Od autorek

Od autorek

Drodzy Czytelnicy! Zapraszamy na epilog Doriana. Dziękujemy wszystkim,
którzy komentarzami dawali nam znać, że nasza powieść nie znika bezowocnie
w głębinach Internetu. Zostańcie z nami i za tydzień, 3-4.06 wpadnijcie
na 7 rozdział Szczypty magii. Pozdrawiamy i czekamy na Wasze opinie;)

30.11.2014

Rozdział VI



***Sheila***
            W pierwszej chwili go nie rozpoznałam. Wyglądał inaczej, niż go zapamiętałam. Brudnego, niemal nagiego i no cóż... nie pachnącego zbyt dobrze. Jednak gdy ruszył w moją stronę, nie miałam wątpliwości. Te gniewne oczy.
            Właśnie te oczy sprawiały, że wciąż widziałam w nim potwora. Ta złość. Gniew, brutalność i dzikość, tak wiele złych emocji malowało się w niezwykłych, niebieskich oczach. Jasne włosy opadały mu falami na ramiona, otaczając twarz o wyrazistych, szlachetnych rysach. Bokobrody tylko dodawały mu uroku.
            Mój wzrok przesunął się niżej, na aksamitną czarną koszulę. Rozpiętą, widziałam umięśniony brzuch i szeroką klatkę piersiową. Byłby niezwykle przystojnym mężczyzną, gdyby nie ta nienawiść w jego oczach.
            Rozsiadł się na łóżku i kazał mi jeść. Zerknęłam na talerz, potem znów na niego. Dlaczego mnie karmi? W każdym razie, musiałam wykorzystać ten moment.
            - Mogę... dostać wodę?
            Jego wzrok powędrował w stronę tacy.
            - Nie lubisz wina, pisklątko? - Znów spojrzał na mnie. Przez chwilę miałam ochotę zapomnieć, że cokolwiek mówiłam.
            Nie. Potrzebuję wody. Odwagi.
            - Ja... potrzebuję wody. Mój organizm jej potrzebuje. Proszę.
            - Hm. Dobrze. Dostaniesz wodę. - Uniósł dłoń, w której nagle pojawiła się szklanka z wodą. Wiedziałam, że jest nią wypełniona niemal po brzegi, czułam ją, każdą cząsteczkę. Jeszcze bardziej zachciało mi się pić. - Najpierw jednak... powiedz mi, Sheilo, mieszkasz w zamku Azazeala, tak? Z matką? - Obniżył dłoń i zakołysał szklanką tak, bym dostrzegła przelewającą się w środku wodę. Kusił. Zacisnęłam dłonie w pięści i natychmiast tego pożałowałam. Przeszył mnie ból, sucha skóra wokół rany pękła.
            Wiedziałam, że mnie podpuszcza. Chce wykorzystać moją słabość. Mimo to, nie potrafiłam myśleć o niczym innym poza wodą. Tak blisko, prawie w zasięgu moich rąk. Moje ciało jej pragnęło. Zamknęłam oczy. Jego pytanie nie było groźne. Jeszcze nie.
            - Moja matka nie żyje, ale nigdy nie mieszkała z ojcem. Nigdy nie opuszczała na długo swojego jeziora.
            Skinął głową i znów zakołysał szklanką, wpatrując się w jej zawartość.
            - A ty? Mieszkasz z nim?
            To pytanie także wydawało mi się niegroźne.
            - Od kilku miesięcy. Tak.
            Uśmiechnął się, ale to błysk w jego oczach powiedział mi, że dowiedział się czegoś, o czym nie powinnam wspominać.
            - Doskonale. Opowiedz mi o zamku. Ile osób tam mieszka?
            - Mogę już dostać wodę?
            Pochylił się w moją stronę, jednak szklanka wciąż pozostawała poza zasięgiem.
            - Nie odpowiedziałaś mi.
            - Bo nie wiem. Dużo. Służba, straż... Proszę.
            Przyglądał mi się przez chwilę, ale przysunął szklankę. Chwyciłam ją w obie dłonie i przytknęłam do ust, pijąc łapczywie. Smakowała tak dobrze. Nie było jej wiele, ale mimo to zostawiłam odrobinę i wtarłam ją w dłonie i nadgarstki. Ulga była niewielka, mój organizm potrzebował znacznie więcej, by się odbudować, jednak na razie to musiało mi wystarczyć. Bałam się poprosić o więcej. Zamiast tego zerknęłam na talerz. Potrawka z zapiekanych warzyw i jakiegoś mięsa. Przysunęłam sobie tacę i sięgnęłam po widelec.
            Nimfy nie jedzą wiele, potrafimy żywić się tylko wodą przez długi czas, czasem tylko pożywiając się glonami. Teraz jednak byłam z dala od mojego jeziora, a porwanie całkowicie mnie wyczerpało. Potrzebowałam energii, a skoro nie mogłam dostać tego, co było dla mnie najlepsze, musiałam poradzić sobie jak ludzie. Nałożyłam odrobinę na widelec i włożyłam do ust. Czasem zdarzało mi się jeść kolację z ojcem lub przyjaciółmi, więc potrawka nie była dla mnie nowością. Nawet mi smakowała.
            - Dlaczego nie mieszkałaś z nim wcześniej? - Usłyszałam pytanie. Przełknęłam i spojrzałam na mężczyznę.
            - Nie wiedziałam o nim. A on o mnie.
            Mruknął coś, nie miał przy tym zadowolonej miny.
            - Matka cię ukrywała – bardziej stwierdził, niż zapytał. - Zatem wciąż zabija się takich jak ty. Mieszańców, którzy splamili boski gatunek. - Parsknął z rozbawieniem. - Jak się dowiedziałaś?
            Zjadłam kolejny kęs potrawki. Nagle wydało mi się, że smak nie jest odpowiedni. Zerknęłam na pustą szklankę i westchnęłam.
            - Z dziennika matki. Nie miałam pewności, tylko nadzieję.
            - I poszłaś do niego, a on cię przygarnął? Dziecko z nieprawego łoża, świadczące o jego hańbie?
            Spojrzałam na niego gniewnie.
            - Nie jestem niczyją hańbą! A moja matka była w nim zakochana!
            Drgnęłam, gdy pochylił się i wyciągnął do mnie rękę. Jego palce musnęły mój policzek, a chwilę później chwyciły mnie pod brodę tak, że musiałam spojrzeć mu w oczy. Zacisnęłam zęby.
