Od autorek

Od autorek

Drodzy Czytelnicy! Zapraszamy na epilog Doriana. Dziękujemy wszystkim,
którzy komentarzami dawali nam znać, że nasza powieść nie znika bezowocnie
w głębinach Internetu. Zostańcie z nami i za tydzień, 3-4.06 wpadnijcie
na 7 rozdział Szczypty magii. Pozdrawiamy i czekamy na Wasze opinie;)

23.11.2014

Rozdział IV



***Sheila***
            Cuchnął. Główną myślą, która wciąż nie dawała mi spokoju, gdy ściskał moje ramię i ciągnął mnie za sobą było to, że potwornie śmierdział. Byłam odwodniona, wystraszona, ranna i boginka raczy wiedzieć co jeszcze, ale najbardziej przeszkadzało mi to, że cuchnął. Mało tego, był niemal nagi i miał niezwykle mocny uścisk. Gdyby chciał, bez trudu mógłby połamać mi kości.
            Pociągnął mnie mocniej, potknęłam się o rąbek naderwanej sukienki i wpadłam na niego, tracąc równowagę. Spojrzenie jakim mnie uraczył, mogłoby zabijać.
            - Ale z ciebie pokraka – mruknął, chwytając mnie za ramiona i odsuwając od siebie. Posłałam mu gniewne spojrzenie. Pokraka? Nie moja wina, że ciągnął mną, jakbym była szmacianą kukłą!
            - A ty cuchniesz – odgryzłam się, uważając, by znów nie nadepnąć na sukienkę.
            - Przekonamy się, jak ty będziesz pachnieć, kiedy zamieszkasz w moich lochach – odparł, nawet na mnie nie patrząc. Zazgrzytałam zębami.
            - Damy nie trzyma się w lochu.
            Prychnął, mocniej ściskając moje ramię.
            - Naprawdę?
            Skwapliwie kiwnęłam głową.
            - Oczywiście! Tak się nie godzi!
            - W takim razie jak traktuje się damę?
            Przygryzłam dolną wargę, zastanawiając się, od czego zacząć.
            - Z szacunkiem. Nie tarmosi się jej, nie grozi, nic z tych rzeczy. Przeciwnie. Dżentelmen odprowadziłby damę do domu, życzył jej dobrej nocy i nigdy nie wracał. No i wcześniej się umył.
            - Ach. Dobrze, zapamiętam, jeśli jakąś spotkam. A teraz pozwól, że powiem ci, jak zachowują się niewolnice. Po pierwsze: zamknij się, albo ci w tym pomogę. Po drugie, robisz, co mówię, bez żadnego protestu. A po trzecie, nie miej złudnych nadziei, gdy nie będziesz mi potrzeba, to cię zabiję. Albo gdy mnie wkurzysz. Zanim zadasz mi jakieś pytanie, przypomnij sobie punkt pierwszy.
            Drań! Wstrętny, brutalny, irytujący plankton! Co on sobie wyobraża?! Może i jest większy i silniejszy, ale na boginkę, jak śmie odnosić się tak do kobiet?! Nie byłam jego niewolnicą. Nie jestem. I na pewno nie będę!
            Musiałam się stamtąd wydostać. Jak najszybciej, zanim ten wariat spełni swoje groźby. Lochy! Niewolnica, ja! I jeszcze chciał obciąć mi język! I palec! I zabić! Miałam nadzieję, że utopi się, kiedy będzie brał prysznic. Należało mu się.
            Zatrzymał się tak nagle, że omal znów na niego nie wpadłam. Jęknęłam cicho, czując, że w miejscu, gdzie zaciskały się jego palce, powstanie ogromny siniak.
            - Jeśli wyrwiesz mi rękę, nie będziesz miał ze mnie pożytku – zasugerowałam, kiedy pchnął drzwi i zacząć wspinać się po schodach, ciągnąc mnie za sobą.
            - Więc się pospiesz.
