Od autorek

Od autorek

Drodzy Czytelnicy! Zapraszamy na epilog Doriana. Dziękujemy wszystkim,
którzy komentarzami dawali nam znać, że nasza powieść nie znika bezowocnie
w głębinach Internetu. Zostańcie z nami i za tydzień, 3-4.06 wpadnijcie
na 7 rozdział Szczypty magii. Pozdrawiamy i czekamy na Wasze opinie;)

04.09.2016

Rozdział XX

***Ezekiel***

    Wszystko szło nie tak. Dla zadowalających efektów potrzebowałem czasu, a tego miałem niewiele. O spokoju nie wspominając. Noc spędziłem w lochach, pracując nad pojmanymi aniołami, bezskutecznie, jeśli nie liczyć trzech trupów. Z rana zjawiłem się na placu treningowym, gdzie Legion i V'lane szkolili wojsko. To był problem numer dwa, moi lodowi wojownicy wciąż zbyt łatwo się rozpadali. Wystarczyło odpowiednie cięcie i tyle. Koniec pieśni. Moja kondycja, co przyznawałem niechętnie, również pozostawiała wiele do życzenia. Ratowała mnie tylko strategia, która jednak była niczym, gdy moim przeciwnikiem okazał się Legion. Skurczybyk był naprawdę dobry. I wiedział, jaki wykonam ruch, nim sam się na niego zdecydowałem. To nie miało najmniejszego sensu, więc postanowiłem zająć się tym, w czym jestem najlepszy. Myśleniem.
    Tak znalazłem się w sali narad ze stosem papierów i lodowym żołnierzem przy drzwiach. Musiałem opracować sposób, który pozwoli im na automatyczne naprawianie szkód. Odtworzenie utraconych członków, łatanie dziur, najlepiej także wymianę broni. Niestety, potrafiłem tchnąć w nich życie i zmusić do walki z wybranym przeciwnikiem, ale na tym koniec. Coś mi umykało, podobnie jak w sytuacji z aniołami. Tylko co? Gdyby jeszcze te cholerne demony nie były tak głośne.
    Spojrzałem na lodowego żołnierza, miał nieobecny wzrok zupełnie jak moi niewolnicy. Jednak w przeciwieństwie do nich, był martwy, a raczej nie całkiem żywy. Ożywiała ich moja magia. Zatem może gdyby mieli do niej stały dostęp...
    Uniosłem dłoń, a lód otoczył ją spiralą, zacieśniając się jak rękawica. Poruszyłem palcami, a golem zrobił to samo. Zacisnąłem pięść, on zrobił to samo. Dobrze. Pozwoliłem, by lodowe spirale otoczyły całe moje ciało i zniknęły, wtapiając się w nie. Wstałem, wyprostowałem się, a mój golem powtórzył ruch. Wykonaliśmy wypad, potem obrót i widmowe cięcie. Moje było widmowe, golem mógłby uciąć komuś głowę. Przybrałem bojową postawę, mocno uderzając stopą o podłoże. Huk za oknem dowiódł, że moja metoda działa. Już miałem przejść dalej, gdy drzwi gwałtownie się otworzyły. Lodowy golem automatycznie zaatakował, po czym stanął w płomieniach.
    - Co to miało być, do cholery? - zapytał Dorian, patrząc na kałużę u swoich stóp.
    - Kazałem, by nikt mi nie przeszkadzał, on wyczuł moją irytację. - Usiadłem za biurkiem.
    - Chyba coś ci nie wyszło, bo twoje kukły na zewnątrz zaczęły się dziwnie zachowywać. - Zajął miejsce na wprost i odchylił się w fotelu.
    - Szykują się do walki? - zapytałem od niechcenia. Przytaknął skinieniem głowy. - A zatem właśnie mi wyszło.
    Sięgnąłem po wysoką szklankę, po brzegi wypełnioną kawą mrożoną i upiłem łyk, zerkając na przyjaciela. Wyglądało na to, że sparring z Legionem miał już za sobą. Był spocony i prawdę powiedziawszy, nie pachniał zbyt świeżo.
    - Czy trening z całą tą bandą nauczył cię już czegoś pożytecznego?
