenia, nim zdążę o nich pomyśleć.
    - Dla ciebie wszystko, moja piękna żono – odparłem, prowadząc ją w rytm muzyki. Dotknąłem ustami jej szyi. - Wspaniale pachniesz...
    - To nowe perfumy. - Odetchnęła głęboko, kiedy pocałowałem ją tuż nad obojczykiem. - Kiedy tak robisz, doprowadzasz mnie do szaleństwa.
    - Jak robię? - Uśmiechnąłem się i przesunąłem końcem języka po jej skórze. - O tak?
    - Tak. Od tego... miękną mi kolana. - Westchnęła cicho.
    - W razie czego wezmę cię na ręce – obiecałem, wciąż kołysząc się z nią w tańcu.
    - Muszę przyznać, że to brzmi kusząco. - Spojrzała na mnie roziskrzonymi oczami. - A także, że wypiłam o kieliszek wina za dużo.
    - Wypiłaś tylko dwa. Ale możemy już wracać. - Obróciłem ją lekko, przyciągnąłem do siebie i podniosłem na ręce. Objęła mnie za szyję, musnęła ustami policzek.
    - Ale tylko jeśli ty chcesz już wracać.
    - Myślę, że już pora – stwierdziłem.
    Pojawiliśmy się w sypialni, gdzie postawiłem żonę, wciąż trzymając ją w pasie.
    - To był wspaniały wieczór.
    - I jeszcze się nie skończył – zauważyłem, wpatrując się w moją śliczną nimfę. - Mam coś dla ciebie – przypomniałem sobie i w mojej ręce pojawiła się zielona bransoletka ze złotymi rybkami. - Zobaczyłem na wystawie w sklepie i pomyślałem, że ci się spodoba.
    Zachwyt w jej oczach mówił wszystko, kiedy wysunęła dłoń i poprosiła, bym zapiął podarunek na jej nadgarstku. Gdy to zrobiłem, uniosła rękę, a rybki zatańczyły wokół niej.
    - Jest niesamowita, po prostu piękna. I taka urocza. Dziękuję. - Zarzuciła mi ręce za szyję i czule mnie pocałowała.
    Odwzajemniłem ten entuzjastyczny pocałunek, jednocześnie przyciągając ją do siebie. Jedną ręką gładziłem jej gładką skórę na plecach, a drugą sięgnąłem do włosów i rozpuściłem kok w kaskadę ciemnych, gęstych loków. Jej drobne dłonie przesunęły się na moją pierś, po chwili już rozpinała guziki koszuli, którą miałem na sobie.
    - Muszę się do czegoś przyznać – szepnęła między pocałunkami. - Wcale nie wypiłam za dużo. - Koszula opadła na podłogę, a palce Sheili muskały moją skórę.
    - To dobrze, bo wolę, żebyś była dziś upojona jedynie moimi pocałunkami – powiedziałem. Wsunąłem dłoń pod jej włosy i rozwiązałem niewielki węzeł, po czym zsunąłem z niej sukienkę. Odsunąłem się na chwilę, by podziwiać to idealne piękno. - Jesteś niesamowicie piękna. Doskonała – wyznałem, pożerając ją wzrokiem. - I moja.
    Zarumieniła się i cofnęła o krok, zsuwając z nóg szpilki.
    - Twoja. Caluteńka.
    Uśmiechnąłem się, jeszcze przez moment wpatrując się z zachwytem w moją śliczną nimfę, niemal nagą, w samych granatowych, koronkowych majteczkach, które bardzo pobudzały moją wyobraźnię. Wyżej zachwycały dwie wspaniałe krągłości, kuszące, by je dotknąć. Zrobiłem krok do przodu i przyciągnąłem Sheilę do siebie, całując jej czerwone, ponętne usta. Powoli, nakazałem sobie. To dopiero jej drugi raz, nie czas jeszcze na dziką namiętność.
    Sheila nie wydawała się jednak spłoszona, całowała mnie, przyciskając ciało do mojego. Rozpięła mi spodnie i pociągnęła je w dół. Usiadłem na łóżku już w samej bieliźnie i przyciągnąłem ją do siebie na kolana. Powoli przesuwałem ustami w dół, całując po drodze każdy skrawek jej skóry, od brody po dekolt. Nieco delikatniej musnąłem znak na jej lewej łopatce, mając nadzieję, że już jej nie dokucza. Lewą dłonią masowałem ją lekko po brzuchu, by w końcu przesunąć ją wyżej, na tę cudownie kuszącą część kobiecego ciała.