            Łatwo mu było mówić, skoro robił milowe kroki. Miałam zamiar o tym wspomnieć, ale posłał mi tak złe spojrzenie, że ugryzłam się w język. Dokąd mnie prowadził? Chciałam o to zapytać, ale bałam się, że wtedy spełni swoją groźbę. Wiedziałam, że jest do tego zdolny. Zdolny do wszelkiego zła. Powiedziały mi to jego oczy. Dzikie, pełne mroku, który otaczał jego duszę.
            - Naprawdę chcesz tak to rozegrać? - zapytałam, nie mogąc się powstrzymać. - To diabły! Sprowadzili cię, bo potrzebują bestii. Bestii, która wykona za nich brudną robotę. Nie gódź się na to...
            - Wiem, co robię i nie pytam cię o zdanie.
            - Robię to z dobrego serca.
            Mruknął coś, czego nie zrozumiałam i wepchnął mnie do jednej z pustych komnat. Mocno i brutalnie, nie miałam szans, by utrzymać się na nogach. Podniosłam się z kolan i posłałam mu urażone spojrzenie, które nie zrobiło na nim najmniejszego wrażenia. Zanim zdążyłam się poskarżyć, wszedł do środka i zamknął drzwi. Zostaliśmy sami. My dwoje w małym, ciasnym pomieszczeniu. Ruszył w moją stronę.
            Pisnęłam, gwałtownie cofając się do ściany. Ta dzikość w jego oczach mnie przerażała. Był drapieżnikiem, widziałam to zarówno w spojrzeniu, jak i jego ruchach.
            Zatrzymał się zaledwie krok ode mnie. Odruchowo wstrzymałam oddech, podczas gdy serce waliło jak szalone. Miałam wrażenie, że lada chwila wyskoczy mi z piersi.
            - A teraz coś sobie wyjaśnimy – odezwał się niskim, mrocznym głosem zabarwionym nieznanym mi dotąd akcentem. Zapewne nieużywanym od czterech tysiącleci. Kręciło mi się w głowie ze strachu.
            - Zabijesz mnie?
            Spojrzał na mnie zaskoczony.
            - Zrobię to. Ale nie teraz. - Pochylił się, zbliżając twarz do mojej twarzy. - Najpierw dowiem się, co armia twojego ojca zrobiła z pewną kobietą. A potem... ciebie czeka to samo.
            Boginko, miej mnie w swojej opiece. On chce się zemścić, używając mnie jako narzędzia. Sama już nie wiedziałam, co okaże się bardziej bolesne. Śmierć z odwodnienia czy z jego ręki?
            - Proszę...
            Pokręcił głową. Nic nie zyskam, choćbym go błagała na kolanach. Zacisnęłam zęby. W takim razie, musiałam pozostać silna. Zniosę wszystko z podniesioną głową. Nie złamie mnie. Posłałam mu gniewne spojrzenie.
            - Teraz tu zostaniesz i grzecznie poczekasz, aż wrócę – powiedział. Zostanę sama? Nagle wstąpiła we mnie nowa nadzieja. - Przyjmij radę, małe pisklątko, nie próbuj uciekać. Potrafię zadać ból na wiele sposobów. Mogę cię złamać i nie zawaham się, jeśli choć raz spróbujesz mi się przeciwstawić. Zrozumiałaś?
            Skinęłam głową, bo słowa utknęły mi w gardle. Zrobi to, wiedziałam, że to zrobi.
            Sądziłam, że wyjdzie. Powiedział już dość, bym obawiała się chociażby ruszyć, a jednak uznał inaczej. Nawet nie zauważyłam, skąd wyciągnął kajdany. Chwycił mój nadgarstek i zatrzasnął wokół niego zimne żelazo.
            - Przecież zrozumiałam, nie ucieknę! - zaoponowałam, szarpiąc ręką. Kajdany boleśnie ocierały się o moją skórę. - To nie jest konieczne.
            Spojrzał na mnie i uśmiechnął się zimno. Nagle pożałowałam, że się odezwałam. Skuł moją drugą rękę i pchnął mnie na tyle mocno, bym uderzyła plecami o ścianę i osunęła się na podłogę.
            - Wiem. Nie chcę, byś zapomniała, że od teraz jesteś moją niewolnicą.
            Zostałam sama. Zakuta w kajdany, które raniły moją skórę, zbyt odwodniona, by choć próbować się uwolnić. Zamknęłam oczy, pozwalając, by woda w moim ciele zaczęła się przemieszczać. Czułam, jak wędruje w okolice serca i rozluźniłam dłonie, które wydały mi się teraz boleśnie suche. Tylko tak mogłam zatamować krwawienie i powstrzymać ciało przed próbami uleczenia rany na dłoni i zadrapań spowodowanych kajdanami.
            Nie miałam pojęcia, czy dobrze robię. Ratowałam się, choć i tak umrę. Czeka mnie albo powolne i bolesne wysychanie, albo zabije mnie ten mężczyzna. To mogło okazać się jeszcze gorsze. Może gdybym pozwoliła ranom krwawić, umarłabym szybciej. Bolałoby, ale krócej. To prawdopodobnie lepsze rozwiązanie. Mój problem polegał na tym, że nie chciałam umierać. Wciąż miałam nadzieję.
            Rozejrzałam się po pokoju, nie podnosząc się z miejsca. Jedynie odsunęłam się trochę od ściany, zderzenie z nią podrapało mi plecy i teraz najmniejszy dotyk sprawiał ból. W pomieszczeniu było ciemno, jedyne światło pochodziło z małego okna, na wpół osłoniętego bordową kotarą. Za umeblowanie służyła duża szafa z ciemnego drewna, rzeźbiony stolik i wielkie łoże z czterema grubymi ramami sięgającymi sufitu. Po obu stronach zwisały ciężkie zasłony. Milutko.
            Mimo ponurego wystroju wiele bym oddała, by móc tam zostać. Żeby on po mnie nie wrócił. Pomyślałam o jego gniewnym spojrzeniu i wiedziałam, że nie mam o czym marzyć. Jeszcze nigdy nie widziałam tyle furii w czyichś oczach, tyle złości. Czy nim odzyskałam przytomność, było w nich także zagubienie? Przespać tyle lat, w samotności. Nie chciałabym żyć na świecie, na którym nie ma już nikogo z moich bliskich. Nie ma niczego, co znałam. Czy tak się czuł? Opuszczony?
            Pokręciłam głową. Należał do rasy Panów, która, jeśli wierzyć legendom, nie posiadała uczuć. Nie byli zdolni do miłości ani współczucia. Czy w takim razie mógł czuć tęsknotę? Przypomniałam sobie ten przerażający ryk, kiedy się obudził. Ryk dzikiej bestii. Rannej bestii. Wspominał też coś o kobiecie... ile prawdy jest w legendach? Chciał ją pomścić, musiał coś czuć. Cokolwiek.
            - Nie. Nie lituj się nad nim, głupia nimfo. - Oparłam głowę o ścianę, starając się jednocześnie zachować dość przestrzeni między nią, a moimi plecami. - Ma zamiar pociąć cię na kawałki, nie żałuj go. To bestia.
            Z tym nie mogłam polemizować. Westchnęłam. Chciało mi się płakać, ale nie miałam łez. Chciałam do domu. Chciałam krzyczeć, żeby ktoś mnie stamtąd zabrał. I tak bardzo chciałam pić.

3 komentarze:

  1. Rozdział fajny.
    Jestem coraz bardziej zaintrygowana.
    Chcę więcej! :P
    Cieszy mnie informacja o szybkim pojawieniu się kolejnego, bo ze zniecierpliwieniem czekam na dalszy rozwój akcji.
    Mam nadzieje, ze historia szybko będzie się rozwijać dalej.
    Jak na razie czuje, ze pokocham tą historię.
    Martyna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zatem pozostaje nam mieć nadzieję, że nie zawiedziemy. Dzięki za komentarz:)

      Usuń
  2. Za szybko wstawiacie, nie wyrabiam się :P Ale za to mam tę radochę, że teraz przeczytam trzy na raz :)

    OdpowiedzUsuń