Od autorek

Od autorek

Drodzy Czytelnicy! Zapraszamy na epilog Doriana. Dziękujemy wszystkim,
którzy komentarzami dawali nam znać, że nasza powieść nie znika bezowocnie
w głębinach Internetu. Zostańcie z nami i za tydzień, 3-4.06 wpadnijcie
na 7 rozdział Szczypty magii. Pozdrawiamy i czekamy na Wasze opinie;)

22.02.2015

Rozdział XVII. Część 2



***Dorian***

            - Byłam przekonana, że umarłeś, szukałam wszędzie, przysięgam. - Otarła łzy chustką. - A Ezekiel powiedział, że nie mogę ci już pomóc i pomyślałam, że... - Pokręciła głową i znów mnie uścisnęła. - Nigdy nie przestałam o tobie myśleć, przysięgam...
            - Wiem, Genie. - Skinąłem głową, wciąż trzymając ją w objęciach. - To nie twoja wina. Jedynym winnym jest anioł, który mnie zranił. Obecnie diabeł. - Spojrzałem w stronę Azazeala. - Przez niego leżałem w ziemi, a ty myślałaś, że nie żyję. Wybił naszą rasę, przyjaciół i powinien ponieść karę.
            Zamrugała i spojrzała na rzeczonego diabła, który opierał się o drzewo ze znudzoną miną.
            - Azz? To nie przez niego byłam przekonana o twojej śmierci, tylko przez Ezekiela! Azz pomagał mi cię szukać. To przyjaciel.
            - Przyjaciel? Pomagał szukać? - prychnąłem. - Chyba po to, żeby dokończyć dzieła. Gdyby nie pomoc Ezekiela, umarłbym od rany, którą mi zadał.
            Pokręciła głową.
            - Ezekiel to podstępny drań. A Azz pomagał mi z dobroci serca. Bo nie miałam nikogo innego, kto by to zrobił – odparła z przekonaniem.
            Pokręciłem głową z niedowierzaniem.
            - Nie wiem, jakiej magii użył ten diabeł, by namieszać ci w głowie, ale po jego śmierci z pewnością przestanie działać – stwierdziłem, odsuwając się o krok i zbierając moc. Nie mogłem pozwolić, by ten drań manipulował Genevieve. Nie byłem jednak w stanie go zaatakować, bo siostra stanęła przede mną, zasłaniając go i pchnęła moje ramię.
            - Nawet nie próbuj! To mój przyjaciel, zrozumiałeś?
            - Chętnie się z nim rozprawię – wtrącił Azazel, sięgając po miecz.
            - To jakiś nonsens, jak ktoś, kogo zadaniem było wybicie naszej rasy, mógł zostać twoim przyjacielem? Genie, przecież to niemożliwe. Najwyraźniej zamiast cię zabić, postanowił wykorzystać do własnych celów. - Zacisnąłem dłonie, zastanawiając się, jak zaatakować diabła, omijając siostrę.
            - I uratował mi życie. - Zerknęła przez ramię. - A ty, Azz, choć raz siedź cicho. Potrzebuję was obu, jasne?
            - To będzie trudne. On ma Sheilę.
            Zobaczyłem szok malujący się na twarzy siostry. Szok, który potem zmienił się w gniew.
            - Dorianie? Zaprzecz. Powiedz, że nie tknąłeś Sheili.
            Wzruszyłem ramionami.
            - Obciąłem jej kosmyk włosów. Odrosną. Jak to uratował ci życie?
            - Obronił. Zasłonił własnym ciałem i nie pozwolił mnie skrzywdzić. Gdyby nie on, byłabym martwa. Oboje wiemy, że nie miałam szans. Ich było pięciu. - Znów spojrzała na Azazeala. - A potem mnie wyleczył.
            - Dlaczego? - Spojrzałem podejrzliwie na Azazeala, potem znów na Genie. - Jego aniołowie mieli rozkaz zabijać każdego z naszej rasy.