            - Jeśli jeszcze raz podniesiesz głos, przestanę być miły – oznajmił spokojnie. - Zrozumiałaś?
            - Tak. - Trudno było tego nie zrozumieć.
            Skinął głową i mnie puścił. Znów usiadł wygodnie i machnął ręką w stronę tacy.
            - Jedz, pisklątko. Nie chcę, byś zbyt wcześnie opadła z sił.
            Nie miałam zamiaru się kłócić. Posłusznie sięgnęłam po widelec i zjadłam kęs potrawki. Uśmiechnął się zadowolony.
            - A teraz wróćmy do tematu. Dlaczego cię przyjął?
            - Nie wiem – burknęłam. - Po prostu to zrobił. Kiedy przekonał się, że jestem jego córką, pozwolił mi zostać.
            - Ucieszył się?
            Zamrugałam. Czy się ucieszył? Nie, pierwszego dnia wydawał się zaniepokojony. Ale był dla mnie dobry. Dał mi pokój z miękkim łóżkiem, ubrania i wszystko, czego mogłabym potrzebować w jego świecie. Na początku był ostrożny, ale to chyba normalne. Nie znał mnie, nie wiedział o moim istnieniu. Ale chyba polubił moją obecność.
            - Nie wiem – odparłam w końcu.
            Zmusiłam się, by przełknąć jeszcze kęs, ale potrawa wydawała mi się zbyt słona. Znów chciało mi się pić.
            - Kochał ją? Twoją matkę.
            Czy ją kochał? Myślę, że gdyby ją kochał, nie pozwoliłby jej odejść. A może zrobił to właśnie dlatego, że ją kochał?
            - Nie wiem – powtórzyłam. - Nie rozmawiamy o niej.
            - Jest ktoś inny?
            Tym razem nie mogłam się powstrzymać i uniosłam brwi.
            - Naprawdę myślisz, że chce rozmawiać z córką o swoich podbojach miłosnych?
            Parsknął, przy odrobinie dobrej woli, mogłabym uznać to za śmiech.
            - Chcesz jeszcze wody, pisklątko? - zapytał. Przesunął dłonią nad szklanką, w której w magiczny sposób pojawiła się woda. Sięgnęłam po nią odruchowo, jednak zamarłam wpół gestu, widząc jego spojrzenie. Uśmiechnął się. - Za chwilę ją dostaniesz. Musisz powiedzieć mi tylko jedną rzecz... komu twój ojciec ufa najbardziej?
            Opuściłam dłonie. I również się uśmiechnęłam.
            - Sobie.
            Spojrzał mi w oczy.
            - Oczywiście. A poza tym? Wymień choć jedną osobę, a dostaniesz wodę i dam ci spokój na dziś. Zgadzasz się, Sheilo?
            Najpierw pomyślałam o sobie. Wiem, że ojciec mi ufał. Ale najbardziej... jego przyjaciółka. I główny dowódca wojsk. Czy gdybym o nich wspomniała, ojciec miałby kłopoty? Nie. Nie zdradziliby go. Wiedziałam, że oboje są gotowi za niego zginąć. Przełknęłam ślinę. Umarliby dla niego.
            - Dlaczego uważasz, że ci pomogę? I że mój ojciec mógłby ufać komuś, kto by go zdradził?
            Zmarszczył brwi, posyłając mi groźne spojrzenie, od którego dostałam gęsiej skórki.
            - Wyjaśnijmy coś sobie. Nie proszę o pomoc. Czy wyglądam, jakbym o coś prosił? Daję ci ostatnią szansę. - Potrząsnął lekko szklanką. - Twoje małe usteczka wyglądają na spierzchnięte, z pewnością czujesz też suchość w gardle... - Przysunął się tak, że nasze twarze dzieliły centymetry. - Liczę, że tym razem powiesz prawdę. Wiesz, co robię z tymi, którzy mnie okłamują?
            - Nie kłamałam – odparłam cicho. - Wszystko, co powiedziałam, jest prawdą.
            - Rozsądnie. Zdaje się, że nie dosłyszałem ostatniej odpowiedzi. - Zerknął na szklankę. Wody ubyło. - Ups. Chyba zaczyna znikać, może szklanka jest pęknięta... Lepiej się pospiesz, póki coś jeszcze zostało.
            Zacisnęłam zęby.
            - Ufa mnie, to chciałeś usłyszeć?
            Posłał mi niezadowolone spojrzenie.
            - Skończyliśmy na dziś.
            Nie musiałam patrzeć na szklankę, by wiedzieć, że wody ubyło. Poczułam to. Zamknęłam oczy, kiedy znów je otworzyłam, mój oprawca stał przy drzwiach. Postawił szklankę na stojącej tam szafce.
            - Do jutra, pisklątko. Wyśpij się lepiej, bo jutro czeka nas ciekawy dzień.
            To nie zabrzmiało dobrze. Spodziewałam się, że ciekawy dzień według niego będzie dniem pełnym katuszy dla mnie.
            - Co stanie się jutro...? - zapytałam cicho.
            - Gdybym ci powiedział, czekałaby cię noc pełna koszmarów. Nie chcemy tego, prawda? - Uśmiechnął się zimno, w jego oczach znów ujrzałam tę dzikość, której tak się bałam. Wyszedł, zostawiając mnie samą.
            - Bestia – mruknęłam, patrząc za nim.
            Zdecydowanie nie chciałam koszmarów. I nie miałam zamiaru spać. Nie tutaj, czekając na niego. Spojrzałam na szklankę z wodą i zacisnęłam dłonie. Nie teraz. Musiałam poczekać. Jeśli chcę przeżyć, potrzebuję sił. I wody.
            Jęknęłam i powoli się podniosłam. Najpierw wyjrzałam przez okno. Widziałam służbę doglądającą ogrodu. Napotkałam spojrzenie jasnowłosej kobiety, jednak natychmiast odwróciła wzrok. Mimo to wcześniej dostrzegłam w nich współczucie. Ona wiedziała, co mnie czeka.
            No tak, kto by nie wiedział. Byłam więźniem potwora. Bestii.
            Usiadłam na łóżku, a po chwili namysłu położyłam się na boku, uważając na podrapane plecy. Zamknęłam oczy, starając się nie myśleć o szklance z wodą, ale nawet gdy jej nie widziałam, czułam, że jest blisko. A mnie tak bardzo chciało się pić.
            Nie teraz. Muszę przeżyć. Muszę uciec, zanim ta bestia mnie zniszczy.

