Od autorek

Od autorek

Drodzy Czytelnicy! Zapraszamy na epilog Doriana. Dziękujemy wszystkim,
którzy komentarzami dawali nam znać, że nasza powieść nie znika bezowocnie
w głębinach Internetu. Zostańcie z nami i za tydzień, 3-4.06 wpadnijcie
na 7 rozdział Szczypty magii. Pozdrawiamy i czekamy na Wasze opinie;)

13.12.2015

Rozdział IV

***Jasmiel***

    Niepokojąca wieść o przebudzeniu wielkiego zła obiegła całe Niebo. Nikt nie miał wątpliwości, że to bardzo poważna sprawa. A stała się jeszcze ważniejsza, gdy Michał zwołał Zgromadzenie.
    Zgromadzenia były rzadkością, może dlatego, że od dawna na ziemi nie pojawiła się istota tak potężna, która w istotny sposób zagrażałaby ludzkości. Tym bardziej, że teraz takich istot było dwie – albo nawet trzy, jeśli liczyć tę, której darowano życie i pozwolono egzystować mimo jej pochodzenia. Do tej pory nie sprawiała problemów, ale nie miałam wątpliwości, że będzie zabijać, gdy ktoś zagrozi jej bratu.
    Ponieważ rozmawiałam z żoną jednego ze smoków oraz z ową Genevieve, miałam być obecna na Zgromadzeniu. Poza mną powołano delegacje z każdego chóru, by każdy mógł się wypowiedzieć. Jeśli wybuchnie wojna, dotyczyć będzie wszystkich i każdy anioł musiał być tego świadomy.
    Nigdy nie byłam w Sali Zgromadzeń, więc z pewną dozą ciekawości przekroczyłam próg i rozejrzałam się dookoła. Sala była ogromna, półokrągła, w kolorze łagodnego błękitu, na ścianach widniały malownicze freski przedstawiające sceny z życia aniołów, a przede wszystkim – archaniołów. Głównym bohaterem był Michał, największy z wojowników, choć nie zabrakło i innych. Tuż przy wejściu ustawiono cztery krzesła ze śnieżnobiałymi obiciami, przygotowane dla Michała, Gabriela, Rafaela i Uriela. Pozostałe miejsca skierowane były przodem do nich, w kształcie półkola i podzielone na rzędy, w sposób schodkowy – im dalej, tym odrobinę wyżej, tak by wszyscy widzieli i byli widoczni. Weszłam dalej, zmierzając w stronę swojego rzędu.
    Większość aniołów była już w sali, mieli na sobie oficjalne stroje – każdy według swojego chóru. W sali panował lekki gwar, ale nie hałas, gdyż każdy rozmawiał półgłosem. Zatrzymałam się na chwilę, słysząc pozdrowienie znajomego anioła; odpowiedziałam mu tym samym. Przywitałam jeszcze kilka osób, które znałam, głównie byli to wojownicy z mojego chóru. W końcu zajęłam swoje miejsce.
    Kilkanaście rzędów podzielonych zostało na pięć części, między każdym z nich znajdowało się przejście. Po prawej zasiadła delegacja Serafinów, Cherubinów oraz Trony. Mieli oni jedynie słuchać i zanosić wieści do Najwyższego.
    Miejsca w drugiej części od prawej zajmowali wojownicy, tacy jak ja, ubrani w stroje podobne do tych, które zakładamy do walki, lecz bardziej uroczyste, w kolorze błękitu i bieli. Podlegaliśmy archaniołowi Michałowi, gdyż to on odpowiadał za walkę ze złem. Dostrzegłam, że właśnie wszedł do sali i zajął swoje miejsce. Wydawał się zamyślony, może nawet zmartwiony.
    Na samym środku zasiedli biurokraci, potocznie mówiąc – aniołowie od utrzymywania porządku, regulujący anielskie obowiązki. Ubrani w eleganckie, białe garnitury, wyprostowani, poważni. Myślę, że nie znalazłabym ani jednego pyłku na ich doskonałych strojach, żadnego oderwanego guzika czy innego defektu. Podlegali wszak Gabrielowi, który, równie elegancki jak jego aniołowie, siedział obok Michała; wydawał się już znudzony czekaniem na rozpoczęcie zebrania, w dodatku był zagadywany przez Rafaela, który uparcie coś mu tłumaczył.
