Od autorek

Od autorek

Drodzy Czytelnicy! Zapraszamy na epilog Doriana. Dziękujemy wszystkim,
którzy komentarzami dawali nam znać, że nasza powieść nie znika bezowocnie
w głębinach Internetu. Zostańcie z nami i za tydzień, 3-4.06 wpadnijcie
na 7 rozdział Szczypty magii. Pozdrawiamy i czekamy na Wasze opinie;)

26.11.2014

Rozdział V


***Dorian***
            Prysznic to wspaniały wynalazek. Ubrania natomiast – wprost przeciwnie. Kiedy już dokładnie się umyłem, co zajęło mi prawie godzinę, wytarłem i sięgnąłem po to, co przygotowała mi służba, musiałem przez chwilę dokładnie przejrzeć moje nowe szaty. Z bielizną nie miałem problemu, ciemne materiałowe spodnie też jakoś udało się nałożyć, pamiętałem, jak nosił je diabeł, choć trochę namęczyłem się z bezsensowną częścią, nazywaną, jak się później zorientowałem, zamkiem błyskawicznym. Najgorsza była szata zwana koszulą. W końcu udało mi się założyć ją właściwie, ale zrezygnowałem z przeciskania tych małych kuleczek przez dziurki. Gdzie w tym sens? Przypomniałem sobie, że Samael nie miał czegoś takiego, uznałem więc, że ubrania musiał przygotować mi Lucyfer. Dostrzegłem też długi pas z materiału, składany i przewiązany węzłem, który diabeł nosił na szyi. Chyba po to, żeby łatwiej go było udusić, gdy już przestanie być potrzebny. Ja nie miałem zamiaru ściskać sobie karku czymś takim.
            Spojrzałem przelotnie w oprawione brązową, wymyślnie zdobioną ramą lustro i zanotowałem w myślach, by zażądać innej koszuli. Bez tych dziwacznych zapięć.
            Zerknąłem na strzępy mojego dawnego ubrania. Znalazłem tam pierścionek, który miałem przy sobie w chwili, gdy zasypiałem. Przemyłem go dokładnie i odłożyłem. Przy okazji umieszczę go w eleganckim pudełeczku. Była to jedyna pamiątka, jaka mi została po rodzinie. Co prawda nie sądziłem, bym mógł go kiedykolwiek wykorzystać. Z kim miałem się zaręczyć, skoro nie było już na świecie kobiety z mojego rodu?
            Wyszedłem z łazienki i przemierzyłem korytarze szybkim krokiem. Bez trudu znalazłem jadalnię. Stół był już zastawiony, a służba wciąż donosiła nowe potrawy. Już po kilku kęsach uznałem, że nowe czasy, pod względem posiłków, znacznie przewyższają moje. Choć większości przyrządzonych dań nie potrafiłem nazwać, smak był niesamowity.
            Skończywszy ucztę, wyszedłem z zamku i ruszyłem przed siebie. Dotarłem do miasta. Tam czekało mnie poważne zaskoczenie. Świat zmienił się nie do poznania. Po pierwsze, ludzie. Było ich więcej niż mrówek w mrowisku. Chodzili ulicami, czując się bezpiecznie, nawet mieli własne zasady, kiedy iść, kiedy stać, zerkali na światła, wskazujące im drogę... I te dziwne pojazdy, do których wsiadali i wysiadali. W różnych kolorach, z wielkimi napisami. Czy cały świat przejął marny człowiek...? Trudno było w to uwierzyć, ale na to właśnie wyglądało.
            Po drugie, natura. Drzew było tak niewiele, jakby zabroniono im rosnąć. W niektórych okolicach nie było ich prawie wcale. Zamiast tego stały wysokie słupy z przyczepionymi do nich drutami, ogromne domy, w których zamieszkiwały spore grupy ludzi. Wymalowane drogi, po których jeździły pojazdy. Na niektórych domach wisiały szyldy z napisami: sklep, bar, kawiarnia... No, no, ludzie nieźle się tu urządzili, pomyślałem z niechęcią.
            Po trzecie, zwierzęta. Dostrzegłem zaledwie parę gatunków, a i to kierowali nimi ludzie. Zarówno małe, jak i te większe, trzymane były na sznurach. Ludzie więzili je w domach, wysokich niemal tak bardzo, jak ja, gdy zmieniam się w smoka. Nie wyczułem żadnego strachu. Czasem niepokój, tysiące zmartwień, smutek. A gdzie strach? Ludzie nie bali się już niczego.
            Ruszyłem drogą, ignorując ludzkie znaki. Nie miałem zamiaru przestrzegać ich zasad. Byłem ponadto. Ciekawe, jak by się zachowali, gdyby nagle na ulicy pojawiło się wielkie, dzikie zwierzę?
            Usłyszałem głośny dźwięk i jakiś pojazd zatrzymał się tuż przede mną. Zerknąłem zdziwiony na kierowcę, który wyjrzał z niego i zawołał do mnie głośno:
            - Jak leziesz, idioto?! Nie znasz przepisów?!
            Towarzyszyło mu kilka dźwięków z innych pojazdów. Uśmiechnąłem się przeciągle, wyciągając dłoń. Powoli, błysk po błysku, uformowała się w niej maleńka ognista kulka. Od tak dawna nie czułem w sobie ognia! Postanowiłem przemienić się jeszcze tego wieczoru.
            Wyciągnąłem dłoń, a kula polecała w stronę pojazdu. Rozległ się ogłuszający huk, gdy stanął w płomieniach. Z innych pojazdów wybiegli ludzie; niektórzy nie zdążyli. Stałem i przez chwilę przyglądałem się swojemu dziełu. Tego im właśnie brakowało. Strachu. Strachu przed śmiercią. Teraz świat choć przez chwilę wyglądał jak należy.
            Ogień był tak blisko, że czułem jego żar, przyjemnie muskający moją skórę. W oddali słyszałem kolejne wybuchy. Zdaje się, że ludzkie pojazdy są łatwopalne. Wspaniale. Cofnąłem się, by uniknąć zbyt bliskiego kontaktu z ogniem. Nie poparzyłby mnie, ale nie chciałem osmalić ubrania.
            Ruszyłem dalej, mijając przerażonych ludzi, uciekających w panice. Coś krzyczeli, wołali jeden do drugiego. Rozległy się różne dźwięki, których nie znałem, aż nadjechał dziwny pojazd, nieco większy, z którego wysypała się grupa ludzi. Minąłem ich i przeszedłem jeszcze kilka ulic, ale nie było tam niczego ciekawego. Wszędzie to samo. Wkrótce przestałem zwracać na nie uwagę, układając w myślach plan.
            Koniecznie musiałem udać się do zamku Azazeala, ale jeszcze nie teraz. Najpierw dowiem się o nim czegoś więcej. Lucyfer udzielił mi już podstawowych informacji, lecz wiedział tylko tyle, co każdy demon. Uznałem, że moja mała niewolnica może powiedzieć mi coś nowego. W końcu jest córką mego wroga. Zna go najlepiej.
            Gdy przeniosłem się do zamku, zbliżał się wieczór. Zjadłem kolację, po czym kazałem przygotować posiłek dla Sheili. Na pewno spokorniała i zgłodniała po dniu spędzonym w kajdanach, dobra kolacja powinna ułatwić rozmowę. Miałem do niej kilka istotnych pytań i byłem pewien, że na nie odpowie. Zgodnie z prawdą. Inaczej... cóż, może być ciekawie.
            Służąca wniosła tacę z posiłkiem do pokoju, postawiła ją na stoliku i wyszła bez słowa. Wszedłem do środka, zamykając za sobą drzwi.
            Na mój widok dziewczyna podniosła wzrok, przestraszyła się, widziałem strach w jej oczach. Pospiesznie odwróciła głowę, wpatrując się w podłogę. Podszedłem do niej powoli. Cofnęła się gwałtownie, aż pod samą ścianę.
            - Czemu jesteś... nieubrany...? - wydukała. Uniosłem brwi i zerknąłem po sobie, czy przypadkiem nie zgubiłem gdzieś po drodze spodni. Nie, były na swoim miejscu.
            - Kiepsko z tobą, pisklątko, skoro masz już zwidy. I to bardzo ciekawe zwidy. - Zerknąłem na nią, zastanawiając się, czy w tym stanie na pewno będzie mogła mi cokolwiek powiedzieć. Cóż, będzie musiała. Była cennym źródłem informacji, nawet jeśli wydawało jej się, że nie mam na sobie ubrania. Sięgnąłem do kajdan i rozkułem ją, po czym usiadłem na łóżku i wskazałem na tacę. - Zjedz coś, a potem... porozmawiamy sobie.

