Od autorek

Od autorek

Drodzy Czytelnicy! Zapraszamy na epilog Doriana. Dziękujemy wszystkim,
którzy komentarzami dawali nam znać, że nasza powieść nie znika bezowocnie
w głębinach Internetu. Zostańcie z nami i za tydzień, 3-4.06 wpadnijcie
na 7 rozdział Szczypty magii. Pozdrawiamy i czekamy na Wasze opinie;)

25.01.2015

Rozdział XIV



***Sheila***
            Oparłam się o ścianę i potarłam oczy, powstrzymując łzy. On go zabije. Nie okaże litości, nieważne, co zrobię i powiem. Gdybym tylko mogła coś na to poradzić... Nie kłamałam, zrobiłabym wszystko, byle tylko zmienił zdanie. By ocalić ojca... Miał swoje wady, był diabłem, ale nie był zły. Nie zasługiwał na los, jaki szykował mu Dorian.
            Pan był potężny. I wściekły. Ale tata również wiele umiał. Walczył już z Panami. Walczył w Piekle. Walczył niemal przez całe życie. Wiedziałam, że się nie podda. Miał szansę wygrać. Ale Dorian miał mnie... Czy to naprawdę zwiększy jego szanse?
            Jedno było pewne. Któryś z nich zginie. A ja nie chciałam oglądać ciała żadnego z nich. Kochałam ojca, a Doriana było mi zwyczajnie żal. Przeżył tak wiele złego, zbyt wiele.
         Znów potarłam oczy i ciaśniej otuliłam się swetrem. Przeszło mi przez myśl, że powinnam go zostawić. Skoro ten gest o niczym nie świadczył... Mogłabym skryć się w jeziorze. Tam nie czułabym zimna. Nie czułabym prawie nic, gdybym stała się wodą.
            Nie. Nie będę uciekać, powiedziałam sobie. Muszę skończyć pracę w bibliotece. Chociaż tyle. Mając pod ręką te wszystkie książki, myślałam o Genevieve. Ona również pracowałaby, póki nie byłaby zadowolona. To chyba ostatnie, co mogłam zrobić... Prawdę mówiąc, sądziłam, że dziś zginę. Gdy go zobaczyłam... Byłam pewna, że to już koniec. Po wcześniejszej rozmowie właśnie takie wysunęłam wnioski. Chciałam się nawet pożegnać. Z Varysem i Marie. Ale nie miałam odwagi i ostatecznie nie powiedziałam nic. Ślęczałam w bibliotece. Nadal miałam szansę znaleźć Varysa...
            To pewnie byłoby bardzo niezręczne. Służył Dorianowi. Tak, to zły pomysł. Lepiej zrobię, jeśli wrócę do biblioteki. Podjąwszy decyzję, ruszyłam pustym korytarzem. Zabrałam sweter. Nie wiem dlaczego.
            Kiedy poświęcić się konkretnemu zajęciu, czas mija niespodziewanie szybko. Tak właśnie było ze mną. Notowałam, układałam, wycierałam. Metodycznie, książka po książce, regał po regale. Póki nie skończyłam. Efekt był oszałamiający, moje zmęczenie również. Wypiłam pół dzbanka wody i rozejrzałam się z zadowoleniem. Oto moja praca. Genevieve byłaby dumna.
            Tylko nie płacz, upomniałam się. Nie trać wody. Niedługo może ci już nie być tak wygodnie.
            Oparłam ramiona o biurko. Chciało mi się spać. Mogłabym usnąć nawet tu, na krześle. Westchnęłam cicho, znów pocierając oczy. Ze zmęczenia, nie żalu. Wcale nie chciałam płakać.
            Że po policzkach płyną mi łzy, zorientowałam się dopiero w połowie drogi do pokoju. Szybko osuszyłam oczy. Nie chciałam, by on je zobaczył. Wzięłam kilka głębokich wdechów i ruszyłam dalej. Marzyłam, by paść na łóżko i odpłynąć do krainy snów.