    Archanioł Rafael zarządzał stróżami, siedzącymi po lewej stronie od biurokratów; dziś mieli na sobie białe togi. Do ich obowiązków należało pomoc ludziom w każdy możliwy sposób. To ich było dzisiaj najwięcej, wielu straciło swoich podopiecznych podczas katastrof wywołanych przez smoki.
    Rzędy po lewej stronie zajmowali aniołowie śmierci. Wbrew swojej nazwie, nie byli przerażający, lecz stanowczy i budzący zaufanie. Ubrani byli w ciemnoniebieskie stroje, eleganckie, ale nie do przesady. To do ich obowiązków należało przychodzenie po ludzkie dusze, które zasłużyły na Niebo. Pojawiali się w chwili śmierci człowieka i zabierali go ze sobą. Zadanie wydawało się dość proste, ale rozmawiałam kiedyś z jednym z nich i wiedziałam, że to nie wszystko. Nawet najbardziej czyste dusze są kuszone przez demony, które po śmierci pojawiają się, by zabrać człowieka do Piekła. Zadaniem anioła śmierci jest obrona takiej duszy przed demonem, udowodnienie, że zasługuje na Niebo. O ile naprawdę zasługiwała.
    Ich archanioł, Uriel, wszedł właśnie do sali i zajął swoje miejsce. Archanioł śmierci, tak go nazywano. Miał poważny wyraz twarzy, z którego trudno było cokolwiek odczytać, długie, czarne, proste włosy sięgające niemal do pasa, granatową koszulę i spodnie w tym samym kolorze, a na ramionach, między śnieżnobiałymi skrzydłami, kołysał się biały płaszcz. Z godnością zajął swoje miejsce, obok Rafaela i skinął głową Michałowi. Był to znak dla archanioła-wojownika, że może rozpocząć Zgromadzenie.
    Michał wstał i uniósł dłoń. W sali zapanowała nagła cisza. Ci, którzy jeszcze nie zajęli swoich miejsc, siadali niemal bezszelestnie. Oczy wszystkich skierowały się na archanioła.
    - Witajcie, bracia i siostry – zaczął Michał, przesuwając wzrokiem po grupach aniołów. Jego głos rozchodził się po całej sali. - Być może dotarły już do was, przynajmniej częściowo, wieści o tym, co dzieje się na Ziemi. Postaram się jak najlepiej wyjaśnić wam sytuację. Nie tak dawno temu Lucyfer i Samael obudzili potwora, smoka ziejącego ogniem, mężczyznę z pradawnej rasy, którą udało nam się wytępić cztery tysiące lat temu. Ukrył się w ziemi przed wzrokiem aniołów i powstał, powrócił, by gnębić ludzkość. Do tej pory zdążył spowodować katastrofę samochodową, lotniczą, spalić wyspę, wysadzić w powietrze metro i poparzyć niewinnych ludzi oraz zaistnieć w ludzkich środkach masowego przekazu. Mamy ponad dwieście ofiar śmiertelnych oraz trzydzieści cztery osoby ranne. A to nie wszystko. Wczoraj odkopał drugiego potwora, lodowego smoka. Ci, którzy brali udział w walce przeciwko tej rasie – tu spojrzał w naszą stronę – wiedzą, do czego zdolne są takie istoty. Jak wielkich okrucieństw potrafią się dopuścić. Mało tego, ognisty smok pojął za żonę córkę jednego z upadłych aniołów, Azazeala i możliwe, że doczekają się potomstwa. Nie wiemy, czy z tego związku nie wyjdą potwory podobne ojcu. Czy świat jest gotowy, by toczyć z nimi walkę? - Pokręcił głową. - Naszym obowiązkiem jest chronić ludzi. Dlatego pytam was, bracia i siostry, o zdanie. Proszę, byście się wypowiedzieli, abyśmy wszyscy poznali fakty i może, jeśli nie będzie innego wyjścia, podjęli konkretną decyzję. - Skinął głową i usiadł.
    - Dzieci nazywasz potworami? Nie chcę wiedzieć, o czym śnisz w nocy, bracie. Poza tym, on wciąż się uczy. Sheila go uczy. Zamiast się pieklić – zostawmy to tym na dole – pomóżmy im – odezwał się Rafael, nie wstając z miejsca, czym zasłużył sobie na niezadowolone spojrzenie Gabriela.
    - Jak proponujesz im pomóc, Rafaelu? - zapytał spokojnie Michał, wychylając się lekko zza Gabriela i zerkając na archanioła-pacyfistę. - Czy kosztem owej nauki ma być życie niewinnych?