    Odchyliła głowę i mruknęła cicho. Jej dłoń powędrowała na mój kark, druga zacisnęła się na ramieniu. Po chwili te dłonie rozpoczęły rozkoszną wędrówkę po moim ciele. Sam jej dotyk silnie na mnie działał, odczuwałem go tak intensywnie, jak nigdy wcześniej. Kontynuowałem pocałunki, schodząc jeszcze niżej, zastępując ustami miejsca, gdzie jeszcze przed chwilą były moje palce.
    Westchnęła i uniosła się lekko, jej palce wsunęły się w moje włosy. Nie spodziewałem się lekkiego pchnięcia, przez które wylądowałem na łóżku. Pochyliła się nade mną, musnęła w pocałunku moje usta, a potem jej wargi przesunęły się na szyję i tors. Przypomniałem sobie, że miała mnie dzisiaj uwodzić, więc przez chwilę upajałem się jej pieszczotami, delikatnie głaszcząc ją po karku pod włosami.
    Spojrzała na mnie i przesunęła językiem po bliźnie tuż pod moim sercem, które nagle zabiło mocniej. Jej dłonie śledziły każdy mięsień na brzuchu. Patrzyłem na nią, tak niespodziewanie namiętną, zmysłową, moją. Poprzednim razem była wyraźnie zestresowana, ale dziś... dziś była tak pewna siebie i zdecydowana, że pragnąłem jej jeszcze bardziej.
    Powoli przesunęła się w górę i obdarzyła mnie namiętnym pocałunkiem. Odpowiedziałem równie namiętnie i obróciłem się z nią tak, że leżała na plecach. Wspaniały widok, napawałbym się nim dłużej, ale pragnienie wzięło górę. Stopniowo przesuwałem ustami, a potem językiem po jej skórze. Policzki, szyja, dekolt... Smakowała cudownie, pragnąłem jej więcej, a gdy dotarłem do piersi, z przyjemnością słuchałem jej reakcji na moje pieszczoty.
    - Próbujesz doprowadzić mnie dziś do szaleństwa? - jęknęła, wyginając się pode mną.
    - Raczej do krainy rozkoszy, moje słodkie pisklątko – szepnąłem jej do ucha, skubiąc je ustami.
    - W tym jesteś doskonały – przyznała, kiedy jej dłonie błądziły po moim ciele. Uśmiechnąłem się i pocałowałem ją, a po chwili wróciłem do pieszczenia ustami delikatnej skóry mojej nimfy. Łagodnie gładząc jej delikatne krągłości, pocałunkami schodziłem coraz niżej. Odpowiedziała cichym westchnieniem.
    Przesunąłem rękę w stronę jej bielizny i sprawnie się jej pozbyłem, podziwiając piękno nagiego ciała mojej żony. Mimo coraz silniejszego pragnienia z przyjemnością ją pieściłem, odkrywając wszystkie czułe miejsca i wykorzystując je, by sprawić rozkosz Sheili. Smakować całe jej ciało, nawet te najintymniejsze miejsca. Przesunąłem dłońmi po jej biodrach, a ruchy mojej nimfy stały się bardziej intensywne, niecierpliwe. Uśmiechnąłem się, słysząc, jak szepcze moje imię. Usiadła, ciągnąc w dół ostatnią część mojej garderoby.
    Jej reakcja była urocza. Co prawda w noc poślubną wydawała się dużo bardziej skrępowana niż teraz, ale rumieńce nadal zdobiły jej policzki. Lekko rozchylone usta, na wpół przymknięte powieki, palce zaciśnięte na mojej skórze. W następnej chwili już w niej byłem, z ogromną satysfakcją obserwując jej rozkosz, rosnącą coraz bardziej i bardziej. I ten moment, gdy wśród westchnień i jęków osiągała szczyt przyjemności. A potem, wdychając cudowny zapach mojej nimfy, podążyłem w jej ślady.
    Później trzymałem ją w ramionach, słuchając, jak oddycha. Delikatnie przesuwałem palcami po jej włosach i nagle przyszło mi na myśl, że mogłem jej nigdy nie poznać. Przerażająca myśl. Sheila musiała być moja. Urodziła się, żeby być moja. I może te cztery tysiące lat musiałem przespać, by nie popełnić błędu i nie wziąć innej żony? Spojrzałem na nią, w jej duże szaroniebieskie oczy, teraz lekko zamglone i uśmiechnąłem się. Nie wydawała się bardzo zmęczona.
    To dobrze, bo noc się jeszcze nie skończyła.