            Drzwi były otwarte i to kazało mi się zatrzymać. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że to pokój Doriana, nie mój. Nie śpi? Świetnie, oddam mu sweter i każę się nim wypchać. Podeszłam raźnym krokiem i zajrzałam do sypialni. Nie miałam racji. Dorian spał. Nad nim stała Marie i unosiła wysoko sztylet. Poczułam, że krew odpływa mi z twarzy.
            - Marie! - syknęłam, obwieszczając swoją obecność. Ona oszalała, nie widziałam innego wyjścia. - Marie, odłóż to.
            Zerknęła na mnie w popłochu. Nie podeszłam, nie chciałam jej wystraszyć. Zamiast tego wyciągnęłam dłoń.
            - Daj mi to, Marie. Nie chcesz tego zrobić.
            Pokręciła głową.
            - Nie chcę? To potwór, Sheilo. Albo on, albo my.
            Skrzywiłam się. Już słyszałam to rozumowanie. Nie podobało mi się.
            - Nie. Zawsze jest wyjście.
            Spojrzała na mnie jak na wariatkę. Niedobrze.
            - Inne wyjście? Robię to dla nas. Będziemy wolne, Sheilo. Inaczej ja utknę tu, a ty umrzesz.
            Pewnie tak, jednak myśl, że miałabym żyć kosztem cudzego życia była niedorzeczna. Uratować się, zabijając jego? Nie. Pomyślałam o ojcu. On też by żył. Gdybym pozwoliła Marie... Ale to było złe. Nie tak miało być. Ja taka nie byłam. Musiałam go uratować. Pokazać mu, że nie każdy jest jego wrogiem. Choćbym miała potem zginąć z jego ręki.
            - Pomogę ci uciec, obiecuję. Tylko oddaj mi ten sztylet.
            Uśmiechnęła się. A potem uniosła ostrze, by zadać cios. Powinnam była coś zrobić, ale jedyne, co przyszło mi do głowy, to krzyk. Zatem zaczęłam krzyczeć.
            Wtedy, jakby mnie usłyszał, otworzył oczy i odruchowo zasłonił się ręką. Ostrze zagłębiło się w jego przedramię. Marie szybko je wyrwała, ale nie udało jej się ponownie zadać ciosu. Dorian wyciągnął drugą rękę przed siebie i dziewczyna uderzyła plecami o ścianę, zapłonęła ogniem jak żywa pochodnia i spaliła się w następnej sekundzie. Została tylko spora kupka prochu na podłodze.
            Patrzyłam na nią, wciąż będąc w szoku, ale potem dostrzegłam zakrwawiony sztylet i przypomniałam sobie o ranie Doriana. Podbiegłam do niego bez zastanowienia.
            - O mój Boże! Przepraszam! Powinnam była ją jakoś zatrzymać... Mocno cię zraniła? - Chwyciłam go za ramię i przyjrzałam się ranie.
            Przez chwilę się nie odzywał, patrząc to na ranę, to na mnie.
            - Krzyknęłaś – powiedział w końcu cicho.
            - Wystraszyłam się. To głupia reakcja obronna. Przepraszam. - Rozejrzałam się. - Masz tu bandaże? I coś na gojenie ran?
            - Krzyknęłaś i się obudziłem. Inaczej by mnie zabiła. - Spojrzał na mnie. - To anielski sztylet. Tylko tym można nas zabić. Uratowałaś mi życie, Sheilo. - W jego głosie wyraźnie słychać było zdumienie.
            - Ale jesteś ranny – uświadomiłam mu. Nie udało mi się oszczędzić mu bólu.
            - Ale nie śmiertelnie. - Zerknął przelotnie na rękę. - Zagoi się, zostanie tylko blizna.
            Wstałam i podeszłam do stolika. Oderwałam kawałek sukienki i namoczyłam materiał w wodzie z dzbanka. Potem usiadłam przy Dorianie i delikatnie dotknęłam rany.
            - Mów, jeśli zaboli.
            Wciąż na mnie patrzył, nie zwracając uwagi na to, co robiłam. Długo milczał, jakby próbując przetrawić to, co przed chwilą zaszło.