    - To proste, chłopak zna tylko ten świat, który go stworzył. Pokażmy mu, że nie musi być tym złym, że w każdym jest dobro i nauczmy, jak je odróżnić.
    - Oni nami gardzą, Rafaelu. Nie przyjdą do twojej szkółki niedzielnej – odezwał się spokojnie Gabriel. - Pamiętam wojnę i nie chcę powtórki, ale przeceniasz tę małą nefilim. A przede wszystkim zapominasz, że nie powinna się narodzić.
    - Twój plan jest nierealny, bracie Rafaelu – poparł go Michał. - Sądzisz, że problemem jest brak odróżniania dobra od zła. Ja myślę, że oni doskonale wiedzą, że zabijanie jest złe, ale im to nie przeszkadza, może nawet przeciwnie. I właśnie w tym cały problem.
    Podczas dyskusji archaniołów nikt inny się nie odezwał. Każdy anioł z uwagą wsłuchiwał się w każde ich słowo.
    - Zależy mu na dziewczynie. Na Sheili. Nie może być stracony – upierał się Rafael.
    - Pokładasz zbyt wielką ufność w ich związek, bracie – stwierdził Michał. - Nie wydaje mi się, by to wystarczyło. A ty jak myślisz, Urielu? - zwrócił się nagle do milczącego dotąd archanioła.
    Uriel podniósł głowę, jakby wyrywając się z zamyślenia i wyprostował na krześle. Przebiegł wzrokiem po sali, jego ciemne oczy błysnęły, w końcu się odezwał:
    - Śmierć jest nieodłącznym końcem każdego życia. Czasem przychodzi wcześniej, czasami później. Moim obowiązkiem jest czuwać nad niewinnymi ludzkimi duszami. Prowadzić je do Nieba. Jeśli zdecydujecie, że konieczna jest wojna, pomogę, jak tylko będę potrafił. Jeśli wybierzecie pokojowe rozwiązanie – także nie będę się spierał. Nie moja w tym rola, decydować o wojnie czy pokoju. Zdaję się na waszą mądrość i rozwagę, bracia, wspierając was w każdej podjętej decyzji. - Splótł dłonie na kolanach i skinął głową, co najwyraźniej miało oznaczać, że zakończył już swoją wypowiedź.
    Michał powoli pokiwał głową, nie wydawał się szczególnie zdziwiony postawą Uriela. Spojrzał na nas.
    - W takim razie, bracia i siostry, wy powiedzcie, co o tym myślicie. Każdy uczestniczący w Zgromadzeniu ma prawo się wypowiedzieć.
    Przez chwilę panowała cisza, w końcu wstał jeden z młodszych aniołów stróżów i zwrócił się do archaniołów z pytaniem:
    - Czy to prawda, że lodowe smoki są gorsze od ognistych? Bardziej okrutne, wyrafinowane?
    - Ogniste smoki są bardziej wybuchowe, niszczenie jest ich rozrywką, zabijanie zabawą. Lodowe natomiast... tak, są groźniejsze, ponieważ cechuje je zimna kalkulacja, zwykle nie zabijają w gniewie, lecz z wyrachowaniem – wyjaśnił Gabriel, archanioł o największej wiedzy spośród wszystkich aniołów.
    - W walce to ognisty smok jest silniejszy – dodał Michał. - Natomiast lodowy jest lepszym strategiem.
    - Czy wiemy, co planują? - zapytał inny anioł, podwładny Gabriela, gdy stróż już zajął miejsce.
    - Mogą pojawić się kolejne ofiary? - spytał inny stróż.
    - Ktoś już z nimi rozmawiał? Próbował ich przekonać, by nie zabijali ludzi? - pytali jeden przez drugiego.
    - Co teraz będzie z naszymi podopiecznymi? - Jedna z anielic, pełniąca rolę stróża, rozłożyła bezradnie ręce. - Moja podopieczna jest w szpitalu, ciężko ranna. Przeżyła, ale została mocno poparzona w paryskim metrze, straciła rodzinę...
    Inni stróże dołączyli się do dyskusji, opowiadając o śmierci ludzi, których strzegli, o żałobie ich rodzin, o tym, że ofiary smoka mogły wieść jeszcze długie i pobożne życie, ale zostało ono brutalnie przerwane. Wielu miało łzy w oczach. Szczerze im współczułam, kochali tych ludzi, jak każdy stróż kocha swojego podopiecznego.
    Michał podniósł dłoń, a na sali powoli się uciszyło.