            - Nikogo nie skrzywdziła. - Diabeł skrzyżował ramiona na piersi. - Mieliśmy ocalić ludzi, ona nikomu nie zagrażała.
            - Ludzi. Dla marnych ludzi zabiliście całą rasę potężnych istot! Z pewnością pałają wdzięcznością, gdy spotykasz ich w swoim Piekle – dodałem ironicznie. Wzruszył ramionami.
            - Zmieniłem priorytety. A teraz chcę odzyskać córkę.
            Oparłem się o drzewo i skrzyżowałem ręce na piersi. Zerknąłem na Genie. Nie pozwoli mi go zabić, a jeśli zrobię to za jej plecami, przez najbliższe sto lat się do mnie nie odezwie. Niezbyt ciekawa perspektywa, biorąc pod uwagę, że dopiero co ją odzyskałem.
            Gdy Azazeal wspomniał o Sheili, pojawiła się inna myśl. Początkowo trochę nieracjonalna, ale po przemyśleniu uznałem to za trafny pomysł. Sheila była dla niego ważna. Mnie najchętniej by zabił. Zatem co najbardziej go zaboli, upokorzy? Już wiedziałem. Tak, to był idealny pomysł.
            - A wiesz, co ja bym chciał? Żebyś zostawił moją siostrę w spokoju.
            - Nigdy nie trzymałem jej przy sobie na siłę. To, że jest przy mnie to tylko i wyłącznie jej decyzja.
            - To prawda, Dorianie – wtrąciła Genie. - To ja go odnalazłam. I zostałam. Wiesz, że musisz wypuścić Sheilę, prawda?
            Teoretycznie tak. Ale w rzeczywistości miałem jeszcze jedno wyjście. Spojrzałem na siostrę.
            - Jesteś już dorosła i sama dokonujesz wyborów. Musiałaś czuć się bardzo samotna, skoro wybrałaś akurat tego diabła. - Wyciągnąłem rękę i dotknąłem jej dłoni. - A co do Sheili... Na pewno się ucieszy. Mówiła mi o tobie, szkoda tylko, że nigdy nie wymieniła twojego imienia...
            Uśmiechnęła się. Ciepło w jej oczach powiedziało mi, że zależy jej na nimfie.
            - To bystra dziewczyna. I naprawdę dzielna. Nic dziwnego, że ci nie powiedziała, jeśli chciałeś mścić się na Azzie. Pójdziemy po nią?
            O nie, to by popsuło moje plany.
            - Najpierw sam z nią porozmawiam, dobrze? A potem zaproszę cię do mojego zamku. - Uśmiechnąłem się. - To prawda, że masz największą bibliotekę na świecie?
            - Nie wiem czy na świecie, ale jest dość duża. Azz wpadł na ten pomysł, kiedy dowiedział się, że lubię czytać. - Westchnęła. - Dlaczego zwlekasz? Z Sheilą? Ona musi być przerażona...
            Azazeal postąpił krok do przodu i położył dłoń na ramieniu Genevieve.
            - Bo coś knuje, prawda? Znam się na kłamstwie, chłopcze, lepiej niż ktokolwiek.
            Zwróciłem się do siostry, całkowicie ignorując diabła.
            - Nie zwlekam. Pójdę i powiem jej prawdę. Czy to źle, że chcę, by usłyszała to ode mnie? - Uniosłem brwi pytająco.
            - Dorianie, ona na pewno jest przerażona...
            - Dlatego lepiej, jeśli jak najszybciej do niej pójdę, zamiast stać tutaj i się sprzeczać. - Skrzyżowałem ramiona na piersi i spojrzałem na nią stanowczo.
            - A potem ją przyprowadzisz?
            - Potem osobiście przyjdziesz po nią do zamku, na pewno ucieszy się na twój widok.
            Westchnęła z niezadowoleniem, ale wiedziałem, że ją przekonałem.
