Od autorek

Od autorek

Drodzy Czytelnicy! Zapraszamy na epilog Doriana. Dziękujemy wszystkim,
którzy komentarzami dawali nam znać, że nasza powieść nie znika bezowocnie
w głębinach Internetu. Zostańcie z nami i za tydzień, 3-4.06 wpadnijcie
na 7 rozdział Szczypty magii. Pozdrawiamy i czekamy na Wasze opinie;)

14.03.2015

Prolog


            Dawno temu na świecie żyły smoki. Potężne i piękne istoty, które wzbudzały w ludziach podziw... i strach. Na szczęście jednak były to łagodne stworzenia, które nie atakowały, jeśli nie zostały do tego zmuszone. Powiadają, że pojawiły się na ziemi jako pierwsze i pomimo zwierzęcego ciała, miały zdolność mowy w każdym języku. Ponadto ich skóra była twarda i odporna na ciosy, a oddech zmieniał się w ogień.
            Ich umiejętności wzbudziły zainteresowanie mrocznego ludu kryjącego się w ciemnościach. Panowie, zafascynowani i zazdrośni o potęgę smoków, zapragnęli tych zdolności. Nie zamierzali jednak prosić. Nie, nie ten dumny lud, który nigdy niczego się nie lękał. Panowie wypowiedzieli smokom wojnę i odebrali ich moce siłą. Wraz ze zniknięciem ostatniego smoka, potęga Panów wzrosła. Zdobyli wszystkie dary swych ofiar, zyskując jeszcze więcej. Zdolność przemiany w gigantyczne bestie. Ponadto w połączeniu z umiejętnościami poszczególnych osób, powstały nowe gatunki. Plujące jadem, twarde niczym głaz, czy te najprzebieglejsze, o nieczułym sercu i wielkim umyśle – lodowe smoki.
            Genevieve podniosła wzrok znad książki, by przyjrzeć się mężczyźnie witającemu się z jej ojcem. Ezekiel skłonił się jej dwornie, nim zniknął w pomieszczeniu obok. Dziewczyna pokręciła głową i wróciła do lektury.
            Jednak każda magia ma swoją cenę, a dumny lud o tym zapomniał. Zapłacili wszyscy, przy pierwszej przemianie. Magia smoków była dzika i nieokiełznana, tacy też stali się noszący ją Panowie. Smocza postać wzbudzała w nich pierwotne instynkty i agresję. Lekkie poirytowanie zmieniało się w szał, złość w furię. Wystarczyła niewielka iskra, by wzniecić trawiący ich od środka ogień.
            Dziewczyna westchnęła i przewróciła kilka stron. Inni mogli mówić, że te opowieści są zmyślone, ot zwykłe bajki dla dzieci, jednak ona sama wielokrotnie była świadkiem owej furii. Wiedziała też, że jest jedyną żyjącą członkinią rodu, której ta przypadłość nie dosięgła. Przewróciła kolejną stronę, aż napotkała znajomy symbol. Taki sam nosiła na swoim ciele w postaci znamienia na plecach, tuż pod łopatką. Serce w koronie trzymane w dłoniach. Claddagh.
            Przesunęła dłonią po rysunku i pogrążyła się w jednej ze swoich ulubionych historii.
            Kiedyś, w odległej przeszłości, zwanej przez ludzi Czasem Smutku, wielcy wojownicy z rodu Panów podbijali państwo za państwem, kontynent za kontynentem, rosnąc w siłę dzięki lękom ludzkości. Kraina, do której zawędrowali tym razem, była wspaniała, pełna zieleni, małych chat i majestatycznych zamków wzniesionych na klifach. Kraina zamieszkana przez magiczne istoty zwane sidhe.
            Kobiety tego ludu pod delikatną, piękną powłoką skrywały siłę i upór równy wojownikom. Po raz pierwszy wielki i potężny ród Panów spotkał się z odmową. Magiczne istoty zielonej wyspy nie miały zamiaru oddać im swoich ziem i gotowe były walczyć o nie do ostatniej kropli krwi. Wtedy właśnie syn Ognistego Króla, wbrew wszelkiemu rozsądkowi, wybrał się na polowanie do lasu należącego do sidhe.
            Powiadają, że ruszył tropem pięknego jelenia, który przywiódł go w miejsce, gdzie dwa światy stają się jednym. Właśnie tam, za zasłoną snów, ujrzał strumień, a w nim kobietę o hipnotyzującym spojrzeniu złocistych oczu. Nie było w nich lęku ani obawy, jedynie ciekawość. Tylko tyle zdołał ujrzeć, nim przemieniła się w łabędzia i zniknęła między chmurami. Syn Ognistego Króla nie potrafił zapomnieć o niesamowitej istocie, do której doprowadził go jeleń. Myślał o niej dniami i nocami, aż wreszcie postanowił powrócić za zasłonę snów, mając nadzieję, że ujrzy ją jeszcze raz.
            Przychodził tam przez siedem nocy z rzędu, lecz za każdym razem, gdy zbliżał się do kobiety, ona przybierała postać łabędzia i mu umykała. Wracał z pustymi rękoma i głową wypełnioną marzeniami o kobiecie z oczyma, co przebijały ciemność. Nie mogąc dłużej znieść tego, że ta, która zniewala jego myśli, ciągle mu się wymyka, postanowił schwytać ją w sieć.
            Ukrył się wśród drzew i czekał na przyjście tej tajemniczej, pięknej istoty. Zjawiła się, kiedy gwiazdy wisiały już wysoko na niebie. Odziana w długą, zwiewną szatę, w której odbijał się blask księżyca, z rudymi włosami rozwianymi przez wiatr, wydawała mu się nierealna. Zapragnął usłyszeć jej głos, poznać imię. Dlatego, gdy tylko minęła jego drzewo, rzucił na nią sieć. Usłyszał wystraszony okrzyk, a chwilę później w sieci szamotał się już śnieżnobiały łabędź.
            Uśmiechnął się i zeskoczył, lądując obok przerażonej istoty.
            - Tym razem mi nie uciekniesz – szepnął cichy głos wprost do ucha Genevieve. Poderwała się i krzyknęła wystraszona, a księga wylądowała na podłodze. Posłała bratu niezadowolone spojrzenie. - Ciągle to czytasz? Mógłbym pomyśleć, że znasz tę książkę na pamięć.
            - Lubię ją. Jest pełna nadziei. Nawet dla nas.
            Dorian pokręcił głową, siadając obok siostry. Podniósł upuszczoną przez nią książkę i przewertował kilka kartek.
            - To bajki, Genie. Nie ma w nich nadziei, nie dla naszego ludu. Szukasz tego, czego w nas nie ma, siostrzyczko. Jeśli nie przestaniesz, będziesz cierpieć.
            Genevieve westchnęła, odbierając mu książkę. Nawet legendy mają w sobie odrobinę prawdy. A ta konkretna mówiła o wielkiej miłości, jaką mężczyzna z jej ludu poczuł do sidhe. Przesunęła dłonią po literach. Owszem, znała historię na pamięć, ponieważ była jej ulubioną. Doskonale wiedziała, że syn Ognistego Króla zabierze swą zdobycz do domu, gdzie tygodniami będzie namawiał ją do zmiany postaci, a kiedy zrozumie, że kobieta umiera w niewoli, pozwoli jej odejść. Że nie będzie mógł znieść jej bólu, nawet jeśli miałby nigdy nie poznać jej imienia. Wiedziała, że kobieta wróci i będzie wracać każdej nocy, pod postacią łabędzia.
            - A jeśli to wcale nie bajka, Dorianie? Jeśli i my możemy spotkać kogoś... kto rozjaśni nasz wewnętrzny mrok – zacytowała słowa syna Ognistego Króla, gdy ten po raz ostatni wyruszył za zasłonę snów, chcąc jeszcze przez chwilę ujrzeć złote oczy kobiety. - Jeśli nie, to dlaczego mam to znamię? - Pociągnęła za rękaw, odsłaniając bark. - Taki sam, jaki kobieta sidhe nakreśliła na ciele syna Ognistego Króla, gdy zapytał ją o imię, a ona nie mogła odpowiedzieć?
            - To znamię, Genie, cała nasza rodzina je ma. Ono nic nie znaczy.
            Dziewczyna posłała mu niezadowolone spojrzenie i wróciła do lektury, pominęła kilka akapitów, przechodząc od razu do swojej ulubionej części, kiedy kobieta wychodzi z wody i nie mogąc nic powiedzieć, kreśli palcem znak na ciele mężczyzny, który lśni srebrzystym blaskiem. Dopiero wtedy się odezwała, dopiero wtedy mógł usłyszeć jej głos, który przemówił do jego serca.
            Legenda nigdy nie doczekała się zakończenia, ale Genevieve czuła, że syna Ognistego Króla i młodą sidhe połączyło coś wyjątkowego.
            - Genevieve, odłóż to wreszcie, ojciec na ciebie czeka.
            Podniosła na niego wzrok, w którym dostrzegł niepewność. Ścisnął lekko jej ramię.
            - Chce z tobą pomówić. Ezekiel również...
            - Czego chcą? Wiesz, na pewno wiesz. Proszę, Dorianie, powiedz mi...
            Spojrzał na nią, zatrzymując się w drzwiach.
            - Po prostu przestań wierzyć w bajki, siostro.             
           