            - Nie rozumiem – odezwał się w końcu. - Mogłaś być wolna, twój ojciec by żył, a na świecie byłoby o jedną bestię mniej, wystarczyło... nie krzyczeć. Dlaczego to zrobiłaś, Sheilo?
            - Wolna? Nigdy nie uwolniłabym się od mojego sumienia, gdybym pozwoliła ci umrzeć. To wbrew wszystkiemu, w co wierzę. - Przemyłam ranę i przyłożyłam opatrunek.
            - Każdego byś tak ratowała? Lucyfera albo Samaela też?
            - Nie wiem... - Zawahałam się. - Oni są źli... Powinnam, ale... Nie wiem. Przerażają mnie.
            Przez jego twarz przebiegł lekki uśmiech, ale zaraz spoważniał. Dotknął delikatnie mojej dłoni i spojrzał mi w oczy.
            - Dziękuję, Sheilo.
            - Cała przyjemność po mojej stronie. - Uśmiechnęłam się.
            Zerknął na obandażowaną ranę i też się uśmiechnął.
            - I za opatrunek. - Wstał i podszedł do miejsca, gdzie zginęła Marie. Kucnął tuż przy sztylecie. - Czemu chciała mnie zabić?
            - Chyba się bała. Mówiła, że chce być wolna. - Westchnęłam ze smutkiem. Biedna Marie, absolutnie się pogubiła. - Próbowałam ją przekonać, że znajdzie się inny sposób... Myślałam, że ją znam.
            - Chodziło o coś więcej niż tylko wolność. - Wskazał na sztylet. - Była nefilim. Tylko ktoś, kto ma w sobie krew anioła, może dotykać anielskiej broni. Ponieważ nie wychodziła, ktoś inny musiał ją dostarczyć. A więc nie działała sama. Myślę, że zrobiła to na czyjeś polecenie.
            - Ale czyje? To bez sensu, po co ktoś miałby chcieć twojej śmierci? - Podeszłam i schyliłam się po sztylet. Zalśnił, gdy go dotknęłam, poczułam, jakby dotknął mojej duszy i zostawił we mnie swoją część.  Nie lśnił, gdy trzymała go Marie. Zdumiona spojrzałam na Doriana. -  Co to było?
            Uśmiechnął się.
            - To chyba znak, że powinnaś go zatrzymać.
            - Ja? Powinieneś go schować. Albo zniszczyć...
            Nie chciałam broni. Nie umiałam się z nią obchodzić. Nie miałam zamiaru. A jednocześnie czułam, że jest mój. Że mnie wybrał. Pokręciłam głową. Niedorzeczne.
            - Nawet nie wezmę go do ręki. Nie powinnaś odrzucać broni, która błyszczy, gdy jej dotkniesz. Zatrzymaj go, Sheilo. - Wstał i usiadł na łóżku.
            Po chwili wahania, usiadłam obok niego. Martwiłam się jego raną, wiedziałam, że jest głęboka.
            - Boli?
            Wzruszył ramionami.
            - Musi boleć, ale w końcu się zagoi. - Zerknął na mnie. - Chyba zniszczyłaś sobie sukienkę.
            Zerknęłam na sukienkę i z kolei ja wzruszyłam ramionami.
            - To tylko sukienka. Naprawię ją.
            Skinął głową i przez chwilę patrzył na mnie w milczeniu.
            - Jak będzie już po wszystkim, uwolnię cię.
            Zamrugałam. Naprawdę to powiedział? Nie zabije mnie? Ale... po wszystkim... Nadal chciał zemsty. Odwróciłam wzrok. Marne pocieszenie.
            - Nie dlatego cię ratowałam – zaprotestowałam. I wtedy mój wzrok padł na jego pierś. Jak to możliwe, że wcześniej nie zauważyłam, jak mało miał na sobie? Zarumieniłam się. Miał ładne ciało. Szczupłe, ale umięśnione. Blizna wcale go nie szpeciła.