            - Dobra, idź. Ale jak się na ciebie poskarży, skopię ci tyłek.
            - Nie zostawię mojej córki w rękach...
            - Azz, wróci, obiecuję ci. On by mnie nie okłamał – wtrąciła Genevieve.
            - Niedługo wracam. - Posłałem jej uśmiech i przeniosłem się do zamku.
            Świtało. Pierwsze promienie słońca ledwo musnęły ziemię. Najpierw sprawdziłem, czy rodzinny klejnot jest na swoim miejscu. Leżał w pudełeczku, do którego go włożyłem. Dobrze, że miałem go przy sobie, gdy zasypiałem cztery tysiące lat temu. Nie myślałem, że tak szybko się przyda.
            Następnie ruszyłem w stronę sypialni Sheili. Sądziłem, że jeszcze śpi, ale nie było jej w pokoju. Wyczułem ją na dachu. Pojawiłem się tam i ujrzałem mała, słodką nimfę oglądającą wschód słońca. Dach był wilgotny, a więc padało tej nocy. Siedziała z kolanami podciągniętymi pod brodę i obejmowała się ramionami. Wzrok utkwiony miała gdzieś daleko, wydawała się nieobecna. Nie zauważyła mnie.
            - Sheilo? - Zatrzymałem się parę kroków od niej. Spojrzała na mnie, nie ruszając się z miejsca. Nie odezwała się. - Nie zabiłem twojego ojca – powiedziałem, uznając, że zacznę od najistotniejszych dla niej rzeczy. - Za to poznałem twoją przyjaciółkę. Czemu nie powiedziałaś mi, że ma na imię Genevieve?
            - Żebyś wiedział, na kogo jeszcze polować? To moja przyjaciółka, nie wydałabym jej – odparła cicho.
            - To tylko imię, a takie istotne... Sheilo, Genie to moja siostra. - Uśmiechnąłem się na myśl o niej. - Ona żyje.
            Na twarzy Sheili odmalowało się zdumienie. A potem przyszło zrozumienie.
            - Dlatego ukrywał, kim jest... On ją ocalił... - Zerwała się na nogi i nie bacząc na stromo ułożone dachówki, podbiegła do mnie. - Ale to znaczy, że nie musisz się mścić! Nie zrobisz tego, prawda?
            - Myślałem, że ją zabił, ale teraz... Wszystko się zmieniło. - Spojrzałem na Sheilę. Była śliczna. W każdym calu. Piękne duże oczy wpatrywały się we mnie z nadzieją, a małe usta wydawały się jeszcze bardziej kuszące. Czekało mnie trudne zadanie, ale musiałem spróbować. Żeby nie było, że nie zapytałem. Ale najpierw przeprosiny. - Chciałbym cię przeprosić. Za wszystko, co ci zrobiłem. Za lochy, za twój ból, cierpienie, za to, jak cię traktowałem. Nie zasłużyłaś na to. Mam nadzieję, że kiedyś mi wybaczysz... - dodałem cicho, nie przestając się w nią wpatrywać.
            Sprawiała wrażenie, jakby zaniemówiła. Patrzyła na mnie, otwierała usta i znów je zamykała. Nie wpływało to dobrze na moją koncentrację. W końcu się uśmiechnęła, a ten uśmiech mógł zastąpić słońce, które jeszcze nie wzeszło. Był taki ciepły i pełen radości.
            - Nie było mi łatwo, ale skoro żałujesz... Nie jesteś zły, to też widziałam. I jeśli naprawdę zależy ci na przebaczeniu ode mnie, to je masz. Bo nie będziesz już się mścił, prawda?