    - Mam nadzieję, że ich nauczył – mruknął Dorian i zerknął na moją szklankę. - Przydałoby się coś chłodnego do picia. Może być kawa mrożona.
    Westchnąłem i wyjąłem kolejną szklankę. Wydobyłem dzbanek z niedużej lodówki, którą sam tu sprowadziłem i wszystko to postawiłem na stole.
    - Jeśli masz ochotę na dodatki, sam się obsłuż. Więc co, te treningi nie podsunęły ci żadnej myśli?
    - No cóż, na pewno mogę ich teraz podzielić na tych najlepszych, na przeciętnych i tych, którzy muszą się jeszcze sporo podszkolić. Na szczęście tych ostatnich jest najmniej i Legion wie, jak z nimi postępować. - Wlał kawę do szklanki i wypił wszystko od razu. - Przed nimi sporo pracy, ale jeszcze będą z nich wojownicy.
    Pokręciłem głową, Azazeal powinien być bardziej precyzyjny, gdy podsunął mu pomysł treningów z demonami. Otworzyłem szufladę biurka i wyjąłem paczkę ciastek, które wysypałem na mały talerzyk.
    - Niektórzy mają ciekawe zdolności, prawda? - zapytałem od niechcenia.
    - Tak, gdy wykorzystują je w walce, znacznie zwiększają swoje szanse. - Ponownie wlał do szklanki mrożoną kawę.
    Przewróciłem oczami i podsunąłem mu ciastka. Oparłem się wygodnie i przywołałem magię, tworząc kolejnego lodowego golema.
    - Zatem możesz się od nich czegoś nauczyć, nie uważasz? - zagadnąłem, posyłając mojemu tworowi myśl.
    Stwór zmarszczył brwi, ale poza tym nie zareagował. Westchnąłem.
    - Masz na myśli ich moce? Większość potrafię powtórzyć. - Sięgnął po ciastko. - Na pewno przydadzą się w walce, wszystko zależy od tego, z kim będę walczył.
    - Ćwiczyłeś to?
    - Parę razy, na razie niewiele. Myślisz, że powinienem poświęcić temu więcej czasu i uwagi?
    - Nasza rasa nie przykładała uwagi do wielu umiejętności. O niektórych nie miała pojęcia. A to może nam się przydać – wyjaśniłem cierpliwie.
    - By walka z użyciem tych umiejętności była skuteczna, najpierw musielibyśmy odruchowo wiedzieć, której kiedy użyć. A taka nauka wymaga czasu – zauważył Dorian. - Demony, które specjalizują się w jednej, wiedzą, w którym momencie jej użyć, uczyli się tego od samego początku. Ale gdy my mamy do wyboru niemal wszystkie, w toku bitwy raczej nie będzie czasu, by się zastanowić, czego kiedy użyć.
    - Dlatego zasugerowałem, byś poćwiczył.
    Posłałem kolejną myśl golemowi, dodając gest dłonią i tym razem zrozumiał. Ustawił się przy drzwiach z ręką na rękojeści miecza. Zacisnąłem pięść i ledwie zauważalnie poruszyłem dłonią. Lodowy żołnierz chwycił miecz i wydobył go z pochwy. Uśmiechnąłem się.
    - Trening na pewno pomoże. - Zerknął na golema. - Wolno się uczy – zauważył.
    - Szybciej od ciebie – burknąłem. - Próbuję czegoś nowego. - Rzuciłem mu niezadowolone spojrzenie i dodałem: - I szło mi nieźle, póki nie postanowiłeś poprzeszkadzać.
    - Właśnie zauważyłem przy wejściu, jak dobrze ci szło. Nie powinien atakować wrogów?
    - Zaatakował powód mojej irytacji, mnie to pasuje. - Uśmiechnąłem się przeciągle i upiłem łyk kawy.
    Prychnął.
    - Ciebie ostatnio wszyscy irytują. Czyżby pomysł z aniołami nie wypalił?
    - Wypali. Tylko na razie nie działa. - Spochmurniałem. - A ja nie wiem, co robię źle.
    - Baśniarz też nie wie? - zapytał, upijając kolejny łyk kawy.