            - Wiem. Zrobiłaś to, bo jesteś inna niż wszyscy. Wyjątkowa. Moja siostra też była inna. Czasem czuła się dziwnie wśród swojej rasy, miała inne poglądy na wiele rzeczy. I to właśnie czyniło ją tak wyjątkową. Ona... - Przerwał na chwilę i odwrócił wzrok. - Ona umarła, ale ty nie musisz, Sheilo. - Ponownie na mnie spojrzał.
            - Czasem jeszcze trudniej jest żyć... - Pomyślałam o Genevieve i jej podróżach. Bolało ją, ale nigdy nie dowiedziałam się co. - Ale doceniam to, Dorianie.
            Popatrzył na mnie przez chwilę, po czym wstał.
            - Będę musiał jeszcze dziś przesłuchać i wymienić służbę. Wolę nie ryzykować, że wspólnik tej służki zechce dokończyć jej dzieło. - Założył spodnie i sięgnął po koszulę.
            - Mogę ci jakoś pomóc? - zapytałam, starając się nie patrzeć, jak się ubiera. Uśmiechnął się lekko i pokręcił głową.
            - Nie, pisklątko, idź już spać, późno jest. - Założył koszulę i westchnął przy guzikach.
            Spojrzałam na niego i wstałam. Zatrzymałam się o krok od niego i zapięłam kolejno wszystkie guziki.
            - Uważaj na siebie. Niech Varys ci pomoże. Wiem, że można mu ufać.
            - Możliwe, ale teraz nikomu wolę nie ufać. - Przesunął wzrokiem po mojej twarzy i zatrzymał się na rękach. - Masz zręczne dłonie.
            Uśmiechnęłam się ciepło i dotknęłam jego policzka.
            - To proste, nauczysz się. I... mnie możesz ufać.
            Zamrugał zaskoczony, po czym położył swoją dłoń na mojej. - Masz za dobre serduszko, mała, śliczna nimfo. - Ścisnął leciutko moją dłoń i zdjął ją z policzka, nie puszczając. - Powinnaś już iść spać, naprawdę. - Przesunął wzrokiem po mojej twarzy i puścił moją rękę.
            Śliczna? Zamrugałam. Uważał, że jestem śliczna? Poczułam rumieniec wpływający na policzki. Skinęłam głową i ruszyłam do drzwi.
            - Spokojnej nocy. I, Dorianie? Cieszę się, że żyjesz.
            Uśmiechnął się szeroko.
            - Tu się z tobą zgodzę, pisklątko.
            Spojrzałam na niego i uświadomiłam sobie, że takiego widzę go po raz pierwszy. Mogłabym go polubić. Nie. Lubiłam go. Mimo jego wad. Nie był bestią i nie był stracony. Uznałam, że warto o niego walczyć.
            - Więc rozwiąż tę zagadkę.
            - Z pewnością znajdę winnego. Dobranoc, Sheilo. - Oparł się przy drzwiach i patrzył, gdy wychodziłam.
            Ten wzrok przyprawił mnie o dreszcze i nie byłam pewna, czy mi się to podoba. Szepnęłam dobranoc i poszłam do swojego pokoju, dziękując bogince, że praca w bibliotece nie pozwoliła mi wcześniej zasnąć.
            Kiedy weszłam do pokoju, wiedziałam, że nie zmrużę oka. Za bardzo się martwiłam. Może kontakty między mną, a Dorianem nie były zbyt przyjazne, ale bałam się o niego. Wciąż widziałam w nim dobro i chciałam je wydobyć. Chciałam pomóc. Tymczasem zostałam odesłana do pokoju, podczas gdy on miał stawić czoła zdrajcom. Ranny.
            Pomyślałam o Varysie. Powinnam do niego pójść? Poprosić o pomoc? Nie był wplątany w spisek, czułam to, wiedziałam. Nie zdradziłby. Dorian potrzebował pomocy, ale nie chciał jej przyjąć. Nie ufał nikomu. Gdybym poprosiła o pomoc za niego... Wściekłby się. Uważał przecież, że nikogo nie potrzebuje. Nieprawda. Każdy kogoś potrzebuje.
            Mogę być tym, kogo potrzebujesz, Dorianie. Zaufaj mi.