            - Oczywiście, że mi zależy. - Wziąłem jej dłoń i pocałowałem lekko. - Dziękuję, Sheilo. Nie martw się, nie muszę już zabijać twojego ojca. Jesteś jak światło w mroku, wiesz? - Uśmiechnąłem się. - Tak jak sama zauważyłaś, jest we mnie mrok, ale ty jakimś sposobem potrafisz go rozproszyć. To znaczy, że jesteś naprawdę wyjątkowa. - Właściwie to nie kłamałem. Z pewnością na świecie nie było drugiej takiej kobiety, o takim pochodzeniu, niezwykłej urodzie i charakterze.
            Na jej policzkach wykwitły urocze rumieńce, kiedy patrzyła na nasze dłonie, to na moją twarz. Musiała czuć się zakłopotana, ale nie cofnęła dłoni. Zamiast tego przełknęła ślinę i wbiła we mnie te wielkie oczy.
            - Cóż... to bardzo miłe, co mówisz... Chociaż chyba trochę przesadzasz, mówiąc o mnie. No ale... - Wzięła głęboki oddech. - Teraz mnie wypuścisz, tak? Mogę wrócić do domu? - zapytała z nadzieją.
            - Nie jesteś już moim więźniem. Za chwilę przyjdzie Genevieve. I nie, nie przesadzam. - Wciąż trzymałem jej dłoń. - Nigdy wcześniej bym ci tego wszystkiego nie powiedział, ale mówiłaś, żebym ci zaufał. Ufam ci. Ilekroć miałem kiepski humor, wystarczył twój uśmiech, krótka rozmowa. Gdy odejdziesz, pewnie już nigdy więcej cię nie zobaczę... - dokończyłem cicho, ciekawy, co odpowie.
            Znów spojrzała na nasze dłonie i przygryzła wargę.
            - Właściwie przyjaźnię się z twoją siostrą, więc pewnie jeszcze kiedyś na siebie wpadniemy. Poza tym Genevieve na pewno nie pozwoli, byś miał zły humor, jestem tego pewna.
            Puściłem jej dłoń. Niedobrze. Co miałbym jeszcze powiedzieć? Co za uparta, mała nimfa.
            - Wpadniemy na siebie? Równie dobrze możesz od razu powiedzieć, że mój widok z pewnością cię nie ucieszy. Pewnie nie powinienem się dziwić, poznałaś tylko tą najgorszą stronę mnie. - Odwróciłem wzrok.
            - Nie. Wcale tak nie myślę. - Tym razem ona ścisnęła moją dłoń. - Naprawdę liczę na to, że jeszcze się zobaczymy. I jestem pewna, że tak będzie. Kiedy nie grozisz i nie mordujesz, to można cię nawet polubić. - Uśmiechnęła się.
            Również się uśmiechnąłem. No, wreszcie.
            - Lubisz mnie, Sheilo?
            - Kiedy nie chcesz zabić moich bliskich i nie zakuwasz mnie w kajdany... Tak, lubię cię, Dorianie. Nie sądziłam, że to dla ciebie ważne. - Poruszyła dłonią, ale jej nie zabrała.
            - Ty jesteś dla mnie ważna. - Uznałem, że nadeszła pora, zanim znowu zacznie myśleć o domu i stracę okazję. Wyciągnąłem wolną dłoń. Manipulacja czasoprzestrzenią była jedną z moich ulubionych umiejętności. To coś więcej niż teleportacja, którą dysponuje każdy demon. Znaleźliśmy się w ogrodzie. Na horyzoncie widać było już wyraźnie wschodzące słońce, a wokoło z pąków wyłaniały się kwiaty, napełniając świeże, poranne powietrze swoim zapachem. - Skoro polubiłaś mnie mimo tego, jaki byłem, zobaczyłaś we mnie coś więcej niż tylko bestię, która cię więzi, sprawiłaś, by zaczęło mi na tobie zależeć, to jesteś tą jedyną. Nie chcę, żebyś odeszła. Zostań przy mnie, a będziesz szczęśliwa. Potrzebuję cię, moje pisklątko. - Uklęknąłem na kolano, a w mej dłoni pojawiło się pudełeczko z pierścionkiem. Otworzyłem je. - Zostań moją żoną, Sheilo. - Przyciągnąłem jej dłoń do swojej piersi.