    Obudziłem się koło południa w wyśmienitym humorze, z przytuloną do mnie Sheilą. Już nie spała, ale przyznała, że też niedawno się obudziła, co jak na nią było niespotykanie późną porą. Zauważyłem też, że nie założyła bielizny, co było kolejną nowością. Wyrabia mi się żona, i to na lepsze.
    - Przemyślałaś już, dokąd najpierw chciałabyś pojechać? - spytałem, postanawiając, że wyjedziemy jeszcze dzisiaj. Musiałem oczywiście załatwić sporo rzeczy, ale jeśli mi się uda, Sheila na pewno się ucieszy.
    - Może ty wybierzesz pierwszy? - zaproponowała. Pomyślałem chwilę.
    - Egipt?
    Zgodziła się bez namysłu i po kilkunastu długich pocałunkach moja nimfa zaproponowała, żebyśmy wstali na mocno spóźnione śniadanie.
    W końcu, w ramach negocjacji, posiłek zjedliśmy w łóżku. Jakieś pół godziny później zostawiłem Sheilę, planującą naszą podróż poślubną i wyruszyłem zrealizować te plany.
    Najpierw zadzwoniłem do siostry. Ponieważ nie miałem telefonu, skorzystałem z komórki V'lane'a – przeczuwałem, że on może mieć numer Genie i się nie pomyliłem. Sposób obsługi tego urządzenia był dużo prostszy niż telewizji. Chyba pora się zaopatrzyć w taki telefon.
    Nie orientowałem się w tym świecie na tyle dobrze, by samemu załatwić całą podróż, a nie chciałem wszystkiego zrzucać na Sheilę. Uznałem, że jeśli uda się nam już dzisiaj wyjechać do Egiptu, zrobię jej miłą niespodziankę. Pierwszą sprawą był nocleg. Gdybyśmy za każdym razem mieli wracać do zamku, podróż zmieniłaby się w parogodzinne wycieczki. Musiałem poszukać hotelu, w którym moglibyśmy spędzić noc. Genie od razu zgodziła się mi pomóc, choć jej pierwszą reakcją było zdumienie na dźwięk mojego głosu.
    - Dorian? Czemu dzwonisz z telefonu V'lane'a? Coś się stało? Znowu narozrabiałeś?
    - Co? Nie! - Przewróciłem oczami. - Po prostu nie mam swojego... urządzenia. Telefonu. Zamierzamy z Sheilą wyjechać w podróż poślubną i potrzebuję twojej pomocy – wyjaśniłem siostrze i dodałem, że na początku planujemy udać się do Egiptu.
    - Zajmę się rezerwacją hotelu, koniecznie z pełnym wyżywieniem, to nie problem – zapewniła mnie z entuzjazmem w głosie. - Znajdę też porządnego przewodnika. To wspaniale, że zdecydowaliście się na tę podróż.
    - A dałoby się znaleźć to wszystko już na dzisiaj? - spytałem. Wydawała się zdziwiona.
    - Dzisiaj? Hm... Będzie trudniej, ale zaraz poszukam.
    - To wspaniale. W takim razie idziemy się pakować. - Rozłączyłem się, oddałem demonowi komórkę i przywołałem Varysa, który miał nad wszystkim czuwać w czasie mojej nieobecności. Byłem pewien, że sobie poradzi. Następnie wróciłem do Sheili, po drodze zastanawiając się, co należy spakować do Egiptu.
    Moja żona siedziała pochylona nad jakimiś katalogami i coś notowała. Gdy wszedłem, podniosła głowę i posłała mi uroczy uśmiech.
    - Częściowo już nas spakowałam. Powinniśmy kupić też porządne buty, jeśli chcemy chodzić po pustyni. - Pocałowała mnie, gdy usiadłem obok. - I krem z filtrem, słońce świeci tam wyjątkowo mocno.