    - To prawda, ten potwór doprowadził do śmierci wielu niewinnych ludzi. Jesteśmy tu po to, by ustalić, jak możemy temu zapobiec. Jedna z moich najlepszych wojowniczek, Jasmiel, poznała żonę ognistego smoka. Opowiedz o niej – zwrócił się do mnie.
    - To prawda, poznałam Sheilę, jest miłą i inteligentną kobietą – powiedziałam. - Nie dostrzegłam w niej zła. Jest zakochana w swoim mężu i przekonana, że uda jej się go zmienić. Na pewno spróbuje.
    - Otóż to! - wtrącił Rafael. - Miłość jest potężna. Powinniśmy dać im szansę.
    - Myślisz, że może jej się udać? I że smok przestanie zabijać? - spytała jedna z wojowniczek, anielica o imieniu Glorianna. - A jeśli nawet... to co z drugim smokiem?
    - Sheila w to wierzy – przyznałam – ale nie poznałam żadnego z nich, więc trudno mi stwierdzić, na ile ta wiara w niego jest uzasadniona. Poznałam za to Genevieve, kobietę, która nie zmienia się w smoka. Wyraźnie dała mi do zrozumienia, że w razie konfliktu będzie bronić brata, choć nie wydaje mi się, by pochwalała jego zachowanie.
    - No właśnie, daliśmy jej szansę, a ona ją wykorzystała – poparł Rafael. - Nigdy nie złamała danego nam słowa.
    - Za wyjątkiem tego, że pośrednio przyczyniła się do upadku Azazeala – stwierdził jeden z wojowników. Kojarzyłam go, podobnie jak ja, walczył za czasów, gdy wodzem był błękitnoskrzydły.
    - Ściśle rzecz biorąc, Azazeal upadł z innej przyczyny – odezwał się jeden z aniołów Gabriela. - Co nie zmienia faktu, że są teraz w komitywie i w razie konfliktu zbrojnego może namówić upadłego do walki z nami.
    - Pokonaliśmy ich raz, pokonamy kolejny – stwierdził Zeruch, jeden z lepszych wojowników. - Nie możemy pozwolić, by bezkarnie zabijali ludzi.
    - Walka to nie rozwiązanie – zaprotestował natychmiast Rafael. Po części go rozumiałam, wojna to nic dobrego. Z drugiej strony, liczyłam się z tym, że może nie być innego wyjścia, jeśli smoki nie ustąpią. - Powinniśmy się kierować miłością, bracia i siostry, nie nienawiścią! - kontynuował. - Musimy dać im drugą szansę. Pamiętajmy, kim jesteśmy. Mamy nawracać innych na drogę dobra, a nie na zło odpłacać złem.
    - To prawda, nie jesteśmy od zabijania – zgodził się z nim jakiś stróż, kilku przyznało mu rację.
    - Wojna jest usprawiedliwiona, jeżeli jest obroną – wtrąciła jedna ze starszych wojowniczek. - Póki możemy wykorzystać inne rozwiązania, zróbmy to. Jeśli zostanie nam jedynie obrona ludzi za pomocą siły, naszym obowiązkiem będzie się tego podjąć.
    - Tak naprawdę nie w każdej sytuacji możemy interweniować – powiedział jeden ze starszych biurokratów. - Jedynie wtedy, kiedy ludzie gorliwą modlitwą proszą o naszą pomoc oraz gdy piekielne siły łamią ustalone zasady.
    - Zasady dotyczą demonów, tutaj mamy do czynienia z kimś potężniejszym – sprostował Michał. - Demony wiedzą, że mogą kusić ludzi, ale nie ingerować w ich wolną wolę, nie ujawniać się ani bezpośrednio mordować ludzi. Smoki to właśnie robią, więc łamią ustalone zasady.
    - Czy ktoś starał się postawić im warunki, wyjaśnić zasady? - zapytał jeden ze stróżów. - Skoro te, które ustalone zostały z diabłami i demonami nie do końca ich dotyczą...
    - A co tu ustalać? - sprzeciwił się Zeruch. - Zostali skazani na śmierć już dawno temu, udało im się uniknąć kary, a gdy wrócili, robią to samo, co wcześniej. Różnica jest taka, że teraz jest ich mniej.
    - Czy jesteśmy tego pewni? - zapytała nagle jedna z młodszych wojowniczek. - Tego, że jest ich mniej? O tych dwóch też nikt nie wiedział. Czy to możliwe, że inne smoki nadal żyją?
    Na sali zapadła cisza. Wszystkie oczy skierowały się na archaniołów. Myśl, że pozostałe smoki mogły zostać odkopane i przywrócone do życia, że powstałaby nowa armia potworów, była głęboko niepokojąca.