            Zdumienie malujące się na jej twarzy było chyba równie wielkie jak mój zamek. Mimo to miałem nadzieję, że odpowie twierdząco. Jak dotąd, żadna kobieta mi jeszcze nie odmówiła, choć nie o rękę akurat prosiłem. Musiała to zrobić, tylko tak mogłem dokonać zemsty, nie raniąc siostry. Sheila chyba jednak miała inne zdanie, bo zabrała dłoń i spuściła wzrok.
            - Nie mogę. Przepraszam. Tu nie ma dla mnie miejsca. A ja... Nie kocham cię. Lubię, ale to nie to samo. Przepraszam. - Splotła nerwowo palce.
            - Mnie to nie przeszkadza. Nie mogłaś mnie pokochać przez ten czas, który tu spędziłaś. Zgódź się, Sheilo, a będziesz miała wszystko, co zechcesz, będziesz mogła spędzać czas z ojcem, z przyjaciółmi, tylko powiedz: tak. Właśnie tutaj jest twoje miejsce. Przy mnie. Nigdy cię nie skrzywdzę, zrobię, co trzeba, żebyś była tu szczęśliwa.
            Musiała się zgodzić. Tak czy inaczej. Już wkrótce będzie moja. Cała. Taka piękna, kusząca... A Azazeal dostanie szału.
            Pokręciła głową. Uparta nimfa.
            - Ale mnie to przeszkadza. Jeśli mam z kimś być, to tylko z miłości. I chcę wrócić do domu. Niczego więcej mi nie potrzeba. Przepraszam.
            No trudno. Próbowałem. Nie zgodziła się. Tylko zapomniała o takim drobnym szczególe. Mnie się nie odmawia.
            Wstałem i zmierzyłem ją wzrokiem. Gdyby się zgodziła, byłoby o wiele prościej. A tak...
            - Pamiętasz, że kiedyś obiecałaś ofiarować swoje życie w zamian za ojca? To, że Azazeal nie zabił Genie, nie znaczy, że nie zranił mnie śmiertelnie, że przez niego nie spędziłem tysiącleci w ziemi. Wiesz, jak to jest, zasnąć na kilka dni, a obudzić się po kilku tysiącach lat? Dowiedzieć się, że jestem ostatnim mężczyzną ze swojej rasy? Potrafisz sobie wyobrazić, co czułem? Co nadal czuję? Możliwe, że tak, akurat ty umiesz wiele zrozumieć. - Zrobiłem krok w jej stronę. - Ale wiesz co? Jestem skłonny o tym zapomnieć. Z tobą nie będzie to takie trudne. Poza tym... Nie skrzywdziłbym własnego teścia.
            Cofnęła się. Niepewność, właśnie to zobaczyłem w jej oczach. A także niepokój. I lęk. Nie tak miało być, ale nie dała mi wyboru. Zgodzi się. Tak czy inaczej.
            - Chyba nie do końca rozumiem... To znaczy, wiem, że musi ci być bardzo ciężko... - Cofnęła się o kolejny krok. - Ale powiedziałeś, że nie chcesz już się mścić...
            - Nie muszę – poprawiłem ją. - Jeśli zostaniesz moją żoną. Jak już mówiłem, nie skrzywdzę cię, pisklątko.
            - To znaczy... Zabijesz go, jeśli odmówię...? - Coraz wyraźniej czułem od niej strach. I rozpacz. Na wszystkie gwiazdy na niebie, przecież nie jestem aż tak odpychający!
            - Jeśli mam zrezygnować z zemsty, to zrobię to tylko dla mojej żony – odparłem stanowczo. - Wtedy twojemu ojcu nie stanie się najmniejsza krzywda. Daję ci moje słowo.
            Zamknęła oczy. Stała kilka kroków przede mną, a wiatr rozwiewał jej włosy, ale nie patrzyła na mnie. Zacisnęła dłonie w pięści, a potem je rozluźniła. Wzięła głęboki wdech.
            - Myliłam się... Dobrze. - Otworzyła oczy. - Zostanę twoją żoną, jeśli taki jest warunek.
            Odetchnąłem. Udało się. Co prawda mała nimfa jest pewnie teraz na mnie wściekła, ale w końcu jej przejdzie.