    - Baśniarz wie tylko to, co zostało już zapisane. Ja jednak ruszyłem drogą, którą dotąd nikt nie kroczył – mruknąłem. Nie miałem zamiaru dodawać, jak trudne wyznaczyłem sobie zadanie. Niemożliwe, tak odpowiedział mi Baśniarz. Ale musiał istnieć sposób.
    - Chodzi o to źródło pradawnej mocy, o którym wspominałeś? - zapytał mój przyjaciel, dopijając kawę.
    - Och, nie. O tym akurat wiemy sporo. Problem w tym, że nie mogę go znaleźć. Zbadałem wszystkie linie magiczne od czasu Wielkiej Wojny aż do dziś... ale ślad się urywa. Tak więc sam widzisz, jedyne co zyskałem, to kolejne trudności. - Uniosłem dłoń nad szklankę i zamroziłem jej zawartość. Szkło pękło pod naporem lodu.
    Dorian spojrzał na mnie z zainteresowaniem.
    - Ślad czego?
    Westchnąłem i potarłem skroń. Wyraźnie odczuwałem skutki nieprzespanej nocy.
    - Była taka legenda, dawno temu. Już w naszych czasach mało kto o niej pamiętał. Głosiła, że krew naszej rasy zmiesza się z krwią innych pradawnych ras, co zaowocuje narodzinami kogoś o wielkiej mocy. Dziewczyny. Do czasu pojawienia się tej dziewczyny, cała ta moc pozostanie uśpiona – wyjaśniłem pokrótce.
    - W jakiej rasie powinna narodzić się ta dziewczyna? I skąd wiadomo, że nie narodziła się już setki lat temu? Albo że nie narodzi się dopiero za sto lat? Coś zwiastuje jej narodziny? - dopytywał Dorian. Rozsiadł się wygodnie i wyglądało na to, że nie ma zamiaru wychodzić. Nie pozostało mi nic innego, jak mówić dalej.
    - Nie wiem, kiedy się narodzi, wiem, że do kilku lat wstecz na pewno się nie pojawiła, prześledziłem to. Ale potem ślad się urywa. A ja chcę tej mocy.
    - Masz zamiar odebrać jej tę moc? - Uniósł brwi.
    - Mam zamiar uczynić ją posłuszną mnie. Nikt nie może odebrać jej mocy, nie kiedy trafi właśnie do niej. Ale jeśli jeszcze się nie narodziła... mógłbym zgarnąć moc dla siebie – wyjaśniłem spokojnie.
    - Zapobiec jej narodzinom? Wtedy uda ci się przejąć tę moc? - zgadywał Dorian.
    Wzruszyłem ramionami.
    - Ci, w których moc jest uśpiona, nie znają jej potęgi, nie są też z nią związani. Mógłbym odebrać im tę magię, jestem tego niemal pewien. Wtedy jej narodziny nie miałyby znaczenia. Rzecz w tym, że jestem jej ciekaw. - Ta cholerna ciekawość była kolejnym problemem. Szukałem tej mocy od dawna, w pewnym momencie byłem naprawdę blisko, ale ciekawość sprawiła, że się zawahałem. A potem wszystko się rozsypało. A ja nadal chciałam ją poznać.
    - W takim razie musimy się dowiedzieć, kiedy ma się narodzić. O ile to jeszcze nie nastąpiło.
    Posłałem mu kpiące spojrzenie.
    - A co twoim zdaniem próbuję robić przez cały ten czas?
    - Skoro do tej pory się nie dowiedziałeś, wątpię, czy tak szybko ją znajdziesz. Za mało wiemy – stwierdził Dorian. - Nie lepiej skupić na czymś bardziej prawdopodobnym, co może nam pomóc wygrać tę wojnę?
    Posłałem mu sfrustrowane spojrzenie.
    - Powiedz mi coś, czego nie wiem. Chyba nie myślisz, że pracuję tylko nad jednym planem?
    Wzruszył ramionami.
    - Jeśli będę mógł ci w czymś pomóc, daj znać.
    Gdyby to było takie proste. Nie mogłem prosić o pomoc, bo jego magia różniła się od mojej tak bardzo, że nie mógłby tego zrozumieć. Lodowi byli inni niż reszta naszej rasy. A ja różniłem się jeszcze bardziej, bo wybrałem własną drogę.