    - W takim razie idziemy na zakupy, bo wieczorem będziemy już w hotelu – oznajmiłem, obejmując ją ramieniem.
    - Dziś wieczorem? Tak szybko? Nie znajdziemy hotelu tak nagle...
    - Genie już się tym zajęła. - Pocałowałem ją w policzek.
    - I naprawdę wyruszamy już dziś? - Skinąłem głową, a wtedy zarzuciła mi ramiona za szyję i obdarzyła czułym, pełnym radości pocałunkiem. Nie musiałem pytać, czy się cieszy. Natychmiast wcisnęła mapy do plecaka, wyrwała kartkę z notatnika i zwinęła, wciskając do mojej kieszeni. Potem wylądowała na moich kolanach, by powtórzyć chwilę z pocałunkiem.
    Ta przyjemna chwila mocno się przeciągnęła, ale w końcu udało nam się wybrać na zakupy. Sheila prowadziła mnie od sklepu do sklepu, wybierając potrzebne rzeczy, przy czym nie musiałem przymierzać kilkunastu ubrań, tak jak to miało miejsce podczas zakupów z siostrą. Nie, moja żona była konkretna i szybko wróciliśmy do domu z kompletem rzeczy niezbędnych podczas pobytu w Egipcie.
    Sheila schowała je do walizki i zamknęła wieko, które jednak nie chciało się zapiąć. Naparła na nie z całej siły i sapnęła z wysiłku. Parsknąłem śmiechem i pokręciłem głową.
    - Przecież możemy powiększyć jej zawartość od środka, nie zmieniając objętości na zewnątrz – stwierdziłem i dotknąłem walizki. Wieko luźno opadło, bez problemu dając się zamknąć.
    - Nie znam takich sztuczek – mruknęła, zapinając ostatni pasek. - No dobrze. Co jeszcze nam zostało? I co z hotelem?
    - Genie ma dać nam znać, więc pewnie niedługo się dowiemy. Powinniśmy zaplanować, co zwiedzić i którego dnia – uznałem.
    - Na jak długo wyjeżdżamy? - Sheila wyjęła z szuflady przewodnik i przerzuciła kilka stron.
    - Dopóki obowiązki nie wezwą nas do domu albo sami nie zdecydujemy, że chcemy wrócić – odparłem, zerkając jej przez ramię na katalog.
    - Zatem... - Przysunęła się do mnie. - Co cię interesuje? Piramidy, świątynie, pustynia? Koralowce?
    - Wszystko co wymieniłaś, a szczególnie świątynie – stwierdziłem po namyśle.
    - Zatem odwiedzimy je jutro rano. Co ty na to? - Zaznaczyła kilka zdjęć w katalogu.
    - Świetny pomysł. - Pocałowałem ją w policzek.
    - Wieczorem moglibyśmy wybrać się na spacer. Może poszukać jakiejś dzikiej plaży. A pojutrze odwiedzilibyśmy piramidy.
    Podniosła głowę, słysząc pukanie do drzwi. Krzyknąłem wejść, wtedy do pokoju zajrzała jedna z pokojówek. Powiedziała, że w głównym salonie czeka na nas Genevieve, a Ezekiel dotrzymuje jej towarzystwa.
    - O, świetnie, może udało jej się zarezerwować hotel. - Wstaliśmy, objąłem żonę w pasie i poszliśmy do salonu. Genevieve siedziała w fotelu naprzeciwko Ezekiela, popijając wino. Uśmiechnęła się na nasz widok i skinęła głową w kierunku stolika, na którym leżała błękitna teczka.
    - Tutaj macie wszystkie niezbędne informacje, w tym dane o hotelu i namiary na wynajętego przewodnika.
    - Jesteś wspaniała – przyznałem, sięgając po teczkę. - W takim razie dziś wieczorem wyjeżdżamy w podróż poślubną. Poradzisz sobie, prawda? - Zerknąłem na Ezekiela. - W razie czego Genie jest na miejscu.