            - Wspaniale. - Sięgnąłem po jej dłoń i wsunąłem pierścionek na palec. - Moja narzeczona. Brzmi doskonale. Możesz mi nie wierzyć, ale pasujemy do siebie idealnie.
            Mruknęła coś, czego nie udało mi się rozszyfrować i zerknęła na pierścionek zdobiący teraz jej dłoń.
            - To rodzinny klejnot. Symbol nazywa się Claddagh, przekazujemy go z pokolenia na pokolenie. Jeśli kiedyś będziemy mieć syna, podaruje go swojej narzeczonej. - Wyciągnąłem dłoń i przeniosłem nas do salonu w zamku.
            Zadrżała i usiadła w fotelu, pociągając pod siebie nogi.
            - Chcesz syna – powiedziała cicho.
            - Albo córkę, a ty nie chcesz mieć dzieci, Sheilo? - Usiadłem naprzeciwko. Jakoś nie pasowało do niej, by należała do kobiet, które nie pragną potomstwa.
            - Nigdy o tym nie myślałam – odparła, patrząc na swoje bose stopy.
            - Mamy czas, poczekam, aż będziesz gotowa, by zostać matką, to żaden problem. - Wzruszyłem ramionami. Zerknęła na mnie, po czym odwróciła wzrok.
            - Genevieve wcale nie miała po mnie przyjść, prawda?
            - Miała i nadal ma. Nie mów jej o naszym układzie, dobrze? - Spojrzałem na nią uważnie. Nie mogłem dopuścić do tego, by się wygadała. - Powiesz po prostu, że poprosiłem cię o rękę i się zgodziłaś. Nie musisz dodawać, że pod konkretnym warunkiem. Jeśli Genie się dowie, na pewno się wścieknie, a nie chciałbym stracić siostry, którą dopiero co odzyskałem. Poza tym, jeśli dojdzie to do twojego ojca, przebiegnie tu, by obciąć mi głowę.
            - A wtedy go zabijesz. Tak, wiem. Nie powiem jej.
            Skinąłem głową i kucnąłem przy niej.
            - I nie bądź taka smutna, bo ci nie uwierzy. - Dotknąłem jej dłoni. Kto jak kto, ale Genie na pewno się zorientuje, że coś jest nie tak. Nie sądziłem, by moje słowa coś pomogły, ale spróbować nie zaszkodzi. Ostatnie, na co miałem ochotę, to gniew mojej siostry. - Jeśli ma to dla ciebie jakieś znaczenie, wszystko co mówiłem, było prawdą. Żałuję, że przeze mnie cierpiałaś w lochu, uważam cię za wyjątkową osobę i naprawdę jesteś moim światłem w mroku. Uwielbiam twój uśmiech. Jeśli nie dla mnie, bo na to raczej nie zasłużyłem, to uśmiechnij się do Genie, gdy już tu przyjdzie. Dobrze, moje pisklątko?
            Poruszyła się nieznacznie i pomyślałem, że cofnie dłoń, ale tego nie zrobiła. W końcu skinęła głową. Tylko tyle.
            Poczułem ulgę. Udało się. Mój wróg dostanie za swoje, a ja ożenię się z piękną kobietą, która zawróciła mi w głowie już w chwili, gdy po raz pierwszy wyszła z jeziora. Wreszcie mogłem bez oporów myśleć o tym, jak smakują jej usta i o wielu innych rzeczach. Była moja. Tylko moja.
            Ucałowałem lekko jej dłoń i wstałem. Przyglądałem jej się przez chwilę, ale ostatecznie stwierdziłem, że zdążę się jeszcze napatrzeć, a Genevieve pewnie się niecierpliwi.
            - Zatem do zobaczenia za chwilę. Wrócę razem z Genie. - Nie czekając na odpowiedź, której pewnie i tak bym nie dostał, przeniosłem się z zamku do miejsca, gdzie czekała moja siostra.