    - Nic na to nie wskazuje – odezwał się Gabriel. - Ognisty smok był ranny, więc zakopał się w ziemi, lodowy poszedł w jego ślady, widząc, że przegrali wojnę. Nie sądzę, by inne smoki wpadły na to w odpowiednim momencie i w dodatku w porę ukryły się przed anielskimi mieczami. Choć nie możemy wykluczyć takiej możliwości.
    - A co z nefilim? - zapytał jeden ze starszych aniołów stróżów. - Ognisty smok pojął za żonę córkę Azazeala. Czy z tego związku może powstać nowe pokolenie smoków?
    - I czy będą tak samo silni, czy też geny nefilim osłabią ich potomstwo?
    - A jeśli będą rodzić się smoki, co wtedy zrobimy?
    - Nie wiemy do końca, jakie będzie ich potomstwo – wtrącił jeden z aniołów Gabriela. - I oni sami też tego nie wiedzą. W połowie będą potworami, smokami, w jednej czwartej aniołami i jednej czwartej nimfami. Trudno przewidzieć, co z tego wyniknie.
    - A może ognisty smok przewidział, co wyjdzie z tego związku? - zastanawiał się inny biurokrata. - Może dlatego pojął za żonę właśnie tę nifilim?
    - Na pewno nie z miłości – stwierdził jeden z wojowników. Rafael prychnął z oburzeniem.
    - Sheila kocha Doriana. Teraz są małżeństwem i mają prawo mieć dzieci, nic nikomu do tego. Osobiście ich pobłogosławiłem!
    Michał westchnął tylko.
    - No dobrze, zatem radzisz, by dać im kolejną szansę, tak? Jasmiel wyjaśniła córce upadłego, jakie konsekwencje im grożą, jeśli smoki nadal będą zabijały ludzi. Jak na razie nie przyniosło to rezultatu.
    - Trochę wiary, bracie – odparł Rafael, kręcąc głową. - Sheila jest w stanie zmienić Doriana, ona w niego wierzy. I to mi wystarczy. Porozmawiam z nim – obiecał. Spojrzał stanowczo na Michała, który w końcu skinął głową i przeniósł spojrzenie na archanioła biurokratów.
    - Powinniśmy poczekać – stwierdził Gabriel z namysłem. - Nikt nie chce wojny, to zbyt poważna decyzja, by podejmować ją pochopnie. Chyba, że nie będziemy mieli innego wyboru.
    Michał zerknął na Uriela.
    - Rozumiem, że wstrzymujesz się od głosu, bracie?
    Archanioł śmierci uniósł głowę i pokiwał nią w zamyśleniu.
    - Śmierć przychodzi zarówno w czasach wojny, jak i pokoju. Czasem ludzie nawracają się w obliczu zagrożenia, a niektórzy wręcz przeciwnie – gdy stracą bliskich, tracą także i wiarę. Wszystko powinno toczyć się własnym torem, żadnej piekielnej czy innej mocy zła, nie wolno bezpośrednio ingerować w ludzkie życie i śmierć. Najważniejsze, to temu zapobiec. Sposób pozostawiam wam, bracia archaniołowie, cokolwiek postanowicie, macie we mnie pomoc i poparcie.
    Michał miał minę, jakby żałował, że w ogóle zadał pytanie, ale wysłuchał Uriela i zwrócił się w naszą stronę.
    - Myślę, że na tym skończymy dziś Zgromadzenie. Rafael zobowiązał się osobiście porozmawiać z ognistym smokiem, zobaczymy, jakie będą rezultaty. Czy ktoś jeszcze chce się wypowiedzieć?
    Gdy nikt na sali nie wykazał takiej chęci, Michał wstał i podziękował nam za udział, wyrażając nadzieję, że do wojny jednak nie dojdzie i uda się rozwiązać konflikt pokojową drogą. Rafael dodał, że z pewnością tak się stanie. Myślę, że każdy z nas miał taką nadzieję.
    Wyszłam z sali z poczuciem niepokoju. Wciąż nie wiedzieliśmy, czy smoki posłuchają ostrzeżenia i przestaną atakować ludzi. Czy gdzieś tam nie ma innych smoków, które tylko czekają, by je odkopać. I czy potwory, które zostały przebudzone, nie planują czegoś strasznego dla ludzi, których musieliśmy chronić za wszelką cenę.
    Nawet za cenę ponownej wojny z rasą Panów.