    - Słyszałem, że twoja żona robi furorę na placu treningowym. Wszyscy o niej mówią – zmieniłem temat.
    - To dobrze, niech poznają swoją panią – odparł Dorian i po namyśle wlał do szklanki kolejną porcję kawy.
    - Nie jestem przekonany, czy to dobrze, że tysiące mężczyzn mówią o jednej kobiecie. Słyszałem, że jest urocza, zabawna i ma nieziemskie nogi – dodałem z rozbawieniem.
    - No cóż, nie mogę im zabronić podziwiać swojej pani. - Wzruszył ramionami. - Niech się zachwycają, niech podziwiają, a przede wszystkim, niech będą gotowi oddać za nią życie w razie potrzeby.
    - Nie umrą za nią, bo jest słodka i ładna.
    - Ale jedno drugiego nie wyklucza. Nie zaszkodzi, jeśli ją poznają.
    - Nie, wbrew wszystkiemu co myślę na jej temat, przyjście tu było mądrą decyzją.
    Dorian skinął głową i upił kilka łyków kawy.
    - Sama na to nalegała. A ponieważ jest tu bezpieczna, nie widziałem powodu, by jej ze sobą nie zabrać.
    - Jeśli będzie z nimi ćwiczyła, to dobrze wpłynie na ich stosunek do niej. Ale też odwraca uwagę.
    - Od treningu? - Pokręcił głową. - Nie jest tam jedyną kobietą. Niech się przyzwyczajają do jej widoku.
    - Ale tylko ona jest nimfą, przy której podobno miękniesz jak baranek. - Uśmiechnąłem się i wyjąłem dla siebie drugą szklankę.
    - To twoim zdaniem lepiej, czy gorzej, że ją tutaj zabrałem? - Założył ręce na piersi i spojrzał na mnie ze złością. - Najpierw twierdzisz, że dobrze, a potem przekonujesz, że powinienem być zazdrosny i nie rozpraszać wojowników jej obecnością.
    - Niech ją poznają, tylko nie przesadzajcie. Nie może przychodzić codziennie. I wolałbym, żeby nie widzieli, ile dla ciebie znaczy – dodałem poważnie.
    - To moja żona, już przez sam ten fakt oczywiste jest, że wiele dla mnie znaczy. Myślisz, że mogliby to wykorzystać przeciwko mnie? - Uniósł brwi.
    - Ja bym tak właśnie zrobił – przyznałem otwarcie. - Gdybym chciał uderzyć w ciebie, zacząłbym od małej, słabej nimfy i czekał, aż pospieszysz na ratunek.
    Skinął głową. Może w końcu zaczynał rozumieć. Albo i nie.
    - Na razie jest bezpieczna. Ani w domu, ani w Piekle nic jej nie grozi, poza tym Varys stale pilnuje jej bezpieczeństwa.
    - Cóż, on bez wątpienia odda za nią życie, ale nie jest wszechmocny. I na twoje szczęście nie grzeszy też urodą. - Napełniłem swoją szklankę.
    Dorian zmierzył mnie wzrokiem i wzruszył ramionami.
    - Jest wojna, nikt nie jest całkowicie bezpieczny. - Dopił kawę ze swojej szklanki.
    Zamknąłem oczy i rozmasowałem skronie. Jego ślepota nie miała granic.
    - Jest coś jeszcze, o czym chciałeś pomówić? Bo muszę opanować moich lodowych żołnierzy.
    - Nie, kombinuj dalej, wracam do treningu. - Wstał i sięgnął jeszcze po ciastko. - Powodzenia.
    - Zabieraj wszystkie i spadaj – mruknąłem. W tej samej chwili drzwi się otworzyły i stanął w nich poharatany zarządca Dorianowego przybytku. Westchnąłem. Chociaż mój golem nie zareagował.
    - Panie. - Varys skłonił głowę przed moim przyjacielem. - Nie chcę przeszkadzać, ale pomyślałem, że skoro Sheila jest tu bezpieczna, może mógłbym sprawdzić, co dzieje się w Piekle.
    Zmarszczyłem brwi. Czyżby właśnie sugerował, że Piekło pozostało bez nadzoru?