Koniec części pierwszej


48 komentarzy:

  1. Cóż za zakończenie! A te oświadczyny, takie romantyczne, na pewno czeka ich teraz wiele cudownych i pełnych miłości chwil.;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No co, postarała się bestia:D Naprawdę chciał ją po dobroci^^ No bo jak można odmówić Dorianowi? No nie da się przecież:D

      Usuń
    2. Na to wychodzi.;)
      Trochę jest jednak żal Pisklątka, będzie pewnie teraz szukała pocieszenia u Varysa, skoro bestii, jak wiadomo, nie kocha. ^^

      Usuń
    3. Abruś, Sheila nie jest typem kobiety, która szuka pocieszenia.;)

      Usuń
    4. W takim razie pewnie pocieszenie znajdzie ją. ^^

      Usuń
    5. Widzę, że chciałbyś romansu Varys-Sheila;p

      Usuń
    6. O ile Smok jej nie uszczęśliwi, to na pewno takowy będzie.;)

      Usuń
    7. Myślisz, że Sheila będzie zdradzać narzeczonego?:P

      Usuń
    8. Narzeczonego tylko z nazwy? Tak.;)

      Usuń
    9. No nie tylko, on naprawdę zamierza ją poślubić^^

      Usuń
    10. I nie tylko to.^^ Ale bez wzajemności to będzie dla nimfy jedynie małżeństwo z rozsądku, a w takim raczej nie będzie szczęśliwa, i tu wkracza właśnie Varys.;)

      Usuń
    11. Abra, Ty powinieneś romanse pisać^^

      Usuń
    12. Tak uważasz? W sumie czemu nie. ^^

      Usuń
    13. Abruś, koniecznie. To mówisz, że Varys poeinien wkroczyć? I co dalej?

      Usuń
    14. Nie będziemy przecież z "Doriana" romansu robić, więc nie powiem. xD

      Usuń
    15. Kiedy to właśnie jest romans.^^ Romans paranormalny.;)

      Usuń
    16. Serio? Pierwsza część się skończyła, a tu nawet pocałunku jednego nie było (Sukubów nie wliczam^^).;)

      Usuń
    17. Pocałunki będą w dwójce. ;)
      Więc co tam z Varysem chciałeś? XD

      Usuń
    18. Wow, powoli się rozkręcacie. xD
      A nic takiego. ^^

      Usuń
    19. No to jest romans, nie literatura erotyczna, więc powoli. ;)
      Nosz mów, Abruś!

      Usuń
    20. A więc skoro to jest (podobno) romans, to właśnie tego chciałem. xD

      Usuń
  2. Tego to się nie spodziewałam. Dorian to bardzo przebiegły gość. Chociaż trzeba mu przyznać, że lubi i podziwia nimfę. Jestem już zaintrygowana tym co na to powie tatuś i siostra. Dziękuję bardzo za świetną historię Doriana. Nie ukrywam, że czytałam ją z olbrzymią przyjemnością.Ciekawi bohaterowie, zabawne czasami dialogii to była przyjemność dla mnie czytającej. Pozdrawiam cieplutko. Beata;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sheila też się nie spodziewała;p
      Cieszymy się bardzo, że pierwsza część Ci się podobała i mamy nadzieję, że druga również Cię nie zawiedzie;)

      Usuń
  3. Jestem zawiedziona. Myślałam, że jednak dojdzie do jakiejś krwawej przepychanki pomiędzy Azazelem a Panem Smokiem, a tu takie pokojowe rozwiązanie. Zupełnie nie w stylu Doriana, po którym spodziewałabym się raczej ognia, miecza i dzikiej furii. A zamiast tego zaręczyny! Och, Dorianie, jakimi ścieżkami chadzają twe pokrętne myśli? Sheila została haniebnie przyparta do muru i jak zawsze dobrodusznie i wspaniałomyślnie uległa żądaniom Doriana. Ale ten się śmieje, kto się śmieje ostatni. Jeszcze ta bezkrwawa zemsta wyjdzie mu bokiem. Sheila pragnie miłości, a Dorian jak na razie nie ma jej w sobie za wiele. Traktuje ją raczej jak zabawkę, którą może dyrygować. Sheila musi się mu w końcu postawić. Pan Smok może zrozumie, jaki skarb przypadł mu w udziale. Dziewczyny, napisałyście świetną książkę. Chwała i sława Wam za to. Piszecie interesująco, stworzyłyście wyrazistych bohaterów, i choć nie lubię za bardzo Sheili, muszę przyznać, że jako antagonistka Doriana sprawdza się świetnie. Zauważyłam też, że ograniczacie się w sumie tylko do głównych bohaterów. Akcja jest jednowątkowa i tylko Varys dostał porządniejszy epizod. Ale nie jest to wadą. Tak więc teraz pozostaje mi znów oczekiwanie na następną część. Życzę Wam weny prosto od muz olimpijskich, wielu wspaniałych pomysłów i wytrwałości. Agnieszka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krwawo będzie, ale nie tu i nie teraz. Gdy nadejdzie odpowiednia chwila, krew się poleje. Potyczka z Azazealem nie doprowadziłaby Doriana do niczego dobrego ze względu na jego siostrę.
      Kto się będzie śmiał - no my już wiemy. ;)
      Przed Sheilą jeszcze długa droga i mamy nadzieję, że u kresu tej drogi jednak uda jej się zyskać Twoją sympatię. Co do innych bohaterów, to prawda i muszę przyznać, że część druga pod tym względem wygląda podobnie i zmienia się to dopiero w części trzeciej.
      Wena jak najbardziej się przyda, dziękujemy i mamy nadzieję, że zostaniesz z nami do końca.:)