            Zganiłam się za głupie myśli. Ja mam być tym, czego on potrzebuje? To niedorzeczne. Nimfa ma pomóc Panu? Jak? Nie mogłam zrobić nic, z czym by sobie nie poradził. Poza kontrolą wody i zapinaniem guzików. Skrzywiłam się. Tak, oto do czego się nadawałam, do zapinania guzików. Brawo, Sheilo, to dopiero osiągnięcie. Możesz być z siebie dumna. Nic dziwnego, że chciał zrobić ze mnie niewolnicę. Tak mu pomogłam, że został ranny...
            Dopiero, gdy usiadłam, zobaczyłam to pudełko. Nieduże, niebieskie pudełko, które leżało na moim łóżku. Wyciągnęłam rękę, dotykając faktury. Do wieczka przyklejona była karteczka. Oderwałam ją.
            "Na wypadek kolejnych spacerów. V."
            V. Varys. Uśmiechnęłam się i otworzyłam je. W środku znajdowały się śliczne białe pantofle na małym obcasiku. Dotknęłam ich, przesunęłam palcami, wreszcie wyjęłam. Naprawdę ładne, pomyślałam. Zdobiły je delikatne, małe różyczki. Przymierzyłam je, leżały idealnie. Wstałam i przeszłam się po pokoju. Naprawdę były idealne. Miękkie, wygodne, dopasowane.
            Będę musiała mu podziękować. Nie tylko o mnie pomyślał, ale idealnie trafił zarówno w mój gust, jak i wygodę. Obróciłam się, testując ich możliwości, a moja sukienka zafalowała, unosząc się lekko. Rozdarcie było dość duże, wcześniej nie zwróciłam na to uwagi. Oczywiście nie było to problemem, sukienkę stworzyłam z wody i woda pomoże mi ją naprawić. Problemem był Dorian, którego opatrzyłam właśnie skrawkiem sukienki. Wciąż nie mogłam przestać o nim myśleć. Był ranny. Przecież jeśli naprawdę to był spisek, mogą wykorzystać jego słabość. Zamknęłam oczy. Co robić, co powinnam zrobić?
            Przesunęłam dłonią po ostrzu sztyletu, który zalśnił nieznacznie w kontakcie z moją skórą. Przygryzłam wargę. To prawda, należał do mnie. Wybrał mnie i w jakiś sposób stanowiliśmy teraz jedno. Anielskie ostrze i nimfa, która potrafi posługiwać się jedynie nożem. W trakcie obiadu. Mimo to ciekawiło mnie, na czym polega owo połączenie. Jaka różnica była między mną, a Marie?
            Wspomnienie Marie sprawiło mi ból. Polubiłam ją, choć czasem wydawała się dziwna. Dziwna, ale nie zła. A jednak wydawała się zdesperowana, trzymając sztylet. Próbowałam z nią rozmawiać, ale chyba wiedziałam, że to mi się nie uda. Że już zdecydowała. Jak mogłam sądzić, że ją znam? Mimo wszystko jej śmierć nie była łatwa. Żałowałam, że nie udało mi się jej pomóc. Może gdybym zareagowała inaczej, zobaczyła coś wcześniej, może ocaliłabym ich oboje. Udało się tylko z Dorianem. Marie nie zasłużyła na śmierć, ale on także nie. Spał. Był bezbronny. Dobrze zrobiłam. Musiałam w to wierzyć. Poza tym pamiętałam jego oczy, gdy go opatrywałam. To zagubienie. On naprawdę wierzył, że jest sam. Że nikt mu nie pomoże. Nie miał racji. Pokazałam mu to raz i miałam zamiar powtórzyć. Udowodnię mu, że świat nie jest taki zły.
            Jednak zasnęłam. I śniłam o Marie unoszącej sztylet. I krwi. I Dorianie, którego oczy wyrażały zagubienie. Wstałam o świcie i postanowiłam do niego zajrzeć. Zapytać, czego się dowiedział, jak się czuje i przede wszystkim przekonać się, że jest żywy. Potem może się złościć. A ja i tak zmienię mu opatrunek.
            Włożyłam buty i wyszłam z sypialni. Zatrzymałam się przed drzwiami jego pokoju. Zapukałam.