    - Mnie w to nie mieszaj – siostra zaprotestowała natychmiast. Ezekiel tylko westchnął.
    - Czy wyglądam na kogoś, kto potrzebuje opieki?
    - Niekoniecznie. Zostaniecie na obiad? - Otworzyłem teczkę, zerknąłem i podałem Sheili. Przejrzała kilka wydruków i broszurki o wiele uważniej ode mnie. Ezekiel zerknął przelotnie na Genevieve.
    - Jeśli Vi zostaje, mogę znaleźć trochę czasu na wspólny posiłek.
    - Zostajesz, prawda? - zwróciłem się do siostry. - Za chwilę podadzą, możemy przejść do jadalni.
    - Właściwie to będą mnie oczekiwali w domu, nie spodziewają się, że nie pojawię się na obiedzie – zaprotestowała, lecz odniosłem wrażenie, że nie mówi do mnie. Ona i Ezekiel wymienili jedno z tych spojrzeń, które kiedyś tak często u nich widywałem. Wiedziałem, że teraz to on przejmie pałeczkę.
    - Vi, czyżbyś tłumaczyła się przed służbą? To twoja upragniona niezależność?
    Dostrzegłem wyzwanie w jego oczach. Ona też.
    - Nikomu się nie tłumaczę.
    - Udowodnij więc.
    Zerknąłem na Sheilę, która posłała mi zakłopotane spojrzenie.
    - Oni tak zawsze – wyjaśniłem jej, uśmiechając się pod nosem. Jeśli wracają u nich dawne nawyki, to może jednak mu wybaczy.
    - Nie muszę ci niczego udowadniać.
    - To prawda, nie musisz. Możesz robić co chcesz, nikomu się nie tłumacząc. Na przykład zjeść obiad z rodziną. Potraktuj to jako okazję, by pokazać, jaką odrazę do mnie żywisz.
    Genie przewróciła oczami i wiedziałem już, kto wygrał tę wymianę zdań.
    - Nie żywię do ciebie odrazy, po prostu...
    - Więc zjedz ze mną obiad – przerwał, nim zdążyła dokończyć:
    - ... cię nie lubię. Na ognie piekielne! - Zaklęła pod nosem i wstała. - Zjem obiad z bratem.
    - Świetnie. - Wziąłem Sheilę za rękę i wyszliśmy z salonu, kierując się do jadalni. Tam siedliśmy przy stole, na którym służba stawiała już pierwsze potrawy.
    Ezekiel wydawał się niezwykle zadowolony z siebie, nawet gdy Genevieve udawała, że w ogóle go nie dostrzega. Sheila natomiast nie mogła oderwać od nich zafascynowanego spojrzenia.
    Zająłem się obiadem, przysłuchując rozmowie – czy raczej przekomarzaniu się Genie i Ezekiela. Skoro moja siostra dała się wciągnąć w jego grę, na dodatek zapewniając, że wcale nie czuje do niego odrazy, coś mogło z tego być. Za jakiś czas, po wielu staraniach mojego przyjaciela.
    - No więc dokąd się wybieracie? - zagadnął, upijając łyk czerwonego wina. Od przebudzenia wiele czasu spędził w bibliotece, ucząc się świata na nowo i nie wydawał się zainteresowany tym, co dzieje się wokół. Teraz pozwolił sobie na rozluźnienie. Nie sądziłem jednak, byśmy przykuli jego zainteresowanie na długo.
    Ciekawy byłem jego planów – bo na pewno już jakieś miał – ale o tym wolałem porozmawiać z nim na osobności.
    - Na początek Egipt – wyjaśniłem.
    - Może być ciekawie. Rekreacja czy szukasz... czegoś więcej?
    - No cóż... Odbyliśmy niejedną wycieczkę do Egiptu, może został tam jakiś ślad po smokach – odparłem.
    - Albo bogach. - Uśmiechnął się z rozbawieniem. - Te maski były okropne.
    - Ale zabawne. Pamiętasz? Ja od razu wybrałem sokoła, a ty się nie mogłeś zdecydować...