6 komentarzy:

  1. No proszę, Dorian powoli pokazuje swoje niezwykłe umiejętności ;) Dzisiejszy świat nieźle go zdziwił... Gdyż trochę się zmienił. Jestem ciekawa jakie też te pytania chce jej zadać. No i czy ona zechce współpracować? Zawsze się śmieje jak czytam to jak ją przezywa ;) Poniekąd to trochę pieszczotliwie i urocze gdyby nie to, że nie przejmuje się zbytnio jej życiem. Jeszcze.... :p Pozdrawiam i czekam z niecierpliwością na następną cześć ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę to za mało powiedziane:D
      Dla niego Sheila to takie małe pisklątko, ale faktycznie brzmi pieszczotliwie;p Pozdrawiam:)

      Usuń
  2. Hmm, rozdział daje mi do myślenia. Głównie zastanawiam się jak wyglądał świat w "jego czasach". I zaciekawiło mnie, ze zamienia się w smoka ;)
    I osobisty plus, za niemiecką piosenkę :D
    Pozdrawim

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powoli będziemy wszystko wyjaśniać.:)
      Piosenka to moje osobiste skrzywienie germanistki, cieszę się, że się spodobała.:)

      Usuń
  3. Przepiękna piosenka!
    To na początek. Uwielbiam taki styl muzyki.
    Jest baardzo dużo rzeczy do wyjaśnia.
    Oczywiście nie jest to dziwne bo w końcu dopiero początek.
    Wiemy już coraz więcej o mocach Doriana. Te, które znamy są interesujące. Dobrze, ze nie chciał zobaczyć jak wygląda widok z góry
    i nie zmienił się w smoka. Zastanawia mnie jaka byłaby reakcja ludzi?
    atak rakietami? Ucieczka? Obrońcy przyrody chętni wsadzić go do rezerwatu? Kapłani zwiastujący koniec świata?
    Robi się coraz ciekawiej. Hmm, dopiero co wrócił już sprawia problemy biednym ludziom. :)
    Ciesze się, ze tak mało muszę czekać do następnego bo zawsze umieram z ciekawości jak coś się kończy w takim momencie.
    Martyna

    OdpowiedzUsuń
  4. A zamieni się w smoka? :P Mogłoby być ciekawie :)

    Ciekawe opisane jak jego oczami wyglądał świat, choć zabawniej by było jakby kierowca nie wyhamował... Przynajmniej pod względem tego czy by się Dorian pozbierał ;)

    OdpowiedzUsuń