33 komentarze:

  1. No no, Sheila ratująca życie Dorianowi, któż by się tego spodziewał ;)
    Fajny rozdział, czekam na kolejne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jakie wrażliwe na komplementy ;)

      Usuń
    2. Wychowała się wśród innych nimf, tam nikt jej komplementów nie prawił:P

      Usuń
    3. To pewnie Dorianowi będzie teraz łatwiej :P

      Usuń
    4. Łatwiej? Chce jej zabić ojca:P

      Usuń
    5. E tam, pewnie ostatecznie i tak tego nie zrobi, a w międzyczasie będzie prawił Sheili komplementy, które jej się z pewnością spodobają, skoro nie jest do nich jeszcze przyzwyczajona:P Farciarz;)

      Usuń
    6. Farciarz, bo jej się komplementy spodobają?^^ A podobają się jej nie tylko dlatego, że ich wcześniej nie słyszała, ale też dlatego, że ich nie zmyśla.:p

      Usuń
    7. Dokładnie dlatego, nie będzie sobie roiła w głowie, że są nieszczere, jak to niektóre robią.:P

      Usuń
    8. Bo szczerość jest zawsze najważniejsza, Abruś. :) A szczere komplementy to już w ogóle coś super.:)
      Roiła, mówisz?^^

      Usuń
    9. Taak, ale gdyby Sheila usłyszała wcześniej od powiedzmy stu absztyfikantów szczere "jesteś śliczna", to za 101-szym razem już by nie reagowała na to w ten sam sposób, co za pierwszym razem.;)
      Ale jeśli uważasz inaczej, to nie będę się z tym sprzeczał.:)
      Tak mówię.^^

      Usuń
    10. Absztyfikantów:D
      No pewnie by jej się znudziły te komplementy, ale nikt jej nigdy ich nie prawił, więc dodatkowo ją peszą.:)
      No jak tak mówisz, to zgoda.^^

      Usuń
    11. O, właśnie tak! Dorian ma tę przewagę, że jest pierwszy, a nie sto pierwszy.:P Czyli nawet te szczere mogą się znudzić, fajnie, że się ze mną zgadzasz. xD

      Usuń
    12. Ale chyba niewiele jest takich dziewczyn, które słyszą komplementy od niewielu osób.:)

      Usuń
    13. W końcu się zaczynamy rozumieć.:)
      Te, które słyszały je już wiele razy, mogą nie docenić nawet tych szczerych i roją sobie później, że to było nieszczere i że on na pewno czegoś chce... ciekawe tylko czego?xD
      Dlatego Dorian ma właśnie szczęście, że trafił na Sheilę.;)

      Usuń
    14. Nie wiem, co sobie takie roją, ale jak spotkam dziewczynę, która bardzo często słyszy komplementy, to na pewno ją zapytam. ^^
      Dorian ma wielkie szczęście, że trafił na Sheilę, bo inna by go do piachu posłała.:p Bądźmy szczerzy, nie zasłużył sobie na jej pomoc. ^^

      Usuń
    15. To wtedy skonfrontujemy nasze doświadczenia.;)

      Nie dość, że urodziwa, to jeszcze o dobrym sercu, zdecydowanie sobie na nią nie zasłużył. ^^

      Usuń
    16. No pewnie, że nie. To co, uprzykrzyć mu trochę życie? xD

      Usuń
    17. O Twoim uprzykrzaniu mu życia przeczytam dopiero za jakieś pół roku, więc niekoniecznie. xD

      Usuń
    18. E tam pół roku, można zawsze jakieś poprawki nanieść.:p

      A przy okazji to jeszcze tak ze cztery rozdziały i koniec części.:)

      Usuń
    19. Tylko 4? To chyba rzeczywiście trochę przesadziłem. ^^

      Usuń
    20. Nie tak całkiem, bo kończymy powoli drugą część, która będzie prawie jeszcze raz tak długa jak ta.:)

      Usuń
  2. Ha, co sobie pomyślałam tutaj nie ujawnię, nie chcę nikogo bulweroswać. Cos tak czuję, że ten sztylet to się jej jeszcze przyda;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To masz aż takie bulwersujące myśli?:D
      Może i przyda, a masz pomysł, na kogo?;p

      Usuń
    2. Ja ostatnio mam dziwne skojarzenie, szczególnie na LN, w czasie rozmów :) A sztylet? Hmmm, na kolejnego narwanego demona;)

      Usuń
    3. Pewnie niejeden by się taki znalazł:p

      Usuń
  3. Ja nie wiem co to z tego wyniknie, że Sheila tak zaczęła odwiedzać Doriana, gdy jest w łóżku xd szczerze mówiąc jakoś nie jest mi szkoda Marie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na razie dzięki temu Dorian żyje:P

      Usuń
    2. Raz go odwiedziła przypadkiem, drugi,bo się martwi. Co z tego wyniknie? Zapraszamy za tydzień. :)

      Usuń
  4. Ohoho, Sheila ratująca życie Dorianowi, ale mogłam się w sumie tego po jej dobrym serduszku spodziewać ;) Inna sprawa, że też jestem ciekawa co wyniknie z tej wizyty u niego. A już w ogóle bardzo ciekawe te jego wyznania ;) Chwila słabości, podstęp, czy naprawdę wielki Pan łagodnieje? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To się okaże, czy faktycznie zły i potężny Pan łagodnieje przy małej, bezbronnej nimfie^^
      Ps. przy okazji zapraszamy na drugą część Kołysanki;)

      Usuń