    - I wybrałem najdziwniejszą, jaką znalazłem. Ludzie do dziś zastanawiają się, co to było.
    - Ciekawe, czy dzisiaj też by się na to nabrali? - zastanawiałem się.
    - Nie włożę więcej tej maski. Wolałem inne kultury.
    - Udawaliście bogów? - Sheila zmarszczyła brwi. Zauważyłem, że Genie uśmiecha się znad talerza. Ona także kilka razy uczestniczyła w naszej grze, choć nie w Egipcie.
    - Owszem, mieliśmy z tego niezły ubaw. - Uśmiechnąłem się. - Nie było to trudne, skoro potrafiliśmy robić rzeczy, których ludzie nie byli w stanie pojąć.
    - Właściwie to dlaczego nas samych nie uznano za bogów? Tyle bujd przeszło do historii, a o nas nikt nie pamięta. - Ezekiel nie wydawał się zadowolony tym odkryciem. - Czy posąg z moją podobizną nie wyglądałby o wiele lepiej, niż te dziwactwa ze zwierzęcymi głowami?
    - Może nikt nie chciał cię oglądać? - podsunęła Genevieve, czym zasłużyła sobie na pełne urazy spojrzenie.
    - Ale chwileczkę, kogo udawaliście? I dlaczego?
    - Ezekiel udawał Seta, ja Horusa – wyjaśniłem. Na zmianę z Ezekielem opowiedzieliśmy Sheili o bogach, za których się podawaliśmy i paru zabawnych sytuacjach, które z tego wynikły.
    Po obiedzie Genevieve życzyła nam udanej podróży i ulotniła się, Ezekiel udał się do biblioteki, a ja i moja żona dokończyliśmy pakowanie, zabraliśmy walizki i pojawiliśmy się niedaleko hotelu, w którym mieliśmy zanocować.
    Hotel wydawał się duży i przestronny, w broszurce opisano go jako pięciogwiazdkowy, spełniający wszystkie standardy. Był to pięciopiętrowy budynek z kilkoma basenami, elegancką restauracją, barami, klubem i salonem gier. Od bramy do wejścia prowadziła ścieżka, a po bokach zasadzono duże klomby kwiatowe. Dostaliśmy apartament małżeński, do którego zaniesiono nasze walizki; składał się z przedpokoju, sypialni, salonu oraz łazienki z toaletą. Po wejściu do sypialni moja żona zachwyciła się na widok dużego okna, przez które widzieliśmy plażę i morze. Pokoje były jasne i słoneczne, nie miałem wątpliwości, że moja siostra wybrała je, kierując się gustem Sheili. Ściany były w kolorze brzoskwiniowym, stół w salonie oraz krzesła, jak również miękkie fotele w sypialni miały łagodny, jasnobrązowy kolor. Ładny czerwony dywan w sypialni dodawał przytulności. I oczywiście było tu duże małżeńskie łoże z baldachimem, którego wygodę miałem zamiar wypróbować jeszcze dziś w nocy.
    Obok sypialni była łazienka, w podobnej tonacji co oba pokoje, z szeroką wanną i wysokim lustrem. Znalazłem jeszcze niewielką garderobę, gdzie mogliśmy rozpakować rzeczy. Widząc zadowoloną minę mojej nimfy, uznałem, że Genie trafiła w sedno.
    Zgodnie z planem Sheili, po zakwaterowaniu udaliśmy się na spacer. Hotel położony był przy piaszczystej plaży i małej zatoczce. Obecnie plaża zatłoczona była ludźmi, więc ruszyliśmy w poszukiwaniu miejsca cichego, spokojnego, gdzie bylibyśmy tylko my i natura.
    Widok Morza Czerwonego przypomniał mi dawne czasy, kiedy po raz pierwszy zobaczyłem Egipt. Przeniosłem się myślami do tamtego dnia.