18 komentarzy:

  1. Bardzo dziękuję za prolog i info. Chyba każdy lubi się oderwać od rzeczywistości i pobujać w obłokach. A więc Dorian nie powinien być tak surowy dla siostry.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że tym razem Ci się udało wstawić komentarz;)
      Ród Doriana nie pochwala bujania w obłokach:p A jak ich ojciec woła, to lepiej wstać i pójść, wierz mi^^

      Usuń
  2. "każda magia ma swoją cenę" - zabrzmiało znajomo. ^^

    OdpowiedzUsuń
  3. Odpowiedzi
    1. Dorian nie musi w nie wierzyć, on jest jeden, a jego siostra i narzeczona to już dwie ;)

      Usuń
    2. Och i nareszcie wyczekiwany rozdział <3 spodobała mi się ta legenda ;) i zaintrygowało to znamię Genevieve

      Usuń
    3. Pytanie, czy Genie nadal w nie wierzy:P

      O tym symbolu jeszcze trochę będzie:)

      Usuń
  4. Witam ponownie, dziewczęta. Powracanie do naszych bohaterów jest takie przyjemne :) Prolog intryguje i zaostrza apetyt na więcej. Będę czekać. Niecierpliwie. Pozdrawiam, Agnieszka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, dobrze jest wrócić po przerwie, cieszymy się, że Ty też do nas wróciłaś:) Pozdrawiam:):)

      Usuń
  5. dziekuje za prolog, tutaj poznajemy innego Doriana, nie jest jeszcze tak zgorzkniały, nie wierzy w legendy ale fakty , lecz widać jego uczucie do siostry w przekomarzaniu się.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dorian jeszcze przed wojną nie był zgorzkniały, a z siostrą zawsze mieli dobre kontakty;p

      Usuń
  6. Cieszę się z możliwości poznania Doriana , który nie jest skażony potrzebą zemsty . Ciekawa jestem co tam u nich robi Ezekiel. Dziękuję i pozdrawiam. Beata;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wtedy Dorian jeszcze nie miał powodu się mścić;p

      Usuń