      Usuń
  4. Trzeba przyznac ze niezły z niego manipulator, chciał Shelii i ją dostanie, a skoro zywi do niej jakies uczucie to jej nie skrzywdzi, ciekawa jestem reakcji Azazela i Genie na te zareczyny, :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak miło, że wróciłaś:) Dawno nie pisałaś:)
      Zaręczyny na pewno wszystkich zaskoczą;) Mam nadzieję, że zostaniesz z nami, gdy wrócimy po przerwie z drugą częścią i wtedy sporo się wyjaśni;)

      Usuń
  5. No nie, no tego się nie spodziewałam :) Tak myślałam, że a upadłym rozstaną się w pokoju, przynajmniej póki co, ale zaręczyny z Sheilą? Rety, no tego się nie spodziewałam i gładkich słówek Doriana. I przyznam, że dopiero groźby mi się spodobały, bo pierwsza część do niego nie pasowała... Aż się boję czym uraczycie nas w drugiej części :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo przecież romantyzm jest juz passe. ^^ Ale musiał spróbować, bo żona zastraszona jednak nie da mu tego, co żona oczarowana.;)

      Usuń
  6. podejrzewam ze Genie może być zadowolona ze jej brat i przyjaciółka beda razem :) za to jej tatuś pewnie wpadnie w szał czyli zrobi dokładnie to na co Dorian liczy :) z drugiej strony cwana z niego bestia :D Sheila ta swoja naiwnoscia mnie rozbraja...dziekuje bardzo i pozdrawiam serdecznie :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sheila ma dobre serduszko, a Dorian to wie i wykorzystuje;p Azz na pewno się nie ucieszy:):) Pozdrawiam i mam nadzieję, że z nami zostaniesz;)

      Usuń
  7. To jest zdecydowanie mój ulubiony rozdział :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę? Z powodu oświadczyn?:D

      Usuń
    2. Tak! Mimo, że Dorian zrobił to szantażem! Czarne charakter i są fajne! Chociaż mimo oświadczyn podobają mi się fragmenty z Genevive ;)

      Usuń
    3. Romantyczny szantaż czarnego charakteru?^^

      Usuń
  8. Kiedy nn? Już się nie mogę doczekać!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgodnie z tym, co pisze u góry "od autorek", nic się nie zmieniło;p

      Usuń
  9. Jeszcze tylko kilka dni.;)

    OdpowiedzUsuń
  10. A moze jest szansa na czestsze wpisy niz raz w tygodniu, moze dwa rozdzialy na weekend?:)
    Trafilam na Waszego bloga gdzies w polowie pierwszej czesci i choc nie komentuje to jestem wierna czytelniczka i fanka, na kazdy wpis czekam z niecierpliwoscia, ta ksiazka jest swietna, gratuluje:) ania s

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z dwoma rozdziałami byłby problem, ponieważ staramy się mieć wszystko tak obliczone, żeby te rozdziały faktycznie pojawiały się w wyznaczonym terminie, bez zbędnych zastojów. Tygodniowe odstępy czasu wydają się lepsze niż późniejsze przerwy.
      Cieszymy się bardzo, że się odezwałaś i mamy nadzieję, że jeszcze napiszesz.:) każdy komentarz daje nam solidnego kopa i napędza do dalszego pisania.:)

      Usuń
  11. O, nowy szablon. ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taa, zwłaszcza to "claddagh". xD

      Usuń
    2. To tytuł następnej części;p

      Usuń
  12. Domyśliłem się.:P Ale fajnie to wygląda.;)

    OdpowiedzUsuń