    Jako smoki wiele razy lataliśmy z Ezekielem nad Morzem Czerwonym, ale pewnego dnia postanowiliśmy udać się dalej, aby sprawdzić, jakie ludy zamieszkują tamte okolice. Wtedy pierwszy raz trafiliśmy do Egiptu. Przybraliśmy naturalną postać i ruszyliśmy w stronę ludzkich siedzib. Trafiliśmy na ceremonię. Przynajmniej tak to wyglądało. Zatrzymaliśmy się w pewnej odległości od świętujących, obserwując ich z zaciekawieniem. Okazało się, że centrum ich zainteresowania było zwierzę, byk. Na rogach miał rozwieszone klejnoty połyskujące w słońcu, a pod kopytami wzorzysty materiał. Ludzie składali przed nim dary i kłaniali mu się nisko, wyrażając swój szacunek i uwielbienie.
    - Może taki przyozdobiony smakuje im lepiej? - zastanawiał się Ezekiel.
    - Pewnie tak myślą, zdaje się, że już jakiś czas go tuczą – stwierdziłem, spoglądając na potężne zwierzę. - Spróbujemy?
    Ezekiel oczywiście nie miał nic przeciwko polowaniu na świętego byka. Kiedy Egipcjanie skończyli ceremonię i oddalili się na chwilę, rzuciłem w zwierzę małym płomykiem, aby je wypłoszyć. Byk zareagował gwałtowniej, niż myślałem. Rzucił się do ucieczki, po drodze tratując dwóch ludzi, a reszta rozbiegła się w popłochu, jednak nikt nie próbował łapać zwierzęcia.
    Ruszyliśmy na polowanie. Nie trwało długo, utuczony byk nie był przyzwyczajony do takiego biegu, więc szybko udało nam się go zabić.
    - Smakuje dość zwyczajnie – mruknął rozczarowany Ezekiel, kiedy upiekliśmy kawałek na ognisku. Zanim zdążyłem odpowiedzieć, otoczyli nas wściekli Egipcjanie. Dopiero wtedy zorientowaliśmy się, że zwierzę, które właśnie jedliśmy, uważali za boga. Obaj parsknęliśmy śmiechem, co nie spotkało się z pozytywną reakcją ludzi. Nie mając pojęcia, że właśnie popełniają samobójstwo, rzucili się na nas.
    Po kilkunastu trupach reszta w końcu pojęła, że nie jesteśmy ludźmi. Wycofali się, pełni strachu i podziwu, po czym zaczęli bić pokłony, biorąc nas za bogów. Ezekielowi się to spodobało, więc ostatecznie uznaliśmy, że na razie oszczędzimy ich plemię.
    A potem Ezekiel, którego uznali za Seta, jednego ze swych największych bogów, wpadł na pomysł założenia maski i przyjęcia nadanej roli. Ja natomiast postanowiłem udawać Horusa, który był najstarszym i najbardziej znaczącym z czczonych przez nich bogów. Intef III, który był wówczas faraonem, przyjął nas w pałacu, w którym łaskawie zamieszkaliśmy na jakiś czas i nawet zapewnił wszelakie rozrywki. Starał się jak mógł, by nie rozgniewać wspaniałych bogów.
    Jego żona, Henite, o kuszących kształtach, ładnej twarzy i ciemnozielonych, starannie pomalowanych oczach, starała się jeszcze bardziej.