    - Tak, idź, wezwę cię, gdy będziesz potrzebny – zgodził się Dorian.
    Odczekałem, aż demon strachu zamknie za sobą drzwi i machnąłem ręką na krzesło.
    - Siadaj. I wyjaśnij mi, bo chyba źle coś zrozumiałem. Mianowałeś zarządcę ochroniarzem i nie przydzieliłeś nikogo na jego miejsce?
    - Nie miałem do tego głowy – mruknął Dorian, zajmując krzesło. - Kiedy Sheila jest ze mną, Varys sprawdza, czy w Piekle nie dzieje się nic, co wymagałoby interwencji.
    - A jest z tobą, gdy je obiad i śpi. - Uniosłem brwi. Jak mógł pozwolić sobie na taką niekompetencję? Jak ja mogłem mu na to pozwolić? - Chcesz kolejnej rebelii? - Pokręciłem głową. - A on nawet jeśli będzie zarywał noce, nie zdoła pilnować i Piekła, i twojej żony.
    - A kto lepiej jej przypilnuje, kiedy mnie przy niej nie będzie? V'lane jest potrzebny tutaj. A moi strażnicy to jednak za mało.
    - Tak czy inaczej, musisz kogoś znaleźć. Albo do jednej, albo drugiej roboty. Ilu demonom ufasz?
    Zastanawiał się przez chwilę.
    - Tak, by oddać pod ich pieczę żonę albo zarząd Piekła? Niewielu. Będę musiał nad tym pomyśleć.
    - Więc może teść ci kogoś pożyczy? - zasugerowałem. - Piekła bym mu nie dał, ale zależy mu na Sheili.
    - Racja, porozmawiam z nim. - Skinął głową.
    - To nie musi być wielki wojownik, byle mógł zabrać ją w bezpieczne miejsce w razie problemu. I tę drugą nimfę. Załatw to szybko – nakazałem. - Bliznowaty jest potrzebny gdzie indziej.
    - Załatwię – odparł krótko Dorian, wstając z miejsca.
    Odprowadziłem go wzrokiem, po czym ponownie skupiłem się na stojącym przy drzwiach golemie. Wpatrywał się przed siebie nieobecnym wzrokiem, jak zawsze, gdy przestawałem dostarczać moim tworom magię. Jego egzystencja znów skupiała się na pierwszej komendzie, jaką mu wydałem. Chronić mnie przed wrogiem. Skupiłem się na czarze, który otulał moje ciało. Żołnierz drgnął, wyczuwając zmianę.
    - Dobrze. Zobaczmy, na co cię stać – odezwałem się i zaatakowałem.
    Nie było to trudne, golem nie spróbował nawet ze mną walczyć, rozpoznając moc, która go stworzyła. Jednym cięciem pozbawiłem go ramienia, lecz tym razem pozostawiłem łączącą nas więź. Rozkaz wydałem na poziomie mentalnym, dokładnie w tej samej chwili. Zregeneruj się.
    Golem nie drgnął, ale jego ramię zaczęło się wydłużać i formować na kształt ręki. Wysiłek był niewielki, lecz wydanie bezpośredniego rozkazu, nawet w myślach, mogło stanowić problem, gdy znajdziemy się w polu walki. Musiały robić to automatycznie.
    - Potrzebujecie nowej komendy – mruknąłem, siadając na brzegu biurka. Komenda musiała zostać dodana do tej pierwotnej, lecz tak, by jej nie zastąpiła. Ponadto potrzebowałem sposobu, który pozwoli mi na utrzymanie stałej więzi z żołnierzami, lecz nie będzie wyczerpujący dla mnie. Rozważałem ponowne przepytanie Baśniarza, lecz ten wredny gad z pewnością będzie przeciwny eksperymentom. Do informacji spoza naszej rasy odnosił się bardzo nieufnie.
    Wtedy przypomniałem sobie o czarownicy. Skoro problem tkwił w magii, należało rozwiązać go z jej pomocą. Kto mógł udzielić mi na ten temat najbardziej szczegółowych informacji, jeśli nie licząca setki lat wiedźma? Czas zrobić sobie przerwę i porozmawiać z Ivette.

    Odnalezienie jej nie było trudne, wciąż mieszkała z tym irytującym bogaczem, który uważał, że świat leży mu u stóp. Na szczęście wyszedł przed moim przybyciem, więc nie musiałem znosić jego obecności. Ostatnie niepowodzenia wystarczająco nadszarpnęły moje nerwy.
    - Nie żebym nie cieszyła się na twój widok, ale ta wizyta jest dla mnie zaskoczeniem – oznajmiła Ivette, gdy rozsiadłem się w fotelu.
    - Sądziłaś, że już mnie nie zobaczysz? - Uniosłem brew, częstując się winem z pozostawionej na stoliku karafki.
    - Cóż, wszyscy mówią tylko o tym, że wycofałeś wszystkie swoje akcje i ani razu nie pojawiłeś się na giełdzie. To rodzi dużo plotek. Z kolei inne źródła doniosły mi o wojnie między Piekłem a Niebem. Nie byłam nawet pewna, czy wciąż żyjesz.
    Prychnąłem lekceważąco i upiłem łyk wina. Nie należałem do osób, które można łatwo zabić, a ona o tym wiedziała. A to oznaczało, że znów toczyła jakąś grę.
    - Trudno, bym zajmował się biznesem, gdy planuję działania wojenne. Nie przeczę, że to trochę pokrzyżowało mi szyki. Pewnie słyszałaś o zaproszeniu na obiad u prezydenta. - Przytaknęła. - Cóż, o tym akurat nikt nie wie, ale wczoraj powinienem spędzić wieczór z angielską księżniczką.
    Uśmiechnąłem się, widząc jej zdumioną minę. Kolejna osoba, która mnie nie doceniła.
    - No dobrze, ale w takim razie co sprowadza cię do mnie? - chciała wiedzieć, siadając mi na kolanach. - Potrzebujesz kobiety? - wymruczała, a jej dłoń wsunęła się w moje włosy.
    Objąłem ją w pasie, pozwalając, by odpięła kilka górnych guzików w mojej koszuli. Pocałunek, którym mnie obdarzyła, był powolny i pełen pasji zarazem. To przypomniało mi, dlaczego tak ją lubiłem.
    Jednak najpierw obowiązki, potem przyjemności.
    - Tak właściwie potrzebuję czarownicy. Niemniej fakt, że jesteś kobietą, to dodatkowy atut.
    Spojrzała na mnie ze średnim zainteresowaniem. Nie zdziwiło mnie to, altruizm nie był cechą długowiecznych istot. Dzisiejszy świat nie szczycił się zbyt wielką ilością osób chętnych do bezinteresownej pomocy. Może z wyjątkiem żony Doriana.
    Pokrótce wyjaśniłem Ivette, na czym polega mój problem i jakiego rodzaju czaru potrzebuję. Zastanawiała się przez dłuższą chwilę, postukując palcami o kant stołu. Upiłem spory łyk wina, obserwując mimikę twarzy mojej rozmówczyni. Samo zmarszczenie brwi mówiło mi, dokąd zmierzają jej myśli. Niemniej samo patrzenie na nią było przyjemnością. Wciąż emanowała kobiecością i siłą, lecz tym razem na pierwszym miejscu objawiła się inteligentna i przebiegła czarownica.
    - Jesteś pewien, że masz w sobie dość mocy, by zasilić nią tyle obiektów? - zapytała w końcu. - Nawet najcieńsza nić będzie ogromnym obciążeniem.
    - Ilość nie stanowi problemu, chodzi mi o konkretny rodzaj więzi. Potrzebuję stałego połączenia, lecz musi działać na poziomie intuicyjnym. Nie mogę stale go wyczuwać, w bitwie będę miał co innego na głowie.
    - I nie chcesz ich karmić – domyśliła się. Przytaknąłem, na co zsunęła się z moich kolan i zaczęła chodzić po pokoju, mamrocząc pod nosem. Rzuciłem jej wyzwanie, pytając o tak wymagający czar, a ona nie chciała go przegrać. W końcu zatrzymała się i spojrzała na mnie z namysłem.
    - Chyba mam coś takiego. Ale muszę ci przypomnieć, że za każdą magię...
    - Trzeba zapłacić – przerwałem jej. - Wiem, a teraz mów.
    Uśmiechnęła się i ponownie usiadła na moich kolanach. Jej palce rozsunęły materiał mojej koszuli.
    - Powiem ci, ale chcę czegoś w zamian. Wiem, że nie zgodzisz się na dowolną przysługę...
    - Żadnych obietnic w ciemno, Ivette, nie urodziłem się wczoraj.
    Westchnęła teatralnie i musnęła ustami moją szyję.
    - I za to cię lubię. Byłbyś nudny, gdybym mogła kierować tobą jak innymi. Chcę informacji. Jesteś bystry, przebiegły i posiadasz ogromną wiedzę. A ja słyszałam pewną opowieść.
    - Mów – zachęciłem ją, nabierając na palec pasmo jej włosów.
    - Słyszałeś o Szklanej Górze? Podobno jest tam takie szczególne lustro...
    Wzruszyłem ramionami. Każdy znał legendę o Lustrze Przemian.
    - To bujda, Ivette. Podobne lustro faktycznie kiedyś istniało, ale nigdy nie znalazło się pod Szklaną Górą. Zostało zniszczone jeszcze przed moimi narodzinami – wyjaśniłem. No dobrze, zostało zniszczone po tym, jak ja i Dorian postanowiliśmy użyć go i zabawić się w bogów, ale to nie było teraz istotne. - A teraz zaklęcie.
    Westchnęła z rozczarowaniem i wyciągnęła do mnie dłoń, w której zmaterializowała się częściowo zapisana kartka. Chwyciłem ją i po szybkim przejrzeniu, schowałem do kieszeni.
    - Zostaniesz? - wymruczała, obejmując mnie za szyję.
    Pomyślałem o czekającej mnie pracy i błyskawicznie podjąłem decyzję.
    - Z przyjemnością.