9 komentarzy:

  1. Dziękuję za rozdział.:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Szkółka niedzielna ^^ Dorian w takiej szkółce... Oj, byłoby w minutę po szkółce :D
    Przyznam, że fascynująca narada, super, że nam przedstawiacie wszystko z kilku punktów widzenia, bo (nawiązując do wcześniejszych komentarzy) bardzo mnie ciekawi jak skończy się cała historia Doriana ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kto wie, Rafael ma różne pomysły;)
      Do końca jeszcze daleko:)

      Usuń
  3. Dziewczyny jak Wy to pięknie piszecie,nie mogę przestać się zachwycać.Wojna na razie zażegnana i dużo zależy od wpływu Sheili na Doriana.Dostali szansę..ale czy smoki ją wykorzystają? Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Uważam, że każdy anioł powinien być pacyfistą i dobrze przemyśleć wojnę. A tutaj proszę.. Zwarci i gotowi do walki. Mam nadzieję, że nasze smoki uspokoją swoje złe nawyki, a przyszłym dzieciom Sheili i Doriana nic nie będzie zagrażać 😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby wszystkie anioły były pacyfistami, kto broniłby ludzi przed złem?:p Każdy ma swoją rolę, jedni nawracają, inni bronią;)

      Usuń
  5. Bardzo dziękuję za rozdział. Coś mi się wydaje, że archaniołowie poniosą klęskę, próbując przekonać Doriana by nie zabijał ludzi. Może im to obiecać, ale zrobi i tak po swojemu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wtedy może się zrobić nieciekawie... :P

      Usuń