    - O czym myślisz? - zagadnęła mnie Sheila. Wiatr rozwiewał jej włosy, które wymsknęły się z węzełka na karku. Patrzyła na mnie błyszczącymi oczami. Wyglądała zjawiskowo. Henite, choć niezwykle piękna, nie mogłaby się z nią równać.
    - Wspominam moją poprzednią wizytę tutaj – wyjaśniłem. - Przez pomyłkę upolowaliśmy z Ezekielem świętego byka Egipcjan i po tym uznali nas za bogów.
    - Opowiesz mi? - poprosiła.
    Objąłem ją ramieniem, przyciągając lekko do siebie i opowiedziałem jej historię z Apisem – zgrabnie omijając część z zabijaniem.
    Do hotelu wróciliśmy akurat na kolację. Byłem ciekawy, czy podają mięso z byka.

18 komentarzy:

  1. Rozdział [+18] tak bez wcześniejszych pytań i konsultacji społecznych? Ktoś tu odważniej wszedł w nowy rok.^^ A sam rozdział był w bardzo romantycznej formie, Dorian zdecydowanie się postarał.;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poprzednim razem nie było zastrzeżeń^^

      Usuń
    2. I słusznie - po raz kolejny spisałyście się na medal.^^

      Usuń
    3. Mam tylko nadzieję, że w tym przypadku nie była to jedynie kwestia waszej wyobraźni, ale w jakimś stopniu był to również opis waszych przyjemnych doświadczeń, które posłużyły jako wzór dla miłosnego fragmentu w tym rozdziale.;)

      Usuń
    4. Masz nadzieję, że jedna z nas jest mężczyzną?:P

      Usuń
    5. Skąd taki wniosek? Sheila była tym razem bardzo aktywna. Uważam jedynie, że jej zachowanie w powieści miało z pewnością jakiś pierwowzór w rzeczywistości. Mylę się?^^

      Usuń
  2. Jak nie ma się do czego przyczepić to,do (+18).... poważnie?Cudowny,ciepły rozdział.Dorian i Shella mają swój miodowy miesiąc,który rozpoczęli romantyczna kolacją.Cieszę się ich szczęściem i Waszym świetnym opowiadaniem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Staramy się, by sceny erotyczne były subtelne, ale to nadal są sceny erotyczne, stąd (+18). Oznaczamy tak rozdziały tylko dlatego, by nikt nie miał pretensji, nie znaczy to, że według nas rozdziały te nie są przeznaczone dla młodszych osób.:)
      Dziękujemy za miłe słowa.:)

      Usuń
  3. Bardzo przyjemnie czyta się te plus 18, takie subtelne, ale romantyczne :) Ale zgodzę się, że odważne wkroczenie w Nowy Rok ;)
    A to, że Dorian z Ezekielem udawali bogów - uśmiałam się przy tym, zwłaszcza, że w serii egipskiej Ricka Riordana główny bohater miał związek z Horusem - to jak tam się zachowywał a to jaki jest Dorian... zupełnie inne postacie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie czytałam tej serii. A jaki tam był Horus?

      Usuń
    2. Rick Riordan pisze żartobliwie, z humorem, teoretycznie bogowie są bardzo groźni, a w istocie są przedstawieni jako albo trochę nieporadni albo ironiczni, nie ma krwawych scen :) Przyznasz, że do tego ostatniego Dorian się nie kwalifikuje ;)

      Usuń
    3. Mitologiczne postacie można różnie interpretować;)

      Usuń
  4. Patrzę na początku a tu (+18) i mysle sobie, że będzie 50 shades of Grey 😄 ale bylo wręcz przeciwnie. Tak subtelnie i romantycznie. Nie spodziewałam się takiej...śmiałości po Sheili.
    A co do Genie to mam nadzieję, że nie zwiąże się z Ezekielem.
    Czyli podsumowując, świetny rozdział!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sheila jest już mężatką, nabrała śmiałości;p
      Genie i Ezekiel nie pasują do siebie?^^

      Usuń
    2. Absolutnie nie!
      Przeciwieństwa się przyciągają, ale nie w tym przypadku.

      Usuń
    3. Ezekiel chyba uważa inaczej^^

      Usuń
  5. dziekuje za rozdział wyjatkowo spokojny, Dorian cieszy sie podróza poslubna i urokami małzeństwa, skoro oni sie bawia to ciekawe jak Gennie i Ezekiel, czy temu uda sie odzyskac jej wzgledy?:)

    OdpowiedzUsuń