10 komentarzy:

  1. Dziękuje pięknie.Jak dla mnie to Ezekiel za dużo kombinuje i obawiam się,że nic z tego dobrego nie wyjdzie.Ale słusznie zwrócił uwagę Dorianowi,że powinien bardziej pilnować zony,bo to jego słaby punkt i ktoś może to wykorzystać.Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ezekiel kombinuje dużo, ale nie zaniedbuje żadnego z tych planów. Skupia się na wszystkich.;)

      Usuń
  2. Ezekiel ciekawie kombinuje, oby udało mu się stworzyć coś, co pomoże wygrać wojnę, ale podejrzewam, że będzie on chciał wykorzystać to także do podboju świata.
    Oby starania wszystkich nie poszły na marne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ezekiel jest ambitny;)
      Wszystkich? Aniołów też?^^

      Usuń
  3. Intrygująca ta opowieść o dziewczynie :) Ale podobnie jak poprzednicy, uważam, że Ezekiel za dużo kombinuje, cwaniaczek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jedni są lepsi w walce, inni w kombinowaniu;)

      Usuń
    2. A inni jak Sheila, w czekaniu ;) pod tym względem też mi w sumie dobrze idzie :D

      Usuń
  4. Biedny Zeke, ma tyle na głowie, a znikąd pomocy. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To indywidualista, zwykle pracuje sam. :p

      Usuń
  5. dziekuje, dalej nie ufam Ezekielowi, to przez niego maja problemy, ciekawi mnie czy ta magia Ivette zadziała u jego golemów, a jesli nie to co wymysli innego?:)

    OdpowiedzUsuń