11 komentarzy:

  1. Świetny rozdział :) tylko czemu taki krótki? Lubię shaile. Jest pyskata:) czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział. Mam nadzieje troche dłuższy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sheilę:) Rozdziały wstawiamy co tydzień, lub co 3-4 dni, a z ich długością jest różnie;)

      Usuń
  2. Hoho, jakie waleczne zwierzątko :) Sheila wydaje się być głupiutka, ale ma charakterek, więc mam nadzieję, że będzie coraz ciekawiej :)

    I przepraszam za te opóźnienia, ale bądźcie pewne, że zawsze nadrobię! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sheila ma dobre serce i wiarę w ludzi, poza tym jest młoda i ledwie co wyskoczyła z jeziorka, trzeba jej wybaczyć. :)

      Cieszymy się, że jednak jesteś.:)

      Usuń
    2. Tym wyskoczeniem z jeziorka mnie przekonałaś, że trzeba poczekać aż stanie pewnie na gruncie :D

      No ba, ja jestem zawsze, prędzej czy później :) Miło, że ktoś czeka :)

      Usuń
    3. Jak poczuje się pewniej to i jej zachowanie ulegnie nieco zmianie, choć ufna nadal pozostanie.

      Zawsze czekamy!

      PS. Do wcześniejszego pytania... tak.;)

      Usuń
    4. No ba, się rozumie, że nie ma się całkiem zmienić ;)

      No to będzie bardzo ciekawie! :)

      Usuń
  3. Jestem mile zaskoczona, z każdym rozdziałem coraz bardziej :) Pomysł z przeobrażeniem w smoka, genialny ^^ Z niecierpliwością czekam, co tam dalej szykujecie...tylko te bokobrody mnie lekko podłamały, ciągle mam je przed oczami :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Maju, Dorianowi pasują bokobrody;) Widziałaś zdjęcie na Ailes?:)

      Usuń
    2. Widziałam, Nat :) Te małe baczki, trudno mi nazwać bokobrodami, ale niech będzie :P Ten tutaj, po prawie 4 tys. lat, ma zapewne większego wasyla*, ale to tylko moja wyobraźnia :)

      Usuń
    3. Ma takie, jak na zdjęciu:) Zdążył się już doprowadzić do porządku;)
      Ps. Zaczęłam OBE:) Dziś nie skończę, ale może w niedzielę;